wiec robocie jestem zawieszony. nawet nie tyle zawieszony, co zredukowany. do osmiu godzin tygodniowo. czyli mniej niz nic i jasna wskazowka, zebym sam zrezygnowal. ot, taka atrakcja.
do tego przeprowadzka wykonana. wszystko gra i styka, ale wizja tlumaczenia komus, ze wlasnie stracilem robote jest malo radujaca me serce.
ogolnie mam jakby dosc.
Monday
Sunday
success
dwie sprawy z gatunku urgent and important zalatwione. bo i lokal mieszkalny jest (poniekad troche gierek, ale wspoltowarzysze w lokalu wydaja sie byc bardzo ok) i lot na cwierczwiecze tez jest. co prawda w kwestii cwierczwiecza, to tylko lot, a trzeba jeszcze ogarnac accommodation, ale wszystko jest na dobrej drodze.
Wednesday
najszczesliwszy dzien w roku
jeszcze kurwa jeden taki dzien w robocie i wyjde. albo eksploduje. albo kogos zajebie. a najlepiej wszystko na raz. bo przegieto. i iloscia fantow do obrobienia, jak i totalnie olewatorskim stosunkiem. juz dawno mnie nikt tak cisnienia nie podniosl.
poza tym lokal mi spierdolil. bo ktos cos tam wczesniej.
jeszcze dwa takie dni i kurwa bookuje flajta na wyspy cooka. wole kokosa gilgac, bo przynajmniej ow mi pyszczyc nie bedzie.
poza tym lokal mi spierdolil. bo ktos cos tam wczesniej.
jeszcze dwa takie dni i kurwa bookuje flajta na wyspy cooka. wole kokosa gilgac, bo przynajmniej ow mi pyszczyc nie bedzie.
Tuesday
rozumiem finow
ostatniej niedzieli uswiadomilem sobie, czemu finowie maja taki wysoki odsetek samobojstw. sam bylem bliski tegoz kroku. no prawie. bo ile do chuja waclawa mozna znosic ciemnosc, wilgoc, mgly i inne atrakcje pogodowe. zdecydowanie tutejszy klimat mnie nie raczy.
poza tym moze sie okazac, ze lokal co go najac mialem w COV moze mi spierdolic z przed nosa, bo sie jakis inny klient nawinal. no mozna sie wkurwic.
i na kurniku lece na pysk. strasznie.
nie jest dobrze.
poza tym moze sie okazac, ze lokal co go najac mialem w COV moze mi spierdolic z przed nosa, bo sie jakis inny klient nawinal. no mozna sie wkurwic.
i na kurniku lece na pysk. strasznie.
nie jest dobrze.
zaplanowawszy
planowanie akcji "polsza" zakonczone. harmonogramy pozgrywane, terminarze posynchronizowane i wszystko ustalone. najpierw dwie noce w lcj (31.03-01.04), pozniej kolejne dwie waw (2-04.04), nastepnie szybkie przemiszczenie dylizansem (wiem, ze oksymoron) do gdn (4-6.04), a nastepnie nach landsberg. tez jakie dwa dni. finalnie 9.04 wylot z poz. i jakby nie patrzec, bedzie to moj jedyny kontakt z poz. zgodnie z reszta z powzieta idea wygaszania popytu na poz.
w lcj bedzie cykliczna impreza "lcj baj najt", czyli najebka z kultura i sztuka. pozniej "warszawskie lansy i sransy". w gdansku zas akcja "jestesmy europejczykami", czyli jak sie szlachta bawi, to koszta sie nie licza.
zapowiada sie niezle.
w lcj bedzie cykliczna impreza "lcj baj najt", czyli najebka z kultura i sztuka. pozniej "warszawskie lansy i sransy". w gdansku zas akcja "jestesmy europejczykami", czyli jak sie szlachta bawi, to koszta sie nie licza.
zapowiada sie niezle.
Thursday
pompony i tampony
trip do polszy zaczal sie na powaznie planowac. co prawda nadal nie znam paru dosc zasadniczych elementow ekskursji owej (typu np. pewne spotkania mam nie poplanowane), ale planuje. bo kurwa czyms sie zajac musze, a kombinowanie i tworzenie planow mnie jakos uspokaja, co biorac pod uwage moje wkurwy w robocie bardzo cenne i przydatne.
wiec wczoraj na ten przyklad kupilem kupona-tampona-z-grupona. co prawda talon nie jest z grupona, ale grupera czy innego badziewia, ale kij w to. dwa noclegi w gdn mam za 199 polskich pieniazkow. co prawda lokalizacja noclegu nie szalowa, bo miedzy przymorzem, a oliwa, ale do eskaemki nie az tak znowu daleko. i tam tez, znaczy do gdn bym Pania A. sciagnal, bo szz to ja niekoniecznie chce wizytowac. musze ja jakos sprytnie podejsc.
oczywiscie zakup nie odbyl sie bez wpadek, bo na ten przyklad mnie konto dwa razy zczardzowano. w sumie nie konto, a kredytowke, ale jeden chuj.
no i stracilem watek...
wiec wczoraj na ten przyklad kupilem kupona-tampona-z-grupona. co prawda talon nie jest z grupona, ale grupera czy innego badziewia, ale kij w to. dwa noclegi w gdn mam za 199 polskich pieniazkow. co prawda lokalizacja noclegu nie szalowa, bo miedzy przymorzem, a oliwa, ale do eskaemki nie az tak znowu daleko. i tam tez, znaczy do gdn bym Pania A. sciagnal, bo szz to ja niekoniecznie chce wizytowac. musze ja jakos sprytnie podejsc.
oczywiscie zakup nie odbyl sie bez wpadek, bo na ten przyklad mnie konto dwa razy zczardzowano. w sumie nie konto, a kredytowke, ale jeden chuj.
no i stracilem watek...
Subscribe to:
Posts (Atom)