u gory kartka od moich szefowych. tej direct, i tej regionalnej. do kompletu byla dorzucona litrowa flacha smirnoffa, co podnioslo walor calego przedsiewziecia. z drugiej strony smirnoff to dalece kacorodne ustrojstwo, wiec walor jakby opadl. pewnym jednak jest, ze flache i tak sie ojebie.
a w sumie do ojebania flach powod jest. robota sie nazywa, a sluzbowy telefon to najwieksze przeklenstwo jakie czlowieka dopasc moze. bo skazuje ono na prace ciagla. nawet sie spokojnie nalupac nie mozna, bo cholera wie, kto zadzwoni, po co i z czym.
poza tym pracuje w warunkach dalece seksulanych, ze tak to ujme. bo wszyscy mnie ruchaja. i firma, w ktorej pracuje, i klient, u ktorego stacjonuje, i wesole misie, ktore pracuja dla mnie. chyba nawet w burdelach o sporej mocy przerobowej takiego rzniecia nie ma.
za miesiac zas sie bede chillowac, zen lapac i ogarniac towarzysko. poniewaz ma strona na miles and more (obecnie w kolorze srebrnym) wygladala jakos tak smutno bez zadnego bookingu, to zem klepl PL. bo w sumie poswiatecznie tak by trzeba bylo wjechac, pospotykac sie, pochlac etc etc. i we zwiazku z tym 22.01 laduje w KTW. 31.01 wylatuje z GDN. bedzie zacnie nadzieje mam.
a jutro, wigilijnie, na 8 rano. bo trza payroll naprostowac.

