Sunday

NO i SE

ambiwalentne odczucia mam jakoś. bo o ile szwecja zdecydowanie na tak, to norwegia nie jest miejscem, gdzie bym chętnie wrócił. bo oslo wygląda jak duża wieś, bo ceny mają kosmiczne, bo powitanie na lotnisku. powitanie stało się hitem na fejsie. dlaczegóż? poniewóż zostaliśmy z Panią S. wzięci z smugglerów. konkretnie amfetaminy. tępa pani ze straży granicznej nie mogła pojąć, jak to tak można do NO na jeden dzień, uprzednio spędzając jeden dzień w Sztokholmie. zabawa w tłumaczenie trwała jakieś pół godziny, w trakcie to których nasze bagaże zostały przetrzepane na wszystkie strony, wykonano telefon do Pana T., u którego mieliśmy nocować, przepytano nas z połowy życia (nawet w izraelu takich scen nie robią). tę przesympatyczną imprezę zakończyła dopiero soczysta "kurwa" i informacja, że żądam natychmiastowych wyjaśnień albo kontaktuję się z ambasadą. pomogło, bo szybciutko nas przeproszono, życzono miłego pobytu i miłego wieczoru. noż psia ich mać.

ale fiordy i tak mi z ręki jadły.









się ciepło robi.

wu jak wiosna, er jak romans.