Tuesday

Foti czuje wiatra*

komentarz znaleziony pod artykułem o kondominium na gazeta.pl, autor: krzywelustro

"Oto Gabinet Cieni Prawa i Sprawiedliwości:

Premier: Miłościwie Nam Obrażony Jarosław Kaczyński
I Wicepremier, Resort Finansów: o. minister Tadeusz Rydzyk
II Wicepremier: minister bez teki Alik Kaczyński
III Wicepremier, Resort Haków i Intryg: minister Zbigniew Ziobro
Resort Rodziny i Wartości Chrześcijańskich: minister Marta Kaczyńska
Resort Przestrzegania Prawa i Dobrych Obyczajów: minister Jacek Kurski
Resort Zdrowia: minister Matka Boska Częstochowska
Resort Sytuacji Nadzwyczajnych: minister Antoni Macierewicz
Resort Bezpieki: minister abp Stanisław Wielgus
Resort Kultury: minister Beata Kempa
Resort Dziewictwa Narodowego: minister Anna Sobecka
Resort Wojny: minister Michel Saakaszwili
Resort Wychowania, Moralności i Oświecenia Publicznego: minister Ewa Sowińska
Resort Transportu: minister Karol Karski
Resort Propagandy: minister Richard Henry Czarnecki
Resort Inteligencji i Dobrego Gustu: minister Jolanta Szczypińska
Resort Wazeliny: minister Mariusz Błaszczak
Resort Spraw Zagranicznych i Etykiety Dyplomatycznej: minister Anna Fotyga
Resort Promowania Trzeźwości: minister abp gen. Sławoj Leszek Głódź
Resort Łagodzenia Napięć Społecznych: minister Joachim Brudziński
Resort Mniejszości: minister abp Juliusz Paetz
Resort Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa: minister Joanna od Krzyża
Resort Bezstronnych Mediów: minister red. Jan Pospieszalski
Resort Kształtowania Nastrojów Społecznych: minister red. Elżbieta Jaworowicz
Resort Dziwnych Kroków: minister Elżbieta Kruk
Rzecznik prasowy: minister Nelly Rokita "

* ciekawe czy Jadwinii tam nie było, może ją po gruszce wzdęło.

Sunday

wkurw jasny

marynarki niet. kurwa byli marynarki, ale wszystkie wyszli. poszli w chuj i nie ma.
papcie są, ale dwa prawe, więc nie do końca praktycznie.
w koszulę się nie wbiję, to już pewne.
od pięciu dni staram się zrobić kejsa na MPO i ni chuja nie mam motywacji.
jak patrzę na slajda z MP to mnie żyłka w dupie pęka z radości.
czekam jeszcze tylko, co mnie jutro uraczy.

Friday

szok

zalozylem bylem, jak pisalem wczesniej, konto ponownie w serwisie "u romana pod strzecha". i coz z tego czytelnik moglby zapytac. ano to z tego, ze w przeciagu dwoch dni przewinely sie tam 244 paxy. nie bardzo wiem, jak na owa kleske urodzaju zareagowac powinienem.

zaskoczyłem się byłem.

bo i w magisterce trzeba tylko wstęp i zakończenie poprawić.

a szymuś c. postanowił uraczyć mnie oceną dobrą, gdzie moja wiedza z procesów lekko żenująca jest, gdyż w dzień poprzedzający egzamin, uznałem, iż godny nie jestem uczestnictwa w misterium czytania notatek i serdecznie je pozdrowiłem.

no i ogólnie jakoś się tak interesa kręcą.

Thursday

pala lezaca, niestojaca

tak wlasnie prezentuje sie moj stosunek. do uepu. bo w przypadku innych pala zachowuje sie zgodnie z wlasciwosciami posiadanymi. tak wiec cyfertus sobie lezy kolo mnie w wersji ksero notatek a ja popatrze, popatrze i stwierdzam, ze jednak nie. bo po co. jestem juz zaznajomiony z papciami i jakis wypadaloby zebrac. po czemuzby nie, nieprawdaz?

poza tym paluszki mnie swiezbili byli i sie reanimowalem na romanie. bylo to do przewidzenia. niemniej uwazam, ze flaming moze tam czasem nozka czy innym skrzydlem machnac. ledwo sie reanimowal i trzepak huczy. jak to trzepak ma w zwyczaju. bo czemuzby nie, nieprawdaz?

no i nieprawdaz to by bylo na tyle.

borem lasem.

Saturday

kryzys

wystąpił. objawia się on skrajnym brakiem motywacji, ogólnym wyjebaniem i niechęcią do pracy, magisterskiej szczególnie. nie powiem, sytuacja ta, o ile nie ulegnie poprawie, może mieć przykre konsekwencje. podobnież nie chce mnie się procesa animować ani też kejsiczków. nic się mnie kurwa nie chce.

to swoją drogą poniekąd zabawne, znaczy kwestia motywacji. bo mam jej temat poszerzyć w swym opus magnum. a jak na razie idei mnie brak. znaczy chętnie bym  napisał, że może by tak ze trzy sztuki wyjebać, a reszcie powiedzieć, że jak się wezmą zadów w troki, to również dostaną one way ticket za drzwi. ale chyba Kaz by się lekko poirytował.

VBM na db.

Wednesday

cocoa butter and cash

zacznijmy od tego, ze kofeina plus tauryna plus pseudoefedryna daja przyjemnego kopa. w sam raz na obecny czas, kiedy to nawet drapanie po dupie wymaga wpisania w terminarz. a napiety on jak bycze jaja. sesja kurwa sie nawet nie zaczela, a mnie juz chuj, wcale nie maly, strzela. bo jak nie magisterka, to filmik, jak nie filmik, to kejsik, jak nie kejsik, to egzaminik, jak nie egzaminik, to kurwa inne zajebiste cos.
sytuacja jest o tyle opanowana, ze magisterka nie wymaga ogromnych nakladow czasu, trzeba pare rzeczy dosmarowac, ale jest to wykonalne. gorzej z reszta tego smierdzacego scierwa, co pochlania zbyt duzo czasu zdecydowanie. i jeszcze warunek. szit happens.

nie powiem, male ruchanie by mnie odstresowalo, ale tak sie sklada, ze ono w terminarz w ogole nie chce sie wpasowac. a to jest przykre wielce. wiadomo, sa inne metody rozwiazania napiecia seksulanego, ale kurwa ile mozna. i zeby w tym wieku? lipa jak chuj.

czy cos jeszcze mnie trapi? hmmm... nie. brak ruchania i uep to w tym momencie dwie najbardziej palace kwestie. zywym ogniem normalnie pala.

oczekuje rowniez w napieciu (kurwa, to napiecie mnie zabije, jak bozie kocham) na porcieta, to maja do mnie z uk przyleciec. bo taniej niz w pl i nawet sie ladne wydaja. sie powaznie poirytuje, jesli okaza sie malo ladne. ale nie wkurwiajmy sie na zapas, bo pikawa strzeli i bal sie zakonczy. a tu trzeba by jeszcze papcia zgubic i na ksiecia trafic. napisalbym, ze nadziac, ale w kontekscie ww. czynnikow wkurwotworczych sobie tego oszczedze.

a propos papcia, to kurwa coraz powazniej obawiam sie, ze na obronie pojawie sie w trampkach. bo kurwa papci sensownych brak. no kurwa nie ma i chuj.

Sunday

reemisja, redefinicja i rewizja. czy jakoś podobnie.

tak się jakoś złożyło, że w okolicy środy wziąłem i wydumałem, co ja bym tak widział z zmiany we spółce, o której się magistruję. nie powiem, po bandzie i wandzie pojechałem dość zacnie. i co się okazało? że Pan Prezes stwierdził, że kierunek obrałem dobry i warto by myśli rozwinąć. no i mam całą noc i cały dzień na rozwinięcie. tak na 15 stron. bo czemuż by nie, nieprawdaż?

poza tym dziś (no w sumie wczoraj) miał być film kręcony. to się Pani H. mac skręcił i trzeba było podjąć działania ratunkowe. poza tym okazało się, że to co myśleliśmy, że będzie do filmu niekoniecznie owym będzie i ogólnie to pole szczere i las. dupa czarna. w poniedziałek kontynuacja.

we wtorek dwa rozdziały dla kaza, a mam mniej niż mało.
i jeszcze kejsy dla brzozy.
i jeszcze VBM.
i procesy.
i restrukturyzacja.
i procesy egzam w perspektywie.
i marynarka.
i papcie.
i motywacja (przydałaby się, ale niekoniecznie w postaci zaliczenia).
i kurwa chuj wie co jeszcze.

dodam tylko, żem we czerwonaku był z Panią H. i Panię O. rowerami. jechaliśmy gdyńską. zdjęcia będą, jak się Pani H. obrobi, czyli w sierpniu.

Thursday

niezobowiązująco

z całego eurowizyjnego chłamu (do którego nawet wódka wejść nie chciała) najlepsza piosenka. nic wybitnego, nie ma się co oszukiwać, ale takie zwyczajnie przyjemne i lekkie. i chyba takie miało być.

Wednesday

hardcore will never die, but you will.

rozjeb mentalny jakos jakby mniejszy. a może nawet całkiem mały. bo specjalnie nie ma czasu na dumanie - uep mnie kurwa goni. i wcale, ani kurwa troszeczke, mnie to nie raczy. obawiam sie, ze niedlugo nie bede wiedzial w co lapki wsadzic (wizualizacje mam - ginekolog mowi do pacjentki na samolocie "nie wiem, w co mam lapy wsadzic"). na razie siedzie i mozdze nad magisterka. troche informacji dostalem i trzeba jechac z tym koksem. zwlaszcza, ze wjebalem gripexa na ogolne pobudzenie, zapilem to kawa, a dla smaku sacze energetyka z biedry. moja pikawa mi kiedys to kurwa wypomni, sie obawiam.

poza tym zakupilem koszule. jest bardzo ladna, ale musze do niej zjechac z 5 kg, zeby nie pozabijac szczelajacymi guzikami. oczywiscie moglem wziac wieksza, ale wtedy motywacji do walki z bebzonem by nie bylo. a motywacja rzecz cenna, zwlaszcza w moim przypadku. oczywiscie koszula to tylko kropla w morzu, bo potrzeba jeszcze spodnia, papcia i marynarki. czuje, ze sie zaplacze poszukujac upragnionych utensyliow.

coz jeszcze... chyba nic. nuda. nikt sie we mnie nie zakochal, ja tez z okazji wiosny we zaden romans nie popadlem. bo to w sumie nie wiadomo czy ewentualnie popadac (pomijam fakt, ze nie ma absztyfikanta, co jest dosc zasadnicza kwestia), bo przeciez ma byc uk (nie wiem tylko od kiedy i czy Pani H. pojedzie, bo plan doktorowania sie pojawil) i w ogole cos ma byc, ale nie bardzo tylko znane jest co dokladnie.

poza tym ruchac mi sie chce.

borem lasem.

uważam, iż jestem mistrzem

niekwestionowanym, jedynym i prawdziwym. w przepierdalaniu czasu poświęconego na zabawy naukowe. gdyby można z tego było z tego mieć korzyści w postaci majątkowej, to kulczyk byłby przy mnie biedny.

Sunday

płonie ognisko w lesie, wiatr ...



zarządzanie wartością przedsiębiorstwa tak mnie uraczyło, że aż zacząłem magisterkę gilgać. ta jednakowoż również mnie nie specjalnie jara, więc dopadłem jutuba. liczę na to, że muzyka mnie jakoś, choćby minimalnie, zmotywuje. bo jak na razie kiep jest. siedzę na balkonie, kawka, pecik i nic specjalnie nie mogę wymóżdżyć. a mam tydzień na dwa ostatnie rozdziały, koło we wtorek, egzamin za tydzień i diabli wiedzą, co jeszcze po drodze. jest przechuj.

Saturday

put your hand on my heart

tak, jestem indestructible. ale czemu tylko na zewnątrz - zapyta czytelnik.

życie kurwa jak w madrycie

kurwa, nawet 10 piw, które wypiłem plus 11te właśnie pite mnie nie zmęczyły. a szkoda i to bardzo, bo miałem ochotę się naszpadlić. a nie da się.

miałem nadzieję się naszpadlić i wydumać plan na życie i nie wyszło.ot, kurwa psikus mały. czasem mam wrażenie, że moje życie to jeden wielki psikus. taka kurwa pierdolona złośliwość losu.

jedna wielka, pieprzona pizda. szit hepens nie ma co.

Friday

niech się święci 3 maja!

uprzątnąłem butelki po świętowaniu rocznicy konstytucji. jakoś wyjątkowo ich dużo było. konstytucja uświęcona pełną pizdą była.


pomimo uprzątnięcia jednych fantów, inne pozostają w stanie totalnego rozpiździaju. już tak z parę lat. i jakoś na poprawę się nie zanosi. wot, kurwa zagwozdka, czemu?

a na obiad schab. pieczony. i ogóry kiszone. i jeszcze chyba ziemniaka przypiekę i pomidora uraczę cebulą.

Thursday

GDN

za godzinę niecałą wyjadę z gdańska. z sopotu, żeby być dokładnym, ale idea ta sama. przyzwyczaiłem się do 3city przez te 3 lata. a przecież ja się nie przyzwyczajam. unikam tego jak ognia. żadnych głębszych relacji, żadnych zobowiązań, żadnych ewentualnych długów do spłacenia. było, minęło, rozejść się i nie robić scen.

shit happens kurwa.

Monday

dwa tygodnie - za tyle mój profil na fb zaginie. wszystko pójdzie w pizdu. z resztą nie tylko ten, bo kilka innych, rozsianych po różnych zakątkach neta już dokonało żywota. bo w sumie po co mi one? im mniej ludzie wiedzą., tym spokojniej śpią. a i wymiernych korzyści z nich też nie było. jedyne co robiły, to zasysały mój czas. a tego mam jakby niewiele, bo się kilkanaście rzeczy mi nawarstwiło i wymagają szybkiego sfokusowania się na nich.

no w sumie standard

UK. bo lepszego planu nie mam. podobno wyjazd sam w sobie jakims planem jest, ale ja nie podzielam tego, nadto optymistycznego, spojrzenia.

z uepem jest w dupie. ale wielkiej takiej, co 3 diki zmiesci i jeszcze zostanie troche miejsca. z drugiej strony mozna by rzec, ze to standard pewien. chuj, ogarniac sie zaczynam. 3 gripexy max zapilem kawa i juz czuje te wesole gilganie pod czacha. jest plan rzucic sie na III rozdzial. albo kurwa chociaz go jakos delikatnie podrapac za uchem.

jutro party with gugu. w sumie jakie jakie party - zwykla najebka. czyli tez pewien standard.

dziekuje. kolejny odcinek w przyszlosci blizszej lub dalszej.