Thursday

Tośmy porumakowali

Akcja Opierdalando w zakładzie pracy się zakończyła. Dziś wykonałem pierwsze telefony do PL. Był fun. W chuj. Już wiem czemu miałem opory przed podjęciem tej pracy. Po prostu nienawidzę dzwonić. Może za parę dni mi przejdzie.

Żeby sobie jakoś zrekompensować stres udałem się do Reserved. Po raz drugi w ciągu ostatnich paru dni. Bo ostatnim razem znalazłem pewną koszulkę. Znaczy tę poniżej. Ale nie było rozmiaru. A dziś się on objawił. I jest nowy nabytek do roboty.

A teraz news, który made my day wczoraj. O kotce narko-trafikantce. Z Moldawii.

Bardzo ładny kiciuś. Uraczyłoby mnie posiadanie takiego rudego gnoja.

Saturday

Zapraszamy do reklamy

Gdyby ktoś szukał mąki ziemniaczanej w Sofii, to informuję, że jest ona dostępna. W sklepie z polskimi artykułami w Mladost 2 (Malinov blvd 51).

Można by zapytać po ki chuj informacja o mące ziemniaczanej się tu znalazła? Ano bo zachciało mi się klusek śląskich ostatnio i spędziłem dwa dni szukając magicznego proszku z pyry. Bo w Bułgarii nie należy on do najpopularniejszych. W sumie to mało kto o nim słyszał. Także ten. Tego.


Wednesday

Marzyć ludzka rzecz

Marzę sobie ostatnio o tym, że bym się wyspał. Pospał tak z osiem godzin, rano nie musiał iść do pracy czy też być obudzonym. Ale chwilowo mi nie dane, bo stacjonuję u Misia, więc spać chadzamy po północy, a pobudka do pracy o 7 (żeby koło 9:20 być na miejscu). rarytas, czyż nie?

Napisałbym, że się dzieje tu, ale chwilowo nie mam mocy. Może weekendem, o ile czasu starczy.

PS. Walka z HMRC zakończona. Prawie, bo piniądz wciąż nie na koncie, ale podobnież przetransferowany.
PS2. Miałem dziś conference call z klientem, co to dlań projekt będę robić (znaczy w zakładzie pracy). Cieszę się, że wyjechałem z Polski.

Tuesday

w malinowym chruśniaku

siedzę i popijam. niestety, nie alkohol, a gorącą, malinowo-hibiskusową, herbatę. bo się zaziębiłem, kicham, prycham i rozsiewam radośnie zarazę. czynię to w samotności, gdyż absztyfikant udał na się na wycieczkę do Lisbony, którą to ja organizowałem. więc oprócz choroby mam gratis lekki stres, bo byłbym rad wielce, gdyby wszystko poszło gładko. jak na razie Miś leci z CDG do LIS i wydaje się, że sprawy idą całkiem pomyślnie.

w zakładzie pracy jest wciąż miło. nawet zaoferowano kurs niemieckiego (pomijam fakt, że bułgarski leży, kwiczy i nie zanosi się na zmiany). co prawda kurs zaoferowano po bułgarsku, ale pojawila się opcja, by był on także prowadzony po angielsku dla tych, co narzeczem lokalnym się nie komunikują. pasmatrim - uwidim, jak pewien biskup rzekł.

zabawy i gry w bankowość też prawie zakończone. konto w societe generale działa jak ta lala, przy czym rozdział pt. unicredit  jeszcze nie zamknięty, gdyż oczekuję na informację, czy mam za zamknięcie konta zapłacić, czy też nie, bo tu się za takie przyjemności płaci. 12 lv (6 EUR). czemuż by nie.