W sumie jakby poświąteczna ta magia, bo zdarzenia miało miejsce 27/12, ale nie bądźmy nadmiernie szczegółowi.
Otóż siedzę sobie wesoło pod bramką numer 13 na warszawskim lotnisku Chopina, oczekując na boarding. W sumie to on trwał, ale uznałem, że nie będę się pchał, tylko kulturalnie sobie poczekam i wejdę jako ostatni (kiedy taki manewr zrobiłem w Wiedniu w zeszłym tygodniu, to aż mnie wywoływali, bo żem nie zauważył, że naród się przetoczył przez bramkę). Siedziałem tak sobie i patrzyłem co za pokraki się na pokład ładują. Było raczej słabo. Aż tu nagle, wuj wie skąd objawił się wysokiej urody misiu. Wysoki taki, z parudniowym zarostem, na siłkę uczęszczający. Bardzo dla oka przyjemny. Tak sobie siedziałem, obserwując go dyskretnie aż zniknął za winklem. Kiedy już na bramce się pusto zrobiło, wtedy udałem się celem boardingu. W ogóle drugi powód, dla którego lubię się ładować jako ostatni świadczy o mej małości i złośliwości. Otóż zawsze się czekuję na miejsce przy oknie. I uwielbiam tę reakcję, kiedy ktoś zadowolony, że miejsce takie ładne, z okienkiem i puste i już ktoś załadowany tam, gdy ja się objawiam. I kulturalnie mówię, że okno moje. Tak, podłość ludzka nie zna granic. No więc wracając do Warszawy i lotu do Sofii. Wchodzę na pokład i przedzieram się przez tłum, co jeszcze bambetle upycha po schowkach. Przedzierając się tak, spoglądam na swój rząd - 20 - i niespodzianka. Otóż misiu ma miejsce obok mnie.
Kiedy już usiadłem czar prysł, bo misiu z bliska już się nie prezentował. Niefart.
Saturday
Friday
Czas do BG
Swieta mozna uznac za zakonczone - okres zarcia, glupawych filmów familijnych i innych perwersji. Zakonczone, bo wlasnie udaje sie do Szczecina, co by z Pania Przewodnik sie zobaczyc. Pózniej kierunek Poznan, Lawica i wylot do Sofii via Warszawa. Za jakie 24 godziny bede na miejscu, znaczy na wlosciach.
W trakcie swiat objawila sie potrzeba udania sie na silownie. Nie, nie jest moja idea (choc rozwazalem ten desperacki krok). Otóz silke Misiu zaproponowal jako sposób na pozbycie sie poswiatecznej opony (a ja juz mam taka prawie do kamaza). I obawiam sie, ze nie uda mi sie wywinac, bo niedosc, ze silka pod blokiem, to jeszcze czynna do 22. Myslalem tez o opcji typu "ale ja nie moge, bo kregoslup/nerka/lopatka, przy czym obawiam sie, ze Misiu sie nie zlituje i sila mnie zaciagnie. A tego wolalbym uniknac.
Z rzeczy ciekawych wspomniec o gosciu w SOF. 25/05 Irena robi arrival. Z jakims wesolym towarzystwem planuja tour de Bulgaria. Troche sie tego obawiam. Tak...
W trakcie swiat objawila sie potrzeba udania sie na silownie. Nie, nie jest moja idea (choc rozwazalem ten desperacki krok). Otóz silke Misiu zaproponowal jako sposób na pozbycie sie poswiatecznej opony (a ja juz mam taka prawie do kamaza). I obawiam sie, ze nie uda mi sie wywinac, bo niedosc, ze silka pod blokiem, to jeszcze czynna do 22. Myslalem tez o opcji typu "ale ja nie moge, bo kregoslup/nerka/lopatka, przy czym obawiam sie, ze Misiu sie nie zlituje i sila mnie zaciagnie. A tego wolalbym uniknac.
Z rzeczy ciekawych wspomniec o gosciu w SOF. 25/05 Irena robi arrival. Z jakims wesolym towarzystwem planuja tour de Bulgaria. Troche sie tego obawiam. Tak...
Sunday
Piszę do Ciebie list z dalekiej podróży
Polska zdobyta. Już w piatek wczesnym popoludniem, kiedy to wylądowałem na Balicach. I od razu mi się to miejsce nie spodobało. Bo jakoś tak chaotycznie (jedna karuzela walizkowa na 3 przyloty to trochę nie ten tego), tłoczno i bez sensu. Reszta pobytu w Krakowie bez jakichś specjalnych zastrzeżeń. Choć to i tak dużo biorąc pod uwagę moją raczej małą sympatię do tej dziury.
No ale Kraków już się skończył, obecnie przemieszczam się z WRO do POZ, by rozpocząć część drugą imprezy. Z planu zostało wykreślone spotkanie z Rebeką i Żydem. Ostatnio poczułem się z lekka olany i uznałem, że skoro komuś niezbyt zależy, to czemu ja mam się pałować. Więc mam wolny wieczór i dość napięty plan na jutro, ale jakoś powinienem się ze wszystkim ogarnąć. Powinienem. Przy okazji muszę pochwalić Ciocię Unię za piniążek na moderniazcję wagonów. Bo nowy skład Kossaka jest zdecydowanie dobry. EIC w cenie TLK.
Później już tylko Gorzów, Szczecin i znowu Poznań, co by stamtąd udać się via WAW do SOF.
Do SOF, gdzie kryzys wybuchł. Znaczy mam ciche dni z S. Ubaw jak sam chuj. Almost. Bo wczoraj trochę nie wytrzymałem i poinformowałem go, że mam dość jego jazgotu, że on tęskni, sam taki tam został i tym podobne historie. Ja wszystko rozumiem, ale kurwa przypominać mi o tym trzy razy nie trzeba. W odpowiedzi dostałem tylko informację, że jak mi się nie podoba, to mogę się pierdolić. I że on biedny nie wie jak ze mną rozmawiać, bo ja mało mówię. A on, biedny i przez los (i mnie) pokrzywdzony, mieli ozorem jak krowa, co mnie momentami do furii doprowadza. Takie tam historyjki romantyczne. Czuję, że pewien czas spędzę na swoich włościach.
I to w sumie na tyle. Jak się co ciekawego wydarzy, to poślę update.
No ale Kraków już się skończył, obecnie przemieszczam się z WRO do POZ, by rozpocząć część drugą imprezy. Z planu zostało wykreślone spotkanie z Rebeką i Żydem. Ostatnio poczułem się z lekka olany i uznałem, że skoro komuś niezbyt zależy, to czemu ja mam się pałować. Więc mam wolny wieczór i dość napięty plan na jutro, ale jakoś powinienem się ze wszystkim ogarnąć. Powinienem. Przy okazji muszę pochwalić Ciocię Unię za piniążek na moderniazcję wagonów. Bo nowy skład Kossaka jest zdecydowanie dobry. EIC w cenie TLK.
Później już tylko Gorzów, Szczecin i znowu Poznań, co by stamtąd udać się via WAW do SOF.
Do SOF, gdzie kryzys wybuchł. Znaczy mam ciche dni z S. Ubaw jak sam chuj. Almost. Bo wczoraj trochę nie wytrzymałem i poinformowałem go, że mam dość jego jazgotu, że on tęskni, sam taki tam został i tym podobne historie. Ja wszystko rozumiem, ale kurwa przypominać mi o tym trzy razy nie trzeba. W odpowiedzi dostałem tylko informację, że jak mi się nie podoba, to mogę się pierdolić. I że on biedny nie wie jak ze mną rozmawiać, bo ja mało mówię. A on, biedny i przez los (i mnie) pokrzywdzony, mieli ozorem jak krowa, co mnie momentami do furii doprowadza. Takie tam historyjki romantyczne. Czuję, że pewien czas spędzę na swoich włościach.
I to w sumie na tyle. Jak się co ciekawego wydarzy, to poślę update.
Friday
ruski czołg
Robota mnie wkurwia. Tak mnie wkurwia, że bardzo urgent szukam innej. Bo kto to kurwa widział taki burdel. Witki opadnięte dalece. Byłem co prawda na trzech interview, ale chuja widzę, a nie positive outcome.
Z tej okazji piję rieslinga i staram się załapać zen. Istnieją obawy, że może się jednak nie udać.
Ogólnie kiep.
Z tej okazji piję rieslinga i staram się załapać zen. Istnieją obawy, że może się jednak nie udać.
Ogólnie kiep.
Saturday
Nadrabiając zaległości
Przyznaję, blog zapuściłem aż brzydko. Nie godzi się tak. Ale że właśnie siedzę we dyliżansie powietrznym, to mam czas nadrobić zaległości.
Zacznijmy może od lotu, a później przedstawię swe (i nie tylko) wyczyny z ostatnich dwóch weekendów.
Lecę więc sobie wesoło do Wiednia, by stamtąd udać się do Warszawy. Później pociąg i destynacja Gorzów, via Poznań. Taka tam mała ekskursja celem przywiezienia pewnych odzień zimowych.
No ale odzienia nie są tak ciekawe, jak niespodziewane się pojawienie w Rumunii. Zupełnie przypadkowe. Było tak. Udaliśmy się z S. do Belovgradchika, co by twierdzę obadać. Nie będę ukrywać, twierdzę mnie nie interesują zbyt mocno, ale że jeszcze mnhie tam nie było, to uznałem, że warto się przejechać. Będąc tam już S. zaproponował udanie się do Vidin, bo w sumie blisko, a i Dunaj tam płynie. I można zobaczyć nowy most łączący BG i RU. Most, co go do użytku oddali dwa miesiące temu, a po tygodniu okazało się, że jakby jakościowo to on nie do końca i trzeba remontować. Azymut my obrali i ruszyli w trasę. W Vidinie trochę nas oznakowanie skonfudowało, ale finalnie odnaleźliśmy marszrut do mostu. Kiedy tak sobie radośnie jechaliśmy, podziwiając drogę, oczom naszym most się ukazał. No ładny taki, amerykański prawie. Więc jedziemy. I jedziemy. I nagle okazało się, że nie ma jak zawrócić. Więc radzi, ale jakby nieradzi, zmuszeni byliśmy jechać dalej. Dokładnie do punktu granicznego po stronie rumuńskiej. Bie powiem, byliśmy z lekka podekscytowani tym faktem. Podjechaliśmy do kontroli i S. zaczął pani pogranicznik tłumaczyć, że my tu przypadkiem, niechcący i w ogóle nie wiadomo jak. Chyba nie byliśmy pierwszymi, którzy taki numer zrobili, bo pani się tylko uśmiechnęła, poradziła zawrócić przed punktem kontrolnym i udać się z powrotem do BG. Uraczyło nas to wielce, szczególnie, że wycieczka tym mostem to 10 EUR w jedną stronę, a my uniknęliśmy elementu płacenia.
W drodze powrotnej udało się nam dojechać bez dodatkowych atrakcji. No prawie. Bo pół godziny zmarnowaliśmy w Montanie (miasto o znaczeniu podobnym do powiatowego) poszukując tam jakiej knajpy, co by kolację spożyć. Bez skutku.
Następnym weekendem S. musiał udać się do Plovdivu celem wymiany opon, bo przecież zima nadchodzi. Zasugerowałem więc, że chcętnie się z nim tam udam i że sobie pociągiem wrócę do Sofii. S. się oczywiście uradował i opracował plan ekspedycji, tak żebym zobaczył więcej niż tylko Plovdiv, który już mi w sumie znany jest. Clue tej ekspedycji był Pazardzhik. Pazardzhik to taki trójkąt Pernik - Kyustendil - Dupnica, tyle że bez trójkąta. P - K - D słynie z najbardziej mentally incapable kierowców w całej Bułgarii, więc jak widzisz blachy PK, to uciekaj, bo nigdy nie wiadomo, co takiemu do pały strzeli. Wróćmy jednak do Pazardzhika, który kiedyś musiał być nawet ładny. Kiedyś, bo obecnie dalece zaniedbany, szary i zwyczajnie brzydki. Ale za to jacy urodni mieszkańcy i mieszkanki. Te kozaki, te złote łańcuchy, tani Armani i Versace. Mózg z wrażenia staje w poprzek. Kiedym ujrzał jedną z wystaw sklepowych, to z podziwu wyjść nie mogłem, choć bardzo chciałem.
Później był Plovdiv, gdzie BDŻ (Bułgarskie Koleje) dało popis. Na dwóch polach - pierwszym była tablica z godzinami odjazdów i przyjazdów. szczególnie angielska wersja (załączona), która mnie poraziła. Movement mnie najbardziej uraczył. Następnie kupno biletu. Za tę część odpowiedzialny był S. Przypuściliśmy więc szturm na kasę numer jeden. A tam pani powiedziała nam, że chętnie sprzedałaby nam nbilet, ale jest 19, a pociąg jest o 21, więc ona może ów talon na przejazd sprzedać o 20:30. No dobrze. Nie wnikając w przyczyny poszliśmy z S. na fajkę przed stację i tam umyśliło się nam, że o coś tam jeszcze możemy zapytać. Spaliwszy, udaliśmy się z powrotem, ale tym razem do innej kasy, gdzie pani powiedziała, że ona bilet na ten sam pociąg może sprzedać już teraz. Więc S. poinstruował, że Sofia i klasa pierwsza. Pani bilet wydała, ale cena mnie się podejrzana wydała. Bo zbyt niska jak na pierwszą klasę (3 BGN różnicy). S. zaczął marudzić, że jestem wkurwiający, bo jęczę o tę pierwszą klasę, że to tylko trochę ponad dwie godziny i tak dalej. Widząc jednak moje dość małe zadowolenie uznał, że to może on się uda zapytać o co chodzi. A tam pani mu wyjaśniła, że uwaga. Będzie hit. Tak bilet jest na klasę drugą, ale miejsce jest przy oknie i jest stolik, więc ona na pierwszą biletu nie sprzeda. Nie i chuj. Przyznaję, z taką polityką to ja się jeszcze nie spotkałem. Klient chce jedynkę, to dostaję jedynkę i nie ma, że nie. Ale jak widać BGŻ ma swoje własne procedury.
I to było tyle z wycieczek. W tygodniu szara rzeczywistość, znaczy praca i praca i tyle. Jedyne co się zmienia, to kroki. Z irytujących na doprowadzające do kurwicy. Bo się właśnie władze Sofii wzięły za remonty, budowy i inne upgrade'y i ochujeć idzie ze szczęścia.
Wydaje mi się, że najważniejsze elementy opisałem. Jakby mnie olśniło, że coś pominąłem, to poczynię stosowny update.
Zacznijmy może od lotu, a później przedstawię swe (i nie tylko) wyczyny z ostatnich dwóch weekendów.
Lecę więc sobie wesoło do Wiednia, by stamtąd udać się do Warszawy. Później pociąg i destynacja Gorzów, via Poznań. Taka tam mała ekskursja celem przywiezienia pewnych odzień zimowych.
No ale odzienia nie są tak ciekawe, jak niespodziewane się pojawienie w Rumunii. Zupełnie przypadkowe. Było tak. Udaliśmy się z S. do Belovgradchika, co by twierdzę obadać. Nie będę ukrywać, twierdzę mnie nie interesują zbyt mocno, ale że jeszcze mnhie tam nie było, to uznałem, że warto się przejechać. Będąc tam już S. zaproponował udanie się do Vidin, bo w sumie blisko, a i Dunaj tam płynie. I można zobaczyć nowy most łączący BG i RU. Most, co go do użytku oddali dwa miesiące temu, a po tygodniu okazało się, że jakby jakościowo to on nie do końca i trzeba remontować. Azymut my obrali i ruszyli w trasę. W Vidinie trochę nas oznakowanie skonfudowało, ale finalnie odnaleźliśmy marszrut do mostu. Kiedy tak sobie radośnie jechaliśmy, podziwiając drogę, oczom naszym most się ukazał. No ładny taki, amerykański prawie. Więc jedziemy. I jedziemy. I nagle okazało się, że nie ma jak zawrócić. Więc radzi, ale jakby nieradzi, zmuszeni byliśmy jechać dalej. Dokładnie do punktu granicznego po stronie rumuńskiej. Bie powiem, byliśmy z lekka podekscytowani tym faktem. Podjechaliśmy do kontroli i S. zaczął pani pogranicznik tłumaczyć, że my tu przypadkiem, niechcący i w ogóle nie wiadomo jak. Chyba nie byliśmy pierwszymi, którzy taki numer zrobili, bo pani się tylko uśmiechnęła, poradziła zawrócić przed punktem kontrolnym i udać się z powrotem do BG. Uraczyło nas to wielce, szczególnie, że wycieczka tym mostem to 10 EUR w jedną stronę, a my uniknęliśmy elementu płacenia.
W drodze powrotnej udało się nam dojechać bez dodatkowych atrakcji. No prawie. Bo pół godziny zmarnowaliśmy w Montanie (miasto o znaczeniu podobnym do powiatowego) poszukując tam jakiej knajpy, co by kolację spożyć. Bez skutku.
Następnym weekendem S. musiał udać się do Plovdivu celem wymiany opon, bo przecież zima nadchodzi. Zasugerowałem więc, że chcętnie się z nim tam udam i że sobie pociągiem wrócę do Sofii. S. się oczywiście uradował i opracował plan ekspedycji, tak żebym zobaczył więcej niż tylko Plovdiv, który już mi w sumie znany jest. Clue tej ekspedycji był Pazardzhik. Pazardzhik to taki trójkąt Pernik - Kyustendil - Dupnica, tyle że bez trójkąta. P - K - D słynie z najbardziej mentally incapable kierowców w całej Bułgarii, więc jak widzisz blachy PK, to uciekaj, bo nigdy nie wiadomo, co takiemu do pały strzeli. Wróćmy jednak do Pazardzhika, który kiedyś musiał być nawet ładny. Kiedyś, bo obecnie dalece zaniedbany, szary i zwyczajnie brzydki. Ale za to jacy urodni mieszkańcy i mieszkanki. Te kozaki, te złote łańcuchy, tani Armani i Versace. Mózg z wrażenia staje w poprzek. Kiedym ujrzał jedną z wystaw sklepowych, to z podziwu wyjść nie mogłem, choć bardzo chciałem.
Później był Plovdiv, gdzie BDŻ (Bułgarskie Koleje) dało popis. Na dwóch polach - pierwszym była tablica z godzinami odjazdów i przyjazdów. szczególnie angielska wersja (załączona), która mnie poraziła. Movement mnie najbardziej uraczył. Następnie kupno biletu. Za tę część odpowiedzialny był S. Przypuściliśmy więc szturm na kasę numer jeden. A tam pani powiedziała nam, że chętnie sprzedałaby nam nbilet, ale jest 19, a pociąg jest o 21, więc ona może ów talon na przejazd sprzedać o 20:30. No dobrze. Nie wnikając w przyczyny poszliśmy z S. na fajkę przed stację i tam umyśliło się nam, że o coś tam jeszcze możemy zapytać. Spaliwszy, udaliśmy się z powrotem, ale tym razem do innej kasy, gdzie pani powiedziała, że ona bilet na ten sam pociąg może sprzedać już teraz. Więc S. poinstruował, że Sofia i klasa pierwsza. Pani bilet wydała, ale cena mnie się podejrzana wydała. Bo zbyt niska jak na pierwszą klasę (3 BGN różnicy). S. zaczął marudzić, że jestem wkurwiający, bo jęczę o tę pierwszą klasę, że to tylko trochę ponad dwie godziny i tak dalej. Widząc jednak moje dość małe zadowolenie uznał, że to może on się uda zapytać o co chodzi. A tam pani mu wyjaśniła, że uwaga. Będzie hit. Tak bilet jest na klasę drugą, ale miejsce jest przy oknie i jest stolik, więc ona na pierwszą biletu nie sprzeda. Nie i chuj. Przyznaję, z taką polityką to ja się jeszcze nie spotkałem. Klient chce jedynkę, to dostaję jedynkę i nie ma, że nie. Ale jak widać BGŻ ma swoje własne procedury.
I to było tyle z wycieczek. W tygodniu szara rzeczywistość, znaczy praca i praca i tyle. Jedyne co się zmienia, to kroki. Z irytujących na doprowadzające do kurwicy. Bo się właśnie władze Sofii wzięły za remonty, budowy i inne upgrade'y i ochujeć idzie ze szczęścia.
Wydaje mi się, że najważniejsze elementy opisałem. Jakby mnie olśniło, że coś pominąłem, to poczynię stosowny update.
Sunday
Weny niet
Byłem w Rumunii. Przypadkowo. W Pazardzhiku też, acz mniej przypadkowo. A w sobotę lecę do PL.
Cyrk się toczy, ale jakoś nie mam weny, by go opisywać. Może później.
Cyrk się toczy, ale jakoś nie mam weny, by go opisywać. Może później.
Thursday
Tośmy porumakowali
Akcja Opierdalando w zakładzie pracy się zakończyła. Dziś wykonałem pierwsze telefony do PL. Był fun. W chuj. Już wiem czemu miałem opory przed podjęciem tej pracy. Po prostu nienawidzę dzwonić. Może za parę dni mi przejdzie.
Żeby sobie jakoś zrekompensować stres udałem się do Reserved. Po raz drugi w ciągu ostatnich paru dni. Bo ostatnim razem znalazłem pewną koszulkę. Znaczy tę poniżej. Ale nie było rozmiaru. A dziś się on objawił. I jest nowy nabytek do roboty.
A teraz news, który made my day wczoraj. O kotce narko-trafikantce. Z Moldawii.
Bardzo ładny kiciuś. Uraczyłoby mnie posiadanie takiego rudego gnoja.
Żeby sobie jakoś zrekompensować stres udałem się do Reserved. Po raz drugi w ciągu ostatnich paru dni. Bo ostatnim razem znalazłem pewną koszulkę. Znaczy tę poniżej. Ale nie było rozmiaru. A dziś się on objawił. I jest nowy nabytek do roboty.
A teraz news, który made my day wczoraj. O kotce narko-trafikantce. Z Moldawii.
Bardzo ładny kiciuś. Uraczyłoby mnie posiadanie takiego rudego gnoja.
Saturday
Zapraszamy do reklamy
Gdyby ktoś szukał mąki ziemniaczanej w Sofii, to informuję, że jest ona dostępna. W sklepie z polskimi artykułami w Mladost 2 (Malinov blvd 51).
Można by zapytać po ki chuj informacja o mące ziemniaczanej się tu znalazła? Ano bo zachciało mi się klusek śląskich ostatnio i spędziłem dwa dni szukając magicznego proszku z pyry. Bo w Bułgarii nie należy on do najpopularniejszych. W sumie to mało kto o nim słyszał. Także ten. Tego.
Można by zapytać po ki chuj informacja o mące ziemniaczanej się tu znalazła? Ano bo zachciało mi się klusek śląskich ostatnio i spędziłem dwa dni szukając magicznego proszku z pyry. Bo w Bułgarii nie należy on do najpopularniejszych. W sumie to mało kto o nim słyszał. Także ten. Tego.
Wednesday
Marzyć ludzka rzecz
Marzę sobie ostatnio o tym, że bym się wyspał. Pospał tak z osiem godzin, rano nie musiał iść do pracy czy też być obudzonym. Ale chwilowo mi nie dane, bo stacjonuję u Misia, więc spać chadzamy po północy, a pobudka do pracy o 7 (żeby koło 9:20 być na miejscu). rarytas, czyż nie?
Napisałbym, że się dzieje tu, ale chwilowo nie mam mocy. Może weekendem, o ile czasu starczy.
PS. Walka z HMRC zakończona. Prawie, bo piniądz wciąż nie na koncie, ale podobnież przetransferowany.
PS2. Miałem dziś conference call z klientem, co to dlań projekt będę robić (znaczy w zakładzie pracy). Cieszę się, że wyjechałem z Polski.
Napisałbym, że się dzieje tu, ale chwilowo nie mam mocy. Może weekendem, o ile czasu starczy.
PS. Walka z HMRC zakończona. Prawie, bo piniądz wciąż nie na koncie, ale podobnież przetransferowany.
PS2. Miałem dziś conference call z klientem, co to dlań projekt będę robić (znaczy w zakładzie pracy). Cieszę się, że wyjechałem z Polski.
Tuesday
w malinowym chruśniaku
siedzę i popijam. niestety, nie alkohol, a gorącą, malinowo-hibiskusową, herbatę. bo się zaziębiłem, kicham, prycham i rozsiewam radośnie zarazę. czynię to w samotności, gdyż absztyfikant udał na się na wycieczkę do Lisbony, którą to ja organizowałem. więc oprócz choroby mam gratis lekki stres, bo byłbym rad wielce, gdyby wszystko poszło gładko. jak na razie Miś leci z CDG do LIS i wydaje się, że sprawy idą całkiem pomyślnie.
w zakładzie pracy jest wciąż miło. nawet zaoferowano kurs niemieckiego (pomijam fakt, że bułgarski leży, kwiczy i nie zanosi się na zmiany). co prawda kurs zaoferowano po bułgarsku, ale pojawila się opcja, by był on także prowadzony po angielsku dla tych, co narzeczem lokalnym się nie komunikują. pasmatrim - uwidim, jak pewien biskup rzekł.
zabawy i gry w bankowość też prawie zakończone. konto w societe generale działa jak ta lala, przy czym rozdział pt. unicredit jeszcze nie zamknięty, gdyż oczekuję na informację, czy mam za zamknięcie konta zapłacić, czy też nie, bo tu się za takie przyjemności płaci. 12 lv (6 EUR). czemuż by nie.
w zakładzie pracy jest wciąż miło. nawet zaoferowano kurs niemieckiego (pomijam fakt, że bułgarski leży, kwiczy i nie zanosi się na zmiany). co prawda kurs zaoferowano po bułgarsku, ale pojawila się opcja, by był on także prowadzony po angielsku dla tych, co narzeczem lokalnym się nie komunikują. pasmatrim - uwidim, jak pewien biskup rzekł.
zabawy i gry w bankowość też prawie zakończone. konto w societe generale działa jak ta lala, przy czym rozdział pt. unicredit jeszcze nie zamknięty, gdyż oczekuję na informację, czy mam za zamknięcie konta zapłacić, czy też nie, bo tu się za takie przyjemności płaci. 12 lv (6 EUR). czemuż by nie.
Sunday
Street art
Dziś Psze Państwa street arty. Dużo street artów. Większość z Veliko Tarnovo, ale są też i inne z Malaka Pustis i SOF.
![]() |
| Tańczo i śpiewajo w Veliko Tarnovo |
![]() |
| Veliko Tarnovo |
![]() |
| Rybeńki (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| Żyrafy (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| Zakochani są wśród nas (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| Smutny (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| Hypster (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| So called WFT? (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| Hilfe! (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| Trudna noc, ciężki poranek (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| Taki tam wzorek (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| Ciciuś (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| faggots! faggots everywhere (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| palec boży (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| dama z wlosem (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| jaka płótno, taka Mona Lisa (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| wzory egzotyczne zawsze w modzie (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| kryształy (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| warcząc i dupą trzęsąc (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| take o. chuj we co. (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| ułan jaki? (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| kryształowa dama (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| ki las? (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| małe i naklejone (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| Posłanka Pawłowicz i Poseł Macierewicz (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| śmiecham (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| zielony atak (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| schody we tęczę (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| ni to koń, ni zebra (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| daj potrzymać? ko? nie. (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| dziewczynka z kwiatkiem (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| ściany pożerające ludzi (Veliko Tarnovo) |
![]() |
| seems legit (Sofia) |
![]() |
| rekin z wytryskiem (Sofia) |
![]() |
| a wpierdol chcesz?! (Sofia) |
![]() |
| smutam (Sofia) |
![]() |
| grecka geometria (Thessaloniki) |
![]() |
| Doktorze Freud, widzi Doktor tu penisa? (Thessaloniki) |
![]() |
| happiness (Sofia) |
![]() |
| co ja paczę? (Sofia) |
![]() |
| zaduma nad losem Sziszmana (Sofia) |
![]() |
| księdze (Sofia) |
![]() |
| ktoś ma kaca (Sofia) |
![]() |
| rycerz (Veliko Tarnovo) |
Subscribe to:
Posts (Atom)















.png)













































