a ile radosci, czylo portugalskie wina z asdy w akcji. wchodza jak soczek i smakuja nadzwyczaj zacnie.
tak wiec wczoraj wina wchodzily, a dzis nie ma nawet najmiejszych oznak kaca. luksus po prostu.
a teraz siedze i badam lokalny rynek nieruchomosci. co jak gdzie i za ile. bo kwestie miec nalezy na uwadze.
no i w sumie nuda. swieta sie skonczyly, korzystam z ostatniego dnia wolnego, planujac jednoczesnie animacje urlopowe. no nuda, nie ma co kryc.
Monday
Sunday
zawirowania
bo oczywiscie nie moze byc za prosto i po mojej mysli. bo i po co niby? przecie nudzilbym sie nadmiernie, wszystko by poukladane bylo i "wogle".
na zakladzie okazalo sie, ze urlop to brac koniecznie nalezy, nie ma za placenie, ze jaki ekwiwalent, tylko bookowac holidaye i nie pierdolic. ale ale ale. bookowac mozna jednakowoz do 21 stycznia roku 2012, bo teraz w szczycie urlopowym nas nie poupychaja wszystkich. co oznacza, ze moja technika na przeczekanie dala jakis efekt, bo po pokryciu bank holidayow urlopem, co by byc paid za te dni (swoja droga dziwna technika - pracownik agencyjny moze miec wiecej wolnego niz kontraktowy) zostali mnie byli dwa dni. konkretnie 12 i 13 stycznia. a to oznacza, ze polece jednak do PL napic sie tej owdki, poruchac i w ogole. choc glownym celem wyjazdu jest zakup artykulow tytoniowych, bo moich zacnych davidoffow to ja tu nie dojrzalem do tej pory jakos. a koncza sie nieublaganie.
z tejze, urlopowej okazji, mialem nawet juz bilet zakupic, ale niestety moje srodki utkneli gdzies miedzy opodo, bankiem, a kontem posrednika i jutro bede musial dzwonic robic male escalation i dowiedziec sie wtf i co z mymi lotami. a nie powiem, przybookowalem po kurwie pelnej i bez hamulcow. SASem via CPH do POZ (zajebisty jest ten lot ostatni) i powrot, juz skromniej, bo LH via MUC. moze bedzie mi dane bryknac, ale moze tez jutro bedzie "computer says no". pozyjom, uwidzim.
poza tym, znowu o robocie, ale "possibly" (slowo klucz-wytrych) bedzie dzialka investigation rozbudowana o dodatkowe accessa, co by w systemi moc dokonywac zmian pewnych. ale to possibly, wiec nie ma co jarac nadmiernie.
i innych informacji, to obejrzalem w koncu Boska! z Janda i rzeczywiscie jest bosko. a juz aria adeli jest dla mnie majstersztykiem dalekim.
do tego jaram sie rowniez nowo odkryta time machine by robyn. nie wiem, jak ja moglem tego nie znalezc wczesniej.
a i sniegiem przykurwilo. co prawda roztopil sie on po 10 minutach, ale byl.
a i (2) kurtke nabylem. po pijaku dodam. ale jak na trzezwo ja zobaczylem, to w sumie nie mialem jakiegos ogromnego dysonansu. nawet niezla jest. buty tez kupilem, ale to juz w ogole bez pomocy alkoholu.
i to by bylo na tyle. jak sie cos zdarzy, bede apdejtowac. czyli raczej nie predko.
na zakladzie okazalo sie, ze urlop to brac koniecznie nalezy, nie ma za placenie, ze jaki ekwiwalent, tylko bookowac holidaye i nie pierdolic. ale ale ale. bookowac mozna jednakowoz do 21 stycznia roku 2012, bo teraz w szczycie urlopowym nas nie poupychaja wszystkich. co oznacza, ze moja technika na przeczekanie dala jakis efekt, bo po pokryciu bank holidayow urlopem, co by byc paid za te dni (swoja droga dziwna technika - pracownik agencyjny moze miec wiecej wolnego niz kontraktowy) zostali mnie byli dwa dni. konkretnie 12 i 13 stycznia. a to oznacza, ze polece jednak do PL napic sie tej owdki, poruchac i w ogole. choc glownym celem wyjazdu jest zakup artykulow tytoniowych, bo moich zacnych davidoffow to ja tu nie dojrzalem do tej pory jakos. a koncza sie nieublaganie.
z tejze, urlopowej okazji, mialem nawet juz bilet zakupic, ale niestety moje srodki utkneli gdzies miedzy opodo, bankiem, a kontem posrednika i jutro bede musial dzwonic robic male escalation i dowiedziec sie wtf i co z mymi lotami. a nie powiem, przybookowalem po kurwie pelnej i bez hamulcow. SASem via CPH do POZ (zajebisty jest ten lot ostatni) i powrot, juz skromniej, bo LH via MUC. moze bedzie mi dane bryknac, ale moze tez jutro bedzie "computer says no". pozyjom, uwidzim.
poza tym, znowu o robocie, ale "possibly" (slowo klucz-wytrych) bedzie dzialka investigation rozbudowana o dodatkowe accessa, co by w systemi moc dokonywac zmian pewnych. ale to possibly, wiec nie ma co jarac nadmiernie.
i innych informacji, to obejrzalem w koncu Boska! z Janda i rzeczywiscie jest bosko. a juz aria adeli jest dla mnie majstersztykiem dalekim.
do tego jaram sie rowniez nowo odkryta time machine by robyn. nie wiem, jak ja moglem tego nie znalezc wczesniej.
a i sniegiem przykurwilo. co prawda roztopil sie on po 10 minutach, ale byl.
a i (2) kurtke nabylem. po pijaku dodam. ale jak na trzezwo ja zobaczylem, to w sumie nie mialem jakiegos ogromnego dysonansu. nawet niezla jest. buty tez kupilem, ale to juz w ogole bez pomocy alkoholu.
i to by bylo na tyle. jak sie cos zdarzy, bede apdejtowac. czyli raczej nie predko.
Saturday
w sumie nic, a jednak cos
bo mam urlop. zaczyna sie on 30.03 o 14:00 i konczy 10.04 o 5:30. o ile oczywiscie nic sie nie zmieni i nie zweksluje sobie 10 kwietnia (bo rocznica stracenia brzozy) na urlop.
na razie plan zaklada, ze lecimy do WAW, bo w sobote bedzie spotkanie w LCJ. reszte bedzie sie kleic na biezaco.
poza tym nuda. bo praca. a tam trwanie w dzialce inwestigejszyn, co nie wszystkim w smak, co poniekad w pizdzie mam.
nasmarowalbym cos jeszcze, ale wino mowi, ze jest wazniejsze.
na razie plan zaklada, ze lecimy do WAW, bo w sobote bedzie spotkanie w LCJ. reszte bedzie sie kleic na biezaco.
poza tym nuda. bo praca. a tam trwanie w dzialce inwestigejszyn, co nie wszystkim w smak, co poniekad w pizdzie mam.
nasmarowalbym cos jeszcze, ale wino mowi, ze jest wazniejsze.
Subscribe to:
Posts (Atom)