Monday

zapomnialbym dodac

ze sie w pitaek w robocie ejdz and em usral. na 50 osob, bo czemuzby nie, w zwiazku z czym zmuszony bylem jebac nadgodziny. podobniez plany balamucenia i piatkowej konsumpcji ulegly zmianie, bo w sobote trzeba bylo jechac umowy we firmie podpisywac. no ale teraz mamy wiecej chetnych niz miejsc. zastanawiam sie tylko, kiedy nam ow zjebany ejdz and em odwola zamowienie, bo ogolnie jest to pewne. kurwa.

we piatek mialem sie rowniez na maly haircut udac, ale wiadomo, usralo sie i bylem dzis. bylem i jak mi pani masaz sziatsu czy inne szitcostam strzelila, to nie wiedzialem jak sie nazywam i w jaka galaktyke mnie wyjebalo. musialbym sobie znalezc kogos, kto by mi tak codziennie robil, bo lepsze to niz seks. serio serio.

magisterka w pizdzie. wiadomo, na kurniku ciekawiej. za to mam buty. nie ze uczelniane, bo wynikow od eli jak nie bylo, tak nie ma, ale takie zwykle. bardzo ladne reeboczki. mialem chyba jednak jakas odmiane pomrocznosci jasnej nabywajac je, bo sa bialo - bezowe, wiec kurwa idealne na obecne warunki atmosferyczne. bede je kurwa zmuszony codziennie czyscic, co powoduje, ze az mnie serce sie raduje. co nie zmienia faktu, ze i tak sa bardzo ladne.

Saturday

banan



ta pania sie namietnie jaram. jest zacna, godna i w ogole fantastyczna.
ruskie piwo, co to niby szal mialo robic i byc niezwykle wspaniale zajezdza bananem. banan przechodzi w zgnilego banana. dziwny maja oni tam gust.

poza tym nic. nuda. nowej roboty jakos nie ma, w starej maja niby wiecej placic, ale jakos im w to nie wierze.

ostatnia noc byla z rodzim. co prawda liczylem sie z aktami balamutnymi, ale jak zwykle bylem grzeczny. znaczy nie oponowalem. bo i po co. pierwszy raz moge uznac za nawet calkiem niezly, choc pewne kwestie techniczne trzeba bedzie omowic.



tym tez sie jaram.

a teraz czas sie wyspac. bo trzy noce pod rzad z alkoholem plus praca plus nadgodziny mnie z lekka zmeczyli byli.

Tuesday

no na serio kurwa

jeblem, zbledlem, pozniej znowu jeblem, znowu zbledlem. i tak przez dobre trzy minuty. kurwa, to jaki swiat jest maly, to jest wrecz niewyobrazalne. ja jebie.

ja powinienem miec niknejma lacznik. kurwa poznanski. dodam tylko, ze tajny, bo wiadomosc takim lewym kanalem uzyskana z nadmiernej ciekawosci swiata i okolic.

wciaz jestem blady.

Lepiej iść pieszo

Postanowiłem udać się do Gorzowa. Nie żeby tak bez celu, tylko w konkretnej sprawie oddanie Pani Irenie wypożyczonego laptopa. Nic nie zapowiadało, że ta podróż będzie w jakikolwiek sposób wyjątkowa, niezwykła i pełna przygód. Zaczęło się od komunikatu wygłoszonego przez sympatyczna panią, nie wiem czy Krysię i nie wiem z którego turnusu, że mój wesoły treni jest trochę delay. Trochę to znaczy minut 60. Nie powiem, informacja ta średnio mnie uraczyła, ale co zrobić. Poszedłem na kawę, zapaliłem, Przekrój  poczytałem i jakoś godzina minęła. Po owym czasie sympatyczna pani poinformowała, że treni, a i owszem, ale trzeba poczekać dodatkowe 20 minut. No chuj, 20 minut w te czy nazad nie wydawało się czasem specjalnie długim. W końcu dyliżans wjechał, zająłem miejsce we ferst klasie i czekałem na odjazd. Jak na
złość odjazd nastąpił 20 minut po wjeździe, więc opóźnienie wyniosło już 90 minut. Nie wkurwiało mnie to nadmiernie, bo wygodnie sobie siedziałem. W drodze do Krzyża uzyskałem zaś pocieszające info, iż szynobus będzie oczekiwał na tej, jakże ważnej, węzłowej stacji.
Wysiadam w Krzyżu, biegnę jak ta rącza sarenka po leśnej polanie i co widzę. No tak, rzeczony szynobus. Ale jakiż kurwa był on! Był on kurwa miniaturką szynobusa. Taka mini mini, tyci tyci. I kiedym się znalazł koło niego zauważyłem, że zostały tylko promocyjne miejsca stojące. I to ostatnie. Prawie jak poranna pestka między Słowiańską a Teatralnym. Więc wygodnie i komfortowo. Oczywiście nie muszę dodawać, że to nie koniec atrakcji. Bo szynobus jest klimatyzowany. A po co włączać jakąkolwiek maszynę, która by powietrze mieliła, skoro na dworze 10 stopni w plusie. Tak więc po 3 minutach od odjazdu zrobiło się duszno i lepko. Oraz pojawił się On. On smród. Bo wiadomo, że z higieną i znajomością mydła w narodzie słabo. Antyperspiranty to też raczej wynalazek szatański. W tych, jakże uroczych okolicznościach przyrody
jadę już ponad 40 minut. Zostało jeszcze 20 i mam nadzieję, że dojade i nie skonam od smrodu.

Życzę przyjemnych i pełnych przygód podróży z PKP IC oraz Przewozami Regionalnymi. Troska obu spółek o pasażera jest niewykla i powinna stać się wzorem dla wszystkich firm chcących zniechęcić do siebie klientów.

o ela, stracilas przyjaciela

wjebawszy potrojna porcje szpinaku spac mi sie zachcialo, co nie wrozy zbyt dobrze animacji u pani eli. istnieje bardzo duza szansa, iz zagarne papciuszka.

w robocie balansowali dzis kurwa na linie. jedyne, co mnie tam trzyma to to, ze nie znalazlem jeszcze nowej fuchy. mam ambitny plan, co by potworzyc dzis parchate listy motywacyjne. nie wiem, kto to kurestwo wymyslil, ale trzeba go za to odstrzelic.

a teraz szczac i spac, bo zbyt krotki sen negatywnie mi na wyglad wplywa. a skoro nie umiem, to chociaz bede sie dobrze prezentowac.

Sunday

waga

bylem wczoraj ogladac, jak halina zmienia stan cywilny i zdobywa nowe nazwisko. generalnie biba niczego sobie, choc pan dajacy slub jakis taki pizdowaty.
pozniej byl bardzo radosny obiadek, gdzie nowozency byli w sumie tylko dodatkiem. bo brylowala pani ewa, haliny mamusia. no tesciowa jak zloto, a nawet lepsza.
jeszcze pozniej party sie przenioslo na ogrody, gdzie malzonka zywota dokonala, uprzednio rozsypujac zarcie po calej kuchni. oczywiscie, by tradycji za dosc sie stalo, malzonka wykonala rowniez standardowy taniec na stole. bylo dobrze, a nawet bardzo dobrze.

zaczalem sie tylko koscielnego obawiac i wesela. chyba musze zaczac szukac dawcy watroby.

Thursday

kurwa

to jak ja mam w zyciu najebane, to az dziwne. momentami nawet wkurwiajace.

Wednesday

seszyn

brzoze mam w dupie. mam go tak w dupie, ze zgarne dwa papcie. co nie zmieni faktu, ze i tak bede mial w dupie. o ile kaz mnie martwi, tak brzoza wcale. chuj z nim.

sesja sie buja milo. jak pani emmanuelle seigner ze smolikiem. spokojnie, bez nerwow i na luzie. jak sie milo buja.

mam wszystko w pizdzie. tylko nju dzab nusze znalezc, bo obecny pierdolnik mnie nie raczy zdecydowanie.

Sunday

zen, czil i takie tam

taki przyjemny rozjeb mentalny mnie dopadl.

gdansk byl godny. jak zwykle z reszta. pan m. w pewnych kwestiach, bardzo zasdniczych z reszta, nie ma konkurencji. i szybko jej raczej miec nie bedzie.

roger sie napala. niech sie napala, sie zobaczy co wyjdzie z tej animacji.

a rok ma by ciekawy. co prawda dopiero w styczniu ma byc zajebiscie, ale animacji w 2011 nie zabraknie.

Thursday

to był zamach!

jak widzę gosiewską w telewizji, to mam ochotę rzucać papciami. zwłaszcza pamiętając o jej sądowej batalii o alimenty z edgarem. wassermannówna też mnie irytuje niezmiernie. banda pieniaczy, która chce tylko siano wyszarpać i nic więcej.

Tuesday

wiosna

wzielo mnie kurwa na randkowanie i z sobola to ja moge co najwyzej futro miec. yeah!

Monday

mam tikety wsie na madryt. trasa waw - mad - mxp - cgn - gdn. za 452 piniazki.

uep w dupie nadal.

poznalem typa. fajny jest. taki prosty (nie ze prostak, ale prosty, skladny, sensowny) typ, z ktorym calkiem milo sie gada.

no i tyle. howgh!

Sunday

no więc

uep nie ruszony. prosiak został na noc i sie nadzgalismy. wstalem o 12, ale wciaz mnie lekko zamula i bym sie kimnal.

nieogar total, dramat pierwszej klasy.

ale mam tiket na mad-mxp. easy jet przewiezie mi zada za 82 plny. godnie :D

Wednesday

no wesoło jest

uep jakby ogarniety, a jakby nie. dupe lekko bledza sie robi, choc do jasnosci wiele jej jeszcze brakuje. szczegolnie jesli chodzi o magisterke. musze se jakas mape drogowa czy inny wynalazek sklecic, zeby jakis plan byl. bo na razie mamy wielka improwizacje. nie wiem dlaczego, ale obawiam sie, ze tak moze tez pozostac. nie uprzedzajmy jednak wydarzen.

pan michas zebral joby. na razie mailowo, pozniej bedzie je zbieral face to face. bo ja rozumiem, ze chce. ze on lubi. ale chanela butla sama w sobie styka. kaczka w mandarynce to juz pewna przesada. taki stary, a taki durny. gdn sie kroi na 16. albo 15. sie zobaczy.

z prosiakiem ustalenia tez poszly dosc gladko. oboje doszlismy do tych smych wnioskow, wiec nie bylo krzyku, placzu czy innego zgrzytania zebami.

robota sie szuka. ogolnie ostatnio wszystko jakos sie, ale mam nadzieje ze samo sie wystarczy. bo ogarniecia u mnie zero. wiec sie powinno byc bardziej ogarniete i konkretne.

no i generalnie tyle. plus oczywiscie ta pani nizej.

Saturday

zlo. zlo. zlo.

niech mnie cos ma w opiece, bo bedzie dramat. tzn. dramat juz jest, ale bedzie wiekszy. do jutra mam namalowac pol projektu, a weny mam mniej niz malo. w kurwe sie ogarnac nie moge. caly dzien z rozjebem wewnetrznym. przykra sprawa.

jezeli caly rok ma tak wygladac, co ja poprosze o zahibernowanie mnie na rok.

i jeszcze ona.