26 rok życia zaczął się da mnie dalece chujowo. bo kiedym się w środę obudził, po małej najebce poprzedniego wieczoru, nie mogłem wydobyć z siebie głosu ani szyją ruszyć, o ogólnym rozbiciu nie wspominając. znaczy anginka. a w piątek do kompletu objawiło się zapalenie spojówek. kombo po chuju.
boję się, co będzie dalej.
z Misiem animacje trwają w najlepsze. przy czym choroba nam trochę komplikuje pewne zabawy.
Saturday
Monday
Za Plovdiv raz
Jak już wzmianowane było, Miś zaprosił mnie na mały tour po Plovdivie i okolicach. Było bardzo godnie.
Poniżej wątpliwej jakości materiał zdjęciowy - tak zwane rysunki poglądowe celem pobudzenia wyobraźni.
Bilet na pociąg (cena ok. 24 PLN) z fantazyjnie, ręcznie wypisaną rezerwacją.
Wnętrze wagonu klasy pierwszej.
Bachkovski Monastir. W środku biegali popi i pokrzykiwali, że zdjęć nie wolno robić.
Tu się jednemu popu zeszło.
Wodospad.
Właśnie to.
Cerkiew, która była właśnie tam.
Kalendarz z cerkwi, która była właśnie tam.
Wnętrze tam będącej właśnie cerkwi.
I flaga na szycie.
I widok ze szczytu.
I mapka przedstawiająca centrum Plovdivu.
Charakterystyczna zabudowa Plovdivu.
Urodne drzwi.
I znowu te domki.
Kucyki też byli...
... jak również damy bez głów.
Ludzie - piksele.
Bulgarski sposób na ochronę prywatności, czyli potłuczone szkło wmurowane w ogrodzenie.
I rzymski teatr, co ponoć 30.000 sztuk mieścił.
Kot, co nie chciał podjąć współpracy przy robieniu zdjęć.
Widok na Plovdiv.
Koty mają wyjebane. Wyjebane, bo gorąco.
I to tyle, resztę pokażą google.
Ponadto spotkałem polską wycieczkę. Prawdziwą, ze skarpetami i sandałami i narzekającą. Tęskno mi było do takich klimatów.
Sunday
w kolejnych odcinkach
jak się tylko ogarnę, będzie relacja z wycieczki do Plovdivu oraz gwiazdy z pedalskiego portalu. ale najpierw muszę się ogarnąć.
Saturday
Jestę ębasadorę
Przyznam, iż polskie MSZ powinno mnie jakim grantem obdarować za działalność mą uprawianą celem szerzenia wiedzy o pięknym kraju pomiędzy Bobrem a Narwią. Bo życie me towarzyskie nadal jest w fazie kwitnącej. Dziś na ten przykład miałem randes-vous z Niemcem (który to ma walor pewien, mianowicie nagrodziłem komplementem za one of the best blowjobs I have ever had, a to poważna sprawa).
Poza hitlerowcami uskuteczniam również spotkania towarzyskie z tutejszą społecznością, a jutro (w sumie to już dziś) się do Płovdivu wybieram, jako że zaproszony zostałem na zwiedzanie tegoż grodu. Oznacza to też, że jutro (czyli dziś) zetknę się z bułgarskimi kolejami, co może być nawet ekscytującym wydarzeniem.
W zakładzie pracy mnie trochę poirytowano. Trochę się mię czas pracy zmieni, na szczęście przejściowo. Od połowy lipca, przez kolejne 8 tygodni, będę pracować za zmianie popołudniowej. 15:30 do 24:00. Na szczęście dają za to dodatkowe dni wolne, płacą za taksówkę do domu i za nakłady poniesione celem zakupu żarcia. Jakiś profit jest. Ponadto powoli kończą się zabawy treningowe i trzeba będzie zacząć pracować tak na serio. Trochę szkoda.
I to chwilowo tyle.
PS. Jest sobota i jestem trzeźwy. A to oznacza, że jestem przepity. Alkohol szkodzi.
Poza hitlerowcami uskuteczniam również spotkania towarzyskie z tutejszą społecznością, a jutro (w sumie to już dziś) się do Płovdivu wybieram, jako że zaproszony zostałem na zwiedzanie tegoż grodu. Oznacza to też, że jutro (czyli dziś) zetknę się z bułgarskimi kolejami, co może być nawet ekscytującym wydarzeniem.
W zakładzie pracy mnie trochę poirytowano. Trochę się mię czas pracy zmieni, na szczęście przejściowo. Od połowy lipca, przez kolejne 8 tygodni, będę pracować za zmianie popołudniowej. 15:30 do 24:00. Na szczęście dają za to dodatkowe dni wolne, płacą za taksówkę do domu i za nakłady poniesione celem zakupu żarcia. Jakiś profit jest. Ponadto powoli kończą się zabawy treningowe i trzeba będzie zacząć pracować tak na serio. Trochę szkoda.
I to chwilowo tyle.
PS. Jest sobota i jestem trzeźwy. A to oznacza, że jestem przepity. Alkohol szkodzi.
Sunday
o pedalskiej mafii i Боянска църква
weekend, to chyba nikogo już nie dziwi, obfitował w atrakcje, szczególnie te natury około alkoholowej. zaczęło się kulturalnie, w piątek, najebką firmową. było miło, o rysunkach się mówiło i konsumowało alkohol. skończył się zaś bal nakurwieniem się, sztachaniem się poppersem z hamerykańskim trenerem i powrotem do domu krokiem Greka Zorby (dla mniej zaznajomionych z tańcami - podążaniem śladem węża).
w sobotę miało miejsce wyjście z Szanownym Współlokatorem. zaczęło się dalece posh, skończyło się jakby mniej szałowo, ale i tak było atrakcyjnie. bo się okazało się, że SOF to taka duża wieś i zawsze można na kogoś trafić. ja na przykład trafiłem na Młodzieńca. ale to i tak nie najciekawszy element wieczoru. bośmy się udali to pedalskiego lokalu. ID Club znaczy. i teraz dygresja - w SOF jest obecnie jeden tego typu przybytek, bo inne zostały podobnież wykoszone przez pedalską mafię. tak, pedalską i taką prawdziwą - z dresami, giwerami i bmw. nie jestem w stanie sobie tego indywiduum, bo mnie się pedalska mafia kojarzy jedynie z napierdalaniem się torebkami i sprintem w szpilkach. no ale wracając do lokalu, to jest to droga speluna jest z muzyką tak głośną, że człowiek nie słyszy własnych myśli. zdecydowanie nie jest to lokal, do którego zamierzam się udać ponownie.
dziś zaś miałem popołudniowy meeting z Misiem, co to z nim poranny fitness uprawiam. Misiu, kiedy to do mnie dzwonił wczoraj coś przebąkiwał o obiedzie, jednakowoż plan się zmienił. bo najpierw udaliśmy się do kościoła (cerkwi) Boyana, by tam zapoznać się z freskami, następnie zaś na Witoshę (znaczy nie na szczyt, tylko do wieży telewizyjnej, co by panoramę Sofii pooglądać.
Miś jest naprawdę miłym misiem.
ponadto rozjebałem sobie telefon. znaczy nawet nie po pijaku, a zwyczajnie na trzeźwo mi z ręki wypadł i screen się lekko zepsuł. i teraz zabawa się zaczyna. bo mam brytyjskie ubezpieczenie. i postanowiłem z niego skorzystać. generalnie będzie cyrk i inne takie zabawy. ale o tym później.
w sobotę miało miejsce wyjście z Szanownym Współlokatorem. zaczęło się dalece posh, skończyło się jakby mniej szałowo, ale i tak było atrakcyjnie. bo się okazało się, że SOF to taka duża wieś i zawsze można na kogoś trafić. ja na przykład trafiłem na Młodzieńca. ale to i tak nie najciekawszy element wieczoru. bośmy się udali to pedalskiego lokalu. ID Club znaczy. i teraz dygresja - w SOF jest obecnie jeden tego typu przybytek, bo inne zostały podobnież wykoszone przez pedalską mafię. tak, pedalską i taką prawdziwą - z dresami, giwerami i bmw. nie jestem w stanie sobie tego indywiduum, bo mnie się pedalska mafia kojarzy jedynie z napierdalaniem się torebkami i sprintem w szpilkach. no ale wracając do lokalu, to jest to droga speluna jest z muzyką tak głośną, że człowiek nie słyszy własnych myśli. zdecydowanie nie jest to lokal, do którego zamierzam się udać ponownie.
dziś zaś miałem popołudniowy meeting z Misiem, co to z nim poranny fitness uprawiam. Misiu, kiedy to do mnie dzwonił wczoraj coś przebąkiwał o obiedzie, jednakowoż plan się zmienił. bo najpierw udaliśmy się do kościoła (cerkwi) Boyana, by tam zapoznać się z freskami, następnie zaś na Witoshę (znaczy nie na szczyt, tylko do wieży telewizyjnej, co by panoramę Sofii pooglądać.
Miś jest naprawdę miłym misiem.
ponadto rozjebałem sobie telefon. znaczy nawet nie po pijaku, a zwyczajnie na trzeźwo mi z ręki wypadł i screen się lekko zepsuł. i teraz zabawa się zaczyna. bo mam brytyjskie ubezpieczenie. i postanowiłem z niego skorzystać. generalnie będzie cyrk i inne takie zabawy. ale o tym później.
uczucie pustki na łydce
chłopaki tutaj golą sobie nogi. nie tylko, że pedały, ale wszyscy. jak żyć panie premierze?
jeszcze o piątkowej nocy
tak mi się właśnie przypomniało, że nie wspomniałem o dwóch ciekawych wydarzeniach, które miały miejsce, kiedym to wracał po najebce w kufrze.
otóż jako osobnik najebany postanowiłem zakupić dwa dodatkowe browary w sklepie monopolowym położonym 5 minut od mych włości. niestety, z uwagi na stan upojenia moje wybełkotane 2 staropramens please nie bardzo zostało zrozumiane przez panią ekspedientkę (co nie dziwne, ja siebie też ledwo rozumiałem). ale na szczęście z pomocą przybył mi pan. pan policjant. pan policjant akurat kupował kawę w tym samym przybytku i wytłumaczył pani czegóż mi trzeba.
mając już browary udałem się w kierunku domu, by teże spożyć. oczywiście zacząłem konsumpcję siedząc pod blokiem. no i kiedym osiągał stany dalekiego upojenia do klatki zaczęło się zbliżać dwóch kolesi. kiedy już mnie mijać mieli jeden zapytał, czy nie chciałbym z nimi trawy zapalić w ich apartamencie numer 8. dodam że ja mieszkam pod numerem 7, czyli jakby blisko. kolesie swoją drogą wyglądali na pedałów. jednakowoż odmówiłem trawy i wybełkotałem, że ja wolę piwo i że generalnie jestem drunk as fuck. bo byłem.
po tymże spotkaniu rozpocząłem akcję wdrapywania się po schodach na drugie piętro.
i to by na tyle było kwestią dodatkowych informacji.
otóż jako osobnik najebany postanowiłem zakupić dwa dodatkowe browary w sklepie monopolowym położonym 5 minut od mych włości. niestety, z uwagi na stan upojenia moje wybełkotane 2 staropramens please nie bardzo zostało zrozumiane przez panią ekspedientkę (co nie dziwne, ja siebie też ledwo rozumiałem). ale na szczęście z pomocą przybył mi pan. pan policjant. pan policjant akurat kupował kawę w tym samym przybytku i wytłumaczył pani czegóż mi trzeba.
mając już browary udałem się w kierunku domu, by teże spożyć. oczywiście zacząłem konsumpcję siedząc pod blokiem. no i kiedym osiągał stany dalekiego upojenia do klatki zaczęło się zbliżać dwóch kolesi. kiedy już mnie mijać mieli jeden zapytał, czy nie chciałbym z nimi trawy zapalić w ich apartamencie numer 8. dodam że ja mieszkam pod numerem 7, czyli jakby blisko. kolesie swoją drogą wyglądali na pedałów. jednakowoż odmówiłem trawy i wybełkotałem, że ja wolę piwo i że generalnie jestem drunk as fuck. bo byłem.
po tymże spotkaniu rozpocząłem akcję wdrapywania się po schodach na drugie piętro.
i to by na tyle było kwestią dodatkowych informacji.
Saturday
third parties* w kufrze
pierwsza najebka firmowa, która to miała miejsce wczoraj zakończona została pełnym sukcesem. było miło, sympatycznie i spizgałem parę browarów za dużo. czyli standard.
poza tym w czwartek miałem bardzio udaną noc z hitlerowcem. nie było ruchania, ale udało nam się zajebać bardzo konkretnie (nie jestem w stanie przypomnieć sobie którędy wiodła moja droga do domu) konsumując duże ilości browarów w sofijskich parkach. miś będzie tu ponownie za tydzień, więc na pewno zrobimy sobie jeszcze jeden taki rajd.
w czwartek zapoczątkowana została również nowa świecka tradycja gimnastyki porannej. żeby nie było niedomówień - żadnych skłonów czy pompek, a kulturalne ruchanie. z uwagi na braki czasowe popołudniami musiałem zacząć umawiać się o poranku, co jednak również ma swoje plusy.
holiday mood still switched on i nie sądzę by się miał on jakoś szybko skończyć. mam w piździe ogólnie :D
* - poligamia. złota myśl z wczorajszej nocy.
poza tym w czwartek miałem bardzio udaną noc z hitlerowcem. nie było ruchania, ale udało nam się zajebać bardzo konkretnie (nie jestem w stanie przypomnieć sobie którędy wiodła moja droga do domu) konsumując duże ilości browarów w sofijskich parkach. miś będzie tu ponownie za tydzień, więc na pewno zrobimy sobie jeszcze jeden taki rajd.
w czwartek zapoczątkowana została również nowa świecka tradycja gimnastyki porannej. żeby nie było niedomówień - żadnych skłonów czy pompek, a kulturalne ruchanie. z uwagi na braki czasowe popołudniami musiałem zacząć umawiać się o poranku, co jednak również ma swoje plusy.
holiday mood still switched on i nie sądzę by się miał on jakoś szybko skończyć. mam w piździe ogólnie :D
* - poligamia. złota myśl z wczorajszej nocy.
Wednesday
Jak żyć panie premierze, jak żyć?
Nie mam czasu na spotkania celem różnym popołudniami (terminarz zajebany do soboty włącznie), więc muszę się umawiać na mały, niezbyt zobowiązujący wyruch o poranku. Jak żyć?!
Sunday
Computer says yes.
Urlop jakby się trochę skończył i czas zacząć pracować po 8 godzin dziennie, co mnie mało raczy. Bo jakoś chwilowo odwykłem, a przywyknąć ponownie nie będzie lekko. Pociesza jednak fakt, że do końca czerwca wciąż będzie pierdolondo treningowe, więc nie ma dramatu.
Zaprezentowano nam również targety i inne KPI, co je osiągać mamy i podobnież nie są one zabójcze. Ale ja się za bardzo nie znam, więc chwilowo się nie przejmuje.
Randka numer trzy się odbyła. Nie będę jednak skreślał Młodzieńca. Znaczy nie teraz. Bo któż by się do mnie tak czarująco uśmiechał. Obawiam się jednak, że ruchania z tego nie będzie. A już na pewno nie w jakiejś krótkiej perspektywie. Nie ten typ. A szkoda. Bardzo szkoda.
Odnośnie ruchania to otrzymałem z resztą parę propozycji i zobaczę, co z tym fantem zrobić. Chwilowo mam trochę zbyt napięty terminarz. Bo jak na razie na ten tydzień mam zaplanowane 2 randki i jedno spotkanie towarzyskie. A dodam, że dopiero niedziela.
Ponadto dokonałem byłem zakupu biletu do PL, co oznacza, że mam jak wrócić po lipcowych ekscesach w Łodzi. O ile oczywiście nie utknę gdzieś po drodze, która to wiedzie z WAW, via VIE do SOF. Muszę się zaopatrzyć w duże ilości alka seltzer, bo czuję, że będzie grubo. Nawet bardzo.
Zaprezentowano nam również targety i inne KPI, co je osiągać mamy i podobnież nie są one zabójcze. Ale ja się za bardzo nie znam, więc chwilowo się nie przejmuje.
Randka numer trzy się odbyła. Nie będę jednak skreślał Młodzieńca. Znaczy nie teraz. Bo któż by się do mnie tak czarująco uśmiechał. Obawiam się jednak, że ruchania z tego nie będzie. A już na pewno nie w jakiejś krótkiej perspektywie. Nie ten typ. A szkoda. Bardzo szkoda.
Odnośnie ruchania to otrzymałem z resztą parę propozycji i zobaczę, co z tym fantem zrobić. Chwilowo mam trochę zbyt napięty terminarz. Bo jak na razie na ten tydzień mam zaplanowane 2 randki i jedno spotkanie towarzyskie. A dodam, że dopiero niedziela.
Ponadto dokonałem byłem zakupu biletu do PL, co oznacza, że mam jak wrócić po lipcowych ekscesach w Łodzi. O ile oczywiście nie utknę gdzieś po drodze, która to wiedzie z WAW, via VIE do SOF. Muszę się zaopatrzyć w duże ilości alka seltzer, bo czuję, że będzie grubo. Nawet bardzo.
Subscribe to:
Posts (Atom)






















