Sunday

Street art

Dziś Psze Państwa street arty. Dużo street artów. Większość z Veliko Tarnovo, ale są też i inne z Malaka Pustis i SOF.
Tańczo i śpiewajo w Veliko Tarnovo

Veliko Tarnovo

Rybeńki (Veliko Tarnovo)

Żyrafy (Veliko Tarnovo)

Zakochani są wśród nas (Veliko Tarnovo)

Smutny (Veliko Tarnovo)

(Veliko Tarnovo)

Hypster (Veliko Tarnovo)

So called WFT? (Veliko Tarnovo)

Hilfe! (Veliko Tarnovo)

Trudna noc, ciężki poranek (Veliko Tarnovo)

Taki tam wzorek (Veliko Tarnovo)

Ciciuś (Veliko Tarnovo)

faggots! faggots everywhere (Veliko Tarnovo)

palec boży (Veliko Tarnovo)

dama z wlosem (Veliko Tarnovo)

jaka płótno, taka Mona Lisa (Veliko Tarnovo) 

(Veliko Tarnovo)

wzory egzotyczne zawsze w modzie (Veliko Tarnovo)

kryształy (Veliko Tarnovo)

warcząc i dupą trzęsąc (Veliko Tarnovo)

take o. chuj we co. (Veliko Tarnovo)

ułan jaki? (Veliko Tarnovo)

kryształowa dama (Veliko Tarnovo)

ki las? (Veliko Tarnovo)

małe i naklejone (Veliko Tarnovo)

Posłanka Pawłowicz i Poseł Macierewicz (Veliko Tarnovo)

śmiecham (Veliko Tarnovo)

zielony atak (Veliko Tarnovo)

schody we tęczę (Veliko Tarnovo)

ni to koń, ni zebra (Veliko Tarnovo)

daj potrzymać?
ko? nie.
(Veliko Tarnovo)

dziewczynka z kwiatkiem (Veliko Tarnovo)

ściany pożerające ludzi (Veliko Tarnovo)

seems legit (Sofia)

rekin z wytryskiem (Sofia)

a wpierdol chcesz?! (Sofia)

smutam (Sofia)

grecka geometria (Thessaloniki)

Doktorze Freud, widzi Doktor tu penisa? (Thessaloniki)

happiness (Sofia)

co ja paczę? (Sofia)

zaduma nad losem Sziszmana (Sofia)

księdze (Sofia)

ktoś ma kaca (Sofia)

rycerz (Veliko Tarnovo)

Wednesday

Na niebieskie kurwa czekasz?!

W tym odcinku Szanowni Panstwo pozwole sobie zajac sie innym wazkim wielce tematem, a mianowicie umiejetnosciami Bulgarow w dziedzinie prowadzenia pojazdow mechanicznych. 
Poczatkowo myslalem, iz tutejsi kierowcy swoje prawa jazdy znalezli w czipsach (chrupkach/paluszkach/piwie/czymkolwiek), jednakze po wycieczce do Grecji doszedlem do wniosku, ze to tam sa papiery z czipsow, a w BG wygrywa sie je na loterii. 
Bo jezdza oni niesamowicie tutaj. W miare bezpiecznie, fakt, ale z taka kurwa fantazja i przekonaniem o wlasnej zajebistosci, ze az zeby bola. Ogranicznie predkosci - to dla ciot. Zakaz wyprzedzania - ale czemu, przeciez tylko 3 zakrety bez widocznosci. Wpuszczenie autobusu - niech se biedaki czekaja, bylo se fure kupic. Przejscie dla pieszych - na chuj sie oni po drodze paletaja.
Na porzadku dziennym jest trabienie, mruganie swiatlami, wymuszanie pierwszenstwa, zajezdzanie drogi i czule uwagi o matkach/siostrach/corkach* innych kierowcow. Najbardziej wiowiskowo robia to kierowcy autobusow. Jako ze autobus duzy to i duzo miejsca moze zablokowac, a przez to i duzo samochodow. Trzeba przyznac, z kierowcy owych czesto z faktu bycia wiekszym korzystaja. Do klasyki weszlo juz atakowanie przystanku autobusowego (po prawej) z lewego pasa. Skrajnie lewego. 

* - Tutejsze przeklinanie to nie tak, jak w PL, gdzie kurwy i chuje, ale bardziej fantazyjne. Mowi sie o matkach, co by sie je w busz jebalo, o babkach, co by sie je w najzimniejsze miejsce posuwalo i takie tam radosne historyjki tworzone na predce.

Friday

Bułgarski sznyt

Oglądając teledysk lokalnej gwiazdy Andrei (dla osób o mocnych nerwach - http://www.youtube.com/watch?v=OLt8If39AjM) uświadomiłem sobie, iż nie poświęciłem żadnego tekstu chłopom lokalnym. A jest to fenomen, któremu wypadałoby się bliżej przyjrzeć (albo, jak twierdzi S., nie jest to fenomen, acz tylko różnice kulturowe).
Punkt pierwszy to tzw. (przeze mnie zwane rzecz jasna) faggot bags. Takie malusie (15x15 cm) torebunie noszone przewieszone przez ramię. Takie mini messenger bags. Każdy prawdziwie heteroseksulany mężczyzna takową tu posiada (bo cioty noszą torby o wymiarach średniej walizki, a ja torbę na sprawunki). Torebunie śmieszą mnie dalece, szczególnie biorąc pod uwagę rzecz drugą.
A rzeczą tą jest siłownia. Tak, bez siłowni jest się cipą. Klata wielkości Arnolda S. jest absolutnym must have (chuj, że mają przez to cyce jak donice i dziewczęta mogą im zazdrościć). Oprócz klaty oczywiście biceps. Najlepiej taki na 60 cm. Bo wiadomo, przed dziewoją zaprezentować się trzeba.
Z siłownią również wiąże się kolejny element, czyli akcja-depilacja. To chyba taka weekendowa rozrywka wśród par pod hasłem kto dokładniej się wygoli i gdzie. I tu ciekawostka - otóż podobnież zarost na mordzie tylko pedały noszą. Bo prawdziwi heteroseksualni mężczyźni golą się od stóp do głów (jestem pewien, że niejedna laska zazdrości im gładkich łydek). Z kłakiem wiąże się pewna historyjka. Otóż napomknąłem S., że ja bardzo futro lubię i byłbym rad, gdyby go nie skracał tak namiętnie, więc chłop, rad nierad, przycinania kłaków na girach, klacie i łapach zaprzestał. Ostatnio jego znajomy z siłki (ojciec bachorów iluś tam) stwierdził, iż S. się zapuścił i powinien coś z włosem zrobić, bo to się nie godzi takiego futra nosić.
Część chłopów inwestuje również w biżu. Dyskretny łańcuch a la nadpobudliwy byk czy też bransoletka, z której można by zrobić zamknięcie do roweru. Oczywiście w złocie. Albo chociaż czymś, co złoto imituje. Bo błyszczeć trzeba i portfela zasobność zaprezentować.
Ja w całym tym cyrku wyglądam jak chuj wie co. Bo i gira włochata, i z biżu nie bardzo, a i siłownię to jam na zdjęciu widział.
I jak tu teraz nie czuć się sfrustrowanym?

Saturday

Sofia, czyli taka duża wieś

Krótka historyjka o tym, że świat jest mały, a ten sofisjki to już w ogóle światek.
Zaczęło się od tego, że Miś (informacja dodatkowa - Miś pracował swego czasu w jednym z ministerstw i był odpowiedziałny na sprawy młodzieży, programy unijne i takie tam, przez co wciąż ma sporo znajomych w tym biznesie siedzących) wspomniał pewnego razu, że jego koleżanka, M., ma teraz pod opieką nowych wolontariuszy, w tym K. z Polski, co strasznie dużo gada i jednego Litwina, co to jakby spedalony jest.
Ostatnio, spotykając się z P. (tym misiem, co mi się podobał, kiedym tu przybył) napomknął on, że doświadczył z lekka absurdalnej sytuacji, a mianowicie zerwania via Facebook. Z rozbawieniem (i lekkim zażenowaniem) zapytałem, czy to taka lokalna technika, na co P. powiedział, że koleś nietutejszy, a Litwin, taki jednen wolontariusz. A ja na to, że słyszałem o jednym takim, wolontariuszu. I że tam laska, z PL jest, co dużo gada strasznie. P. mówi, że tak, że K. też tam się znajduje, że napierdala ona jak z karabinu maszynowego i że lekko pusta jest.

No i jesteśmy w domu.

Ciekawe, co będzie później.

Thursday

o wycieczce do krainy Malaka Pustis oraz dalszych grach i zabawach z bankiem

weekendem przedluzonym, jak to zaplanowane bylo, udalem sie Misiem do kraju poludniowego, Grecja zwanym, by poogladac sobie Thessaloniki i strefy Schengen zazyc. wina i potraw lokalnych jak rowniez.
trasa do Sandanskiego, gdzie nocowalismy, wielce malownicza sie okazala, bezpieczna jakby nie do konca i pokorkowana momentami, jako ze nacja lokalna, inne Rumuny, Serby, Chorwaty i reszta balkanskiego towarzystwa ruszyla na Thassos (Tassos?) i inne Chalkidiki. bylo tloczno, bylo wyprzedzanie na dziesiatego i tego typu gry i zabawy drogowe. slowem, ekscytujaco w chuj, tylko persenu nie mialem.
w piatek udalismy sie do Melnika, ktory to jest wsia, ale produkuja tam wina. lokalne. malo procentowe i smakujace jak sok wisniowy. kiedym podczas jednej degustacji sie nie uraczyl, uslyszalem od Bulgara tamtejszego, po bulgarsku na dodatek, ze obcokrajowcy to sie nie znaja, smaku docenic nie potrafia i takie tam. nie musze dodawac, ze chuj mnie jasny strzelil i opuscil zem jaskinie, gdzie raczenie (a raczej nie) miejsce mialo.
jako ze w Sandanskim podczas weekendu jaki Pirin Folk Festival mial miejsce, to tloczno bylo i szukanie miejsca, by wieczerze spozyc trwalo jakie 50 minut. ale warto bylo, gdyz grillowane warzywa mialy walor. lepszy niz wino.
we Grecji, gdzie malaka i pustis, kryzysu nie widac. Grecy standardowo pokrzykuja, pija kawe/ouzo/cokolwiek, siedza po kanjpach i maja jakby wyjebane na swiat. warte odnotowania jest jednak to, jak oni prowadza. bo to juz sodomia i gomoria. 130 km/h, ktore to mielismy na liczniku przemierzajac Periferiaki Odis (tamtejszy ring road), to najnizsza odnotowana tam predkosc. bo Grecy, choc sprawiaja wrazenie malo ogarnietych i powolnych, to zapierdalaja jak pojebani. uwazam ze, dla bezpieczenstwa, w krajach innych niz ich rodzinny, powinni na oslach jezdzic, co by zagrozenia nie stwarzac.
godna odnotowania jest rowniez kontrola graniczna, a w zasadzie jej brak. nikt nie byl specjalnie zainteresowany naszymi dokumentami, pomimo tego iz BG do Schengen nie nalezy.
w niedziele zas mial miejsce powrot do Sofii poprzedzony wizyta w Blagoevgradzie, ktory to przyjemnie prowincjonalny jest, ale karmia tam zacnie (czy musze dodawac, ze tu wszedzie prawie karmia zacnie lub lepiej i ze zdolalem sobie zahodowac opone?).
w tygodniu zas skupilem sie na walce z bankiem, pisaniem skarg i takimi tam zabawami. oczywiscie akcja ta nie przyniosla zadnego skutku, wiec w sobote otwieram sobie nowe konto. i gdyby ktos pytal to tak, UniCredit Bulbank jest banda skurwialych kutasow, ktora to grupe radze omijac lukiem bardzo szerokim. najszerszym z mozliwych.
w pracy, jak to w pracy, robie praktycznie nic. znaczy drapie sie po jajach, popijam kawe, pale papierosy i czekam na moment, kiedy projekt sie zacznie. a jak na razie nie wyglada on na zaczynajacy sie.
dzis zas, z uwagi na fakt, ze od poczatku tygodnia stacjonuje na wlosciach u Misia, bede walczyl na odcinku kuchennym. ryz z warzywami w planie, taki pieczony i ogolnie zdrowo, pozywnie i posh.
material zdjeciowy z weekendu zostanie opublikowany pozniej. jak sie ogarne.

Wednesday

krotka historyjka o wkurwionym kliencie

bylo juz, nawet nie raz i nie dwa o roznych perturbacjach i hockach-klockach z bankiem. ze skurwialym Unicredit Bulbank - najbardziej chujowym bankiem w BG (the shittiest bank in Bulgaria, be aware). dzis odslona kolejna, po animacjach z dostepem do bankowosci on-line, kontami pasywnymi i aktywnymi, przyszedl czas na przelewy. przelewy, ktore nie chca sie przelac. zacznijmy od jakichs z pizdy wzietych certyfikatow. nie wiadomo na chuj one, jak to dziala i po co sie tym przejmowac, ale trzeba sobie zainstalowac. i teraz Bulbank wspina sie na wyzyny bycia pomocnym i uprzejmym dla klientow i publikuje na stronie poradnik jak to zrobic. w poradniku, co nie powinno dziwic, nie ma zadnych porad, tylko pare screenshotow, ktore w niczym nie pomagaja. po klilku nieudanych probach zrobienia przelewu wczoraj wieczorem, dzis udalem sie do oddzialu celem otrzymania wskazowek i poedukowania mnie, jak przelew robic nalezy. w oddziale, jak to w oddziale, milo i sympatycznie, dziewcze usmiechniete, ale jakby niezbyt pomocne. bo wykonala ona jeden telefon, cos pogrmerala w systemie i obwiescila, ze wszystko dziala i w sumie o chuj mi chodzi. ja do niej, ze nie bardzo i prosze mnie nauczyc, jak kurwa przelewy robic (bo zem wlasnie z drzewa zszedl i nigdy konta nie mialem). panienka na to, ze w sumie ona nie wie i zebym sobie zadzwonil do customer support. w tym momencie oslablem. bo nie tak kurwa sie rozwiazuje problemy klientow. kiedy napomknalem, ze to troche nie tak powinno sie klientom pomagac i ze sklania mnie takie zachowanie do szukania nowego banku panienika powiedziala, ze jej przykro i to wszystko, co ona moze. dodam, ze bylem mily, wyjasnilem, ze wiem, ze to nie jej wina i takie tam. do cc dzwonic nie zamierzam, bo mi sie srednio usmiecha wiszenie pol godziny i wysluchiwanie durnej melodyjki. ale za to wysmarowalem letter of complaint, ktorym pewnie sobie oni dupe podetra. ale wysmarowalem i chuj.
pozniej nawet poszedlem do innego banku, DSK, podobniez tez dobry, ale tam podobny syf, myszy i malaria.
zaczynam zadawac sobie pytanie, co ja tu robie i czy na pewno chce. bo ze to pomylenie chuja z palcem, to chyba dodawac nie musze.

Sunday

Malaka Pustis

to jak żem się wczoraj zajebał woła o pomstę do nieba. taką prawdziwą. wstyd i hańba mi.

dziś zaś zostało ustalone jaki jest plan na kolejny weekend, który to dłuższym weekendem jest. takim trzydniowym. i destynacją na ów czas jest Sandanski i Saloniki. tak, udaje się do Grecji. jeszcze nie byłem, więc warto zobaczyć co tam ciekawego dają.