wróciłem do chaty o 6:40. o 9:00 muszę być w pracy. gdzie tu sprawiedliwość?
tak, randkę z portugalskim absztyfikantem można uznać za dalece udaną.
Friday
Saturday
taka trochę turbulencja
pierwszy tydzień w pracy upłynął na klasycznym nicnierobieniu, co oznacza, że poniedziałek będzie dalece bolesny, gdyż szefowa wraca z wywczasu i zapewne czujnym, gospodarskim okiem spojrzy na me dokonania, a te są żadne. i w sumie o jednej rzeczy zapomniałem, a dość istotna ona, więc będzie mały dym. i może nawet bym się tym jakoś spinał, ale za 4 tygodnie już mnie tam nie będzie i w dupę mnie ucałować na tę okazję można.
co się tyczy wyjazdu to dealuję właśnie z laską, co to mnie chaty szuka. i wietrzę jakie perturbacje, bo trochę żeśmy się z początku nie dogadali, co do mojej obecności, a konkretnie to do faktu, gdzie stacjonuję obecnie.
poza tym już czuję pewien pain in the ass związany z koniecznością spakowania całego dobytku w dwie walizki po 23 kilo (god bless frequent flyer) i bagaż podręczny sztuk jeden. jakby nie patrzeć doświadczenie w tego typu animacjach mam, ale to zawsze wyzwanie. a przy okazji możliwość krytycznego spojrzenia na dobra obecnie posiadane. bo bez porządnej selekcji się nie obejdzie.
poza tym portugalski absztyfikant chce się spotkać przy kolacji, a ja nie mam czasu. i jak tu żyć panie premierze?
co się tyczy wyjazdu to dealuję właśnie z laską, co to mnie chaty szuka. i wietrzę jakie perturbacje, bo trochę żeśmy się z początku nie dogadali, co do mojej obecności, a konkretnie to do faktu, gdzie stacjonuję obecnie.
poza tym już czuję pewien pain in the ass związany z koniecznością spakowania całego dobytku w dwie walizki po 23 kilo (god bless frequent flyer) i bagaż podręczny sztuk jeden. jakby nie patrzeć doświadczenie w tego typu animacjach mam, ale to zawsze wyzwanie. a przy okazji możliwość krytycznego spojrzenia na dobra obecnie posiadane. bo bez porządnej selekcji się nie obejdzie.
poza tym portugalski absztyfikant chce się spotkać przy kolacji, a ja nie mam czasu. i jak tu żyć panie premierze?
Sunday
o życie, o egzystencjo, o kurwa.
szybki apdejcik z Frankfurtu. więc WRO był, a i owszem, był. i jebie tam rzeką oraz ogólnie jest mało atrakcyjnie. co prawda idzie wykołować szybki wyruch w przeciągu 30 minut, ale to jakby nie wystarczający dowód aby uznać to miejsce za światowe wielce. poza tym baza lokalowa słaba i ludność tubylcza jakaś dziwna. na serio.
z innej beczki, to klepłem właśnie (nie, nikogo nie w dupę) bilet do Sofii. 21 maja roku pańskiego 2012 melduję sie na tamtejszym lotnisku celem rozpoczęcia nowych animacji.
obecnie jestem na etapie poszukiwanie lokalu, gdzie zamieszkam i gdzie gości przyjmować będę. bo lista społeczna się spora zrobiła, nie sądziłem, że tyle osób mnie lubi.
poza tym bardzo miło, jebię właśnie trzeciego browara i czuję, że jutro w pracy to ja mogę być mało zdatny.
z innej beczki, to klepłem właśnie (nie, nikogo nie w dupę) bilet do Sofii. 21 maja roku pańskiego 2012 melduję sie na tamtejszym lotnisku celem rozpoczęcia nowych animacji.
obecnie jestem na etapie poszukiwanie lokalu, gdzie zamieszkam i gdzie gości przyjmować będę. bo lista społeczna się spora zrobiła, nie sądziłem, że tyle osób mnie lubi.
poza tym bardzo miło, jebię właśnie trzeciego browara i czuję, że jutro w pracy to ja mogę być mało zdatny.
Wednesday
napiszę do ciebie list z dalekiej podróży
myślałem, że mój bułgarski news wyrzuci towarzystwo z papci. że będzie o jezusie i o maryje, i że kurwa gdzie. poniekąd i tak było, z tym, że zostałem przyćmiony. i to przez moją własną Szanowną Madre. bo co Madre wyanimowała takiego? Ano zajebała dość konkretnie. bo kupiła sobie UWAGA! motor. konkretnie yamahę xv250 virago. mamusia nieskromnie wspomniała, że kiedy jechała swą maszynę zarejestrować, to chłopom stacjomującym w punkcie kontroli technicznej szczeny do ziemi opadły i przyznali, że szanowna Irena jest pierwszą kobietą, co do nich na motorze wjechała. więc konkret.
urlop obecnie w fazie transfer. POZ, GW i SZZ obskoczone, teraz czas na KTW, a w piatek WRO. nie powiem, 94 PLNy co żem je zapłacił za bilet na dyliżans, to zdecydowanie zbyt dużo jak na jakość, co mi ją obecnie oferują. ale cóż począć.
poza tym jak wiadomo Zofię mnie podczas ostatniego tripu uszkodzili. znaczy, że gdzieś handling się nia brzydko zajął na trasie GDN-MUC-BHX. no i żem teraz postanowił sobie lecąc teraz do WAW via ZRH, że jak w burminghamowie nikt mnie nie przytnie z tym na check-inie, to we warsiawie się poskarżę i niech mnie straty moralne rekompensują. i sie udało. znaczy udało się przepchnąć walizkę w BHX i WAW reklamacji dokonać. a wczoraj zadzwoniła panienka z firmy, co to się takimi rzeczami zajmuje z wieścią, że nowa zofia już jest gotowa do wysłania do mnie. więc deal jest taki, że zofia II przyjedzie do hotelu we WRO.
no i to na tyle. teraz wypadałoby się skupić na ogarnianiu chaty w sofii. a na razie idzie mi średnio. w sumie wcale mi nie idzie.
urlop obecnie w fazie transfer. POZ, GW i SZZ obskoczone, teraz czas na KTW, a w piatek WRO. nie powiem, 94 PLNy co żem je zapłacił za bilet na dyliżans, to zdecydowanie zbyt dużo jak na jakość, co mi ją obecnie oferują. ale cóż począć.
poza tym jak wiadomo Zofię mnie podczas ostatniego tripu uszkodzili. znaczy, że gdzieś handling się nia brzydko zajął na trasie GDN-MUC-BHX. no i żem teraz postanowił sobie lecąc teraz do WAW via ZRH, że jak w burminghamowie nikt mnie nie przytnie z tym na check-inie, to we warsiawie się poskarżę i niech mnie straty moralne rekompensują. i sie udało. znaczy udało się przepchnąć walizkę w BHX i WAW reklamacji dokonać. a wczoraj zadzwoniła panienka z firmy, co to się takimi rzeczami zajmuje z wieścią, że nowa zofia już jest gotowa do wysłania do mnie. więc deal jest taki, że zofia II przyjedzie do hotelu we WRO.
no i to na tyle. teraz wypadałoby się skupić na ogarnianiu chaty w sofii. a na razie idzie mi średnio. w sumie wcale mi nie idzie.
Saturday
darmo swiatlo, gaz, lokaje...
narzekalem, ze nuda, ze zastój, ze ogólnie chujnia i grzyb, a tu prosze panstwa zmiany, zmiany, zmiany. zacznijmy moze od newsa kalibru najwiekszego. bo tak sie stalo, ze 21/05 bede juz stacjonowac gdzie indziej. znaczy w bulgarii. sofii konkretnie. przyjebawszy konkretnie, czyz nie? ogólnie z ta bulgaria to taki z lekka przypadek i troche cyrk. bo ze trzy tygodnie temu dostalem maila od pana Martina, ze znalazl byl on moje CV i ze takie vacancy ma i czy moze nie chcialbym w rekrutacji wziac udzialu. ze ja sie na rózne takie ekscentryczne akcje pcham chetniej niz chetnie, to zem powiedzial, ze tak, i ze owszem, i ze dwa razy moze nawet poprosze. no i jakies tam pare dni pózniej mieli my interview on the phone, a po tejze konwersacji dostalem takie male zadanka do wykonania. i tu troche zem sie nie popisalem talentami swema. bo to bylo tak. zadanie polegalo na tym, ze mialem link do aplikacji, a tam trzeba bylo rózne rzeczy pouzupelniac. no i byla opcja, ze test i ze nakurwiaj na zywiol. zem klikl test i zaczalem szturac zadanka. kiedym juz skonczyl okazalo sie, ze troche zem zle poklikal. konkretnie to popierdolilem opcje test i nakurwiaj pan. kliknalem na nakurwianie i troche mnie nie poszlo. no ale bylo zadanie numer dwa, ze trzeba bylo na letter of complaint odpowiedziec. na szczescie po polsku, to zem zajebal takiego lista, ze klekajcie narody. dzien pózniej dostalem feedback i rzeczywiscie test sfailowany, ale list po wuju i ze w sumie to oni by mnie chcieli. ja, jak przystalo na niezdecydowana, mentalna dziewice, zaczalem sie wic, ze ja to w sumie nie wiem, bo daleko, bulgaria i ile chcecie mnie dac za ten cyrk. no i tak smy se mailowali, az w srode przylecial mail z final offer. no i zem zaakceptowal. wiec w drugiej polowie maja relokacja. i nie ukrywam, z lekka jestem zesrany, bo chuj wie, co mnie tam zastanie. z drugiej strony balkany, wiec klimat niezly, chlopy bardziej slowianskie i jakie winiacze tam robia. wiec istnieje szansa, ze sie mozna poraczyc tam. obadam sprawe.
obecnie* zas siedze w jumbolino i nakurwiam na zurich, gdzie spedze ekscytujaca noc na lotnisku, co by rano wpakowac sie w inne jumbolino i obrac destynacje warsiawa. z warsiawy zas na posen, co by tam zaanimowac event z cala ta halastra pokrak i kreatur róznorakich. a sped ma byc wysokiej klasy, bo i odcinek lódzki przjezdza na najebunde, a i team poznanski tez ma byc wzmocniony. ogólnie to kiepsko widze niedziele.
czymze jeszcze móglbym sie pochwalic... ano w sumie niczym, bo jakos poza bulgaria hitów nie ma. sie czasem czlek wkurwi w robocie, czasem ktos go wkurwi i tak to sie buja to w prawo, to w lewo.
kolejne update'y z tour beda w swoim czasie. albo i ich nie bedzie. i chuj.
------------------------------------------------------------
zapomniałbym opisać swe przeżycia z lotu ze swissem. a nie będę ukrywać lot to wielce kulturalny był i milusi. bo i pasza na przyzwoitym poziomie, stewardessy uśmiechnięte i ogólnie miło tak i na poziomie. szkoda tylko, że kukuruźnik mały i miejsce na giry jakby nie bardzo.
co zaś się tyczy lotniska w zurichu, to również nie mam na co narzekać. warunki do spania pierwsza klasa, bo cisza, spokój i pusto. nawet światła przygaszone, co by użytkownikowi radość z pobytu podnieść. gdyby tylko jeszcze gniazko udało się jakie znaleźć, co by mariolę podładować... śmiem twierdzić, że w ZRH więcej akwariów dla kuriaszczych niż power socketów. cóż począć...
jak się nic nie zesra, to za niecałe 4 godziny będę we warsiawie. na pewno będzie tam scenka walizkowa. zobaczymy co jeszcze się da wyanimować.
* - kiedy to tworze notunie, czas ten jest malo kompatybilny z data opublikowania posta
obecnie* zas siedze w jumbolino i nakurwiam na zurich, gdzie spedze ekscytujaca noc na lotnisku, co by rano wpakowac sie w inne jumbolino i obrac destynacje warsiawa. z warsiawy zas na posen, co by tam zaanimowac event z cala ta halastra pokrak i kreatur róznorakich. a sped ma byc wysokiej klasy, bo i odcinek lódzki przjezdza na najebunde, a i team poznanski tez ma byc wzmocniony. ogólnie to kiepsko widze niedziele.
czymze jeszcze móglbym sie pochwalic... ano w sumie niczym, bo jakos poza bulgaria hitów nie ma. sie czasem czlek wkurwi w robocie, czasem ktos go wkurwi i tak to sie buja to w prawo, to w lewo.
kolejne update'y z tour beda w swoim czasie. albo i ich nie bedzie. i chuj.
------------------------------------------------------------
zapomniałbym opisać swe przeżycia z lotu ze swissem. a nie będę ukrywać lot to wielce kulturalny był i milusi. bo i pasza na przyzwoitym poziomie, stewardessy uśmiechnięte i ogólnie miło tak i na poziomie. szkoda tylko, że kukuruźnik mały i miejsce na giry jakby nie bardzo.
co zaś się tyczy lotniska w zurichu, to również nie mam na co narzekać. warunki do spania pierwsza klasa, bo cisza, spokój i pusto. nawet światła przygaszone, co by użytkownikowi radość z pobytu podnieść. gdyby tylko jeszcze gniazko udało się jakie znaleźć, co by mariolę podładować... śmiem twierdzić, że w ZRH więcej akwariów dla kuriaszczych niż power socketów. cóż począć...
jak się nic nie zesra, to za niecałe 4 godziny będę we warsiawie. na pewno będzie tam scenka walizkowa. zobaczymy co jeszcze się da wyanimować.
* - kiedy to tworze notunie, czas ten jest malo kompatybilny z data opublikowania posta
Subscribe to:
Posts (Atom)