tym razem podróż mała. bo poczułem taki wewnętrzny świerzb i uznałem, że czas ruszyć w polskę. a najprościej rusza się w KRK via WAW. znaczy, że odpala się porannego lecha, na centralnym atak na kaszuba i o 13 się człowiek melduje w grodzie wandy, co z niemcem nie bardzo chciała i lecha w wersji zimnej na sztywno. o 16 zaś człowiek startuje norwidem (dla niepoznaki bywa on zwany monciak-krupówki) i na centralnym łapie się ponownie lecha. i przed 22 w domowych pieleszach.
tak więc pojechałem. zen mi wzrósł, jest miło i sympatycznie. tylko coś po zakupach karta mówi, że ją w czipie łupie.