tak się jakoś złożyło, że przyszło mnie słuchawki nabyć. konkretnie słuchawki do skype'a. pomyślałem sobie, durny ja, że wejdę do pierwszego lepszego rtv agd, nabędę i wyjdę. niestety, po raz kolejny, okazało się, że kwestia jest bardziej skomplikowana.
wracając od Pani M. 91 wysiadłem na Zwycięstwa i pognałem do euro. mówię, że słuchawki, że douszne i że mikrofon ma być, bo nie chcę wyglądać jak panienka reklamująca usługi call center. pan, na którego trafiłem zmarszczył brwi, pomyślał chwilę i udał się między regały. a ja za nim czując, że będzie muszkiela kibira. i była, bo słuchawek od cholery i ciut, ciut, ale nie takie jak mnie potrzebne. podziękowałem grzecznie i udałem się na przystanek, co by wsiąść w powrotne 91 i wylądować na saturnie.
okazało się tam, że pan od kabli do kompów nie bardzo wie, co na słuchawkach się dzieje, a pani od kart pamięci również nie jest w stanie pomóc. i musiałem czekać aż właściwa pani, znaczy od słuchawek i drukarek, skończy pewnemu małżeństwu opowiadać o przewadze epsona nad hp. a to trwało... w końcu jednak pani stała się dostępna i mogłem ją zaangażować do projektu słuchawkowego. powiedziałem, co jest na rzeczy, a pani zrobiła minę a la pan z euro i poszła szukać. o dziwo znalazła, ale cena mnie średnio uraczyła. pomyślałem, że jakiś postęp jest, więc może w vobisie będzie więcej.
pan w vobisie fachowym tonem oznajmił, że takie słuchawki to rzadkość, ale mają. taki sam model jak w saturnie, ale o 20% droższe. podziękowałem grzecznie.
przyuważyłem, że naprzeciwko jest jeszcze jeden komputerowy. wchodzę, recytuję prośbę, a pan do mnie, że mu przykro, ale niet. więc wróciłem do saturna i zmuszony zostałem do wydania pieniążka w kwocie mało przyjemnej. i taka mnie konkluzja przyszła, że niby kapitalizm, półki pełne, ale jak człowiek czegoś na serio potrzebuje, to nie ma. bo i po co miałoby być.
Wednesday
FCO
rzym okazał się dramatem. nudno i brudno. jestem zdecydowanie na nie. no i jeszcze to totalne nieoznakowanie na FCO.
ryba
- Dzisiaj na obiad było do wyboru: ryba albo kotlet. Wybrałam rybę. I zamiast zajadać ją ze smakiem, siedzę nad talerzem i płaczę, że może jednak kotlet byłby smaczniejszy. Bez sensu. Wybór zawsze wiąże się z utratą rzeczy, której nie wybraliśmy. Ale jeśli zaczynamy po niej rozpaczać, to nie mamy czasu dobrze zająć się tym, co wybraliśmy. Ani nie zjemy kotleta, ani nie nacieszymy się smakiem ryby. Żeby być szczęśliwym, trzeba kurczowo trzymać się teraźniejszości.
Więcej... http://wyborcza.pl/1,76842,6397230,Irena_Kwiatkowska__Wybieram_sie_na_Ksiezyc.html?as=2&startsz=x#ixzz1FXC1KGpv
Więcej... http://wyborcza.pl/1,76842,6397230,Irena_Kwiatkowska__Wybieram_sie_na_Ksiezyc.html?as=2&startsz=x#ixzz1FXC1KGpv
Subscribe to:
Posts (Atom)