Sunday
Saturday
kutas niemyty
ogólnie trochę chujem niemytym nakurwia, co srednio sie mnie podoba. a nawet mi sie nie podoba.
wkurwiac mnie powaznie pare rzeczy zaczyna.
wkurwiac mnie powaznie pare rzeczy zaczyna.
potrzeby uświadomione
potrzebuję dwóch rzeczy (cholera wie, jak je zdobyć, ale pewnie jakoś się da):
- samochód na niebieskich blachach,
- paszport dyplomatyczny.
niby małe rzeczy, ale bardzo praktyczne. czas zacząć poszukiwania dyplomaty?
- samochód na niebieskich blachach,
- paszport dyplomatyczny.
niby małe rzeczy, ale bardzo praktyczne. czas zacząć poszukiwania dyplomaty?
Thursday
Tuesday
alesienajeblem
otrzymane butelki wina zdecydowanie sie przydaly. szpadel zostal osiagniety. byl on konieczny. zdecydowanie.
Monday
o wojażu słów kilka
impreza całkiem, całkiem. pomijając urocze dzieciątka na pokładzie LO 433, prawie czterogodzinne opóźnienie easyjeta z MAD na MXP i mały bałagan na CGN, było przyjemnie.
w madrycie jak zwykle nie wiedziałem na kogo/co/gdzie patrzeć, T1 na MXP mnie pozytywnie zaskoczył, a w Kolonii nabyłem po okazyjnej cenie spodnie (bo jak wiadomo proste ciemne spodnie, to rzecz rzadka i trzeba brać, jak dają).
następne w kolejce ARN. albo LHR. jeszcze nie wiem.
Thursday
geopolityka we zagrodzie
wczoraj sie dzialo. przyjechal prosiak zabrac papiery. ogolnie raczej dretwo bylo, ale sytuacja sie rozruszala po winie. piwo zas spowodowalo, ze wyjasnione zostaly pewne drazliwe kwestie, w zwiazku z czym obrazy majestatow i inne wkurwy staly sie nieistotne. dodam tez, ze sie najebalismy i jeszcze cierpie.
jutro zas madrid. ogolnie jestem nawet przygotowany, dzis musze sie tylko spakowac i wyruszyc w tur. niech tylko kurwa nic nie probuje mi sie zesrac, bo sie poirytuje. w razie czego siano na powrot mam ready to use :D
jutro zas madrid. ogolnie jestem nawet przygotowany, dzis musze sie tylko spakowac i wyruszyc w tur. niech tylko kurwa nic nie probuje mi sie zesrac, bo sie poirytuje. w razie czego siano na powrot mam ready to use :D
Tuesday
jebnięty walęty
walentynki byly bardzo tradycyjne, gdyz nadzgalem sie bylem. oczywiscie nie sam, bo to nie wypada, ale z pania przewodnik, gdyz akurat wizytuje ona poz, pomagajac kolezance w akcji przeprowadzkowej.
tak wiec najpierw udali my sie byli na gwarna, do mnie czy do ciebie, ale tam nas panienka poinformowala, ze rezerwacje, ze maks 2 godziny i ogolnie lepiej byloby jakby my sobie poszli, co tez uczynilismy. no bo jakos zadne z nas nie mialo ochoty ogladac tych zaparchacialych, romarzonych ryjow.
udali mi sie wiec do dragona, via mac. bo wiadomo, ze cziz przed konsumpcja alko jest wskazany. no i w tym dragonie konsumowali my byli. grolsche. w sumie 6. efekt pewien byl, bosmy sie dzgneli.
takie walentynki sa zdecydowanie fajne. bo fajnie jest kulturalnie dziabnac w kulturalnym towarzystwie :D
tak wiec najpierw udali my sie byli na gwarna, do mnie czy do ciebie, ale tam nas panienka poinformowala, ze rezerwacje, ze maks 2 godziny i ogolnie lepiej byloby jakby my sobie poszli, co tez uczynilismy. no bo jakos zadne z nas nie mialo ochoty ogladac tych zaparchacialych, romarzonych ryjow.
udali mi sie wiec do dragona, via mac. bo wiadomo, ze cziz przed konsumpcja alko jest wskazany. no i w tym dragonie konsumowali my byli. grolsche. w sumie 6. efekt pewien byl, bosmy sie dzgneli.
takie walentynki sa zdecydowanie fajne. bo fajnie jest kulturalnie dziabnac w kulturalnym towarzystwie :D
Sunday
kutno
pan m. opuscil dzis poz. w srode prosiak ostatecznie opusci wichrowe, tzn. zgarnie reszte swoich manatek i bedzie po zabawie. o ile pierwsze opuszczenie mnie nie raczylo do konca, o tyle z drugiego sie ciesze.
ela mnie lekko ujebala terminem poprawki, bo tak sie sklada, ze wyznaczyla go na czas, kiedym to ja bede w okolicach palacu krolewskiego w madrycie biegac. musze cos z tym fantem wykombinowac.
nowej roboty wciaz niet, a wkurw rosnie. jest kurwa bosko w chuj.
magisterka w polu.
draaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaamat.
ela mnie lekko ujebala terminem poprawki, bo tak sie sklada, ze wyznaczyla go na czas, kiedym to ja bede w okolicach palacu krolewskiego w madrycie biegac. musze cos z tym fantem wykombinowac.
nowej roboty wciaz niet, a wkurw rosnie. jest kurwa bosko w chuj.
magisterka w polu.
draaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaamat.
Thursday
Tuesday
rieslingi
spowodowaly byly one, ze mam kaca. wlasnie sie on uaktywnil i leb mnie pizga. jakis taki malo poskladany sie czuje ogolnie i chce do lozka. ale nie moge, bo primo, ze w robocie trzeba sie animowac do 16:30, a secundo ze basen dzis, bo se Michas wymozdzyl, ze on by chcial. wszystko fajnie, ale ja dzisiaj tylko brodzik i zjezdzalnia ewentualnie.
poza tym zen mnie lekko opada, bo jakos nikt nie chce mnie zatrudnic. takie aplikowanie w proznie, co jest malo motywujace. ale chuj, trza szukac dalej, bo z ksesem trzeba sie rozstac. i to im szybciej, tym lepiej.
jak mi sie kurewsko chce spac. ja jebie.
poza tym zen mnie lekko opada, bo jakos nikt nie chce mnie zatrudnic. takie aplikowanie w proznie, co jest malo motywujace. ale chuj, trza szukac dalej, bo z ksesem trzeba sie rozstac. i to im szybciej, tym lepiej.
jak mi sie kurewsko chce spac. ja jebie.
Saturday
Pójdziesz Kurwa Pieszo
Postanowiłem udać się do Gorzowa. Nie żeby tak bez celu, tylko w
konkretnej sprawie oddanie Pani Irenie wypożyczonego laptopa. Nic nie
zapowiadało, że ta podróż będzie w jakikolwiek sposób wyjątkowa,
niezwykła i pełna przygód. Zaczęło się od komunikatu wygłoszonego
przez sympatyczna panią, nie wiem czy Krysie i nie wiem z którego
turnusu, że mój wesoły treni jest trochę delay. Trochę to znaczy minut
60. Nie powiem, informacja ta średnio mnie uraczyła, ale co zrobić.
Poszedłem na kawę, zapaliłem, Przekrój poczytalem i jakoś godzina
minęła. Po owym czasie sympatyczna pani poinformowała, że treni a i
owszem, ale trzeba poczekać dodatkowe 20 minut. No chuj, 20 minut w te
czy nazad nie wydawało się czasem specjalnie długim. W końcu dykizans
wjechał, zająłem miejsce we ferst klasie i czekałem na odjazd. Jak na
złość odjazd nastąpił 20 minut po wjeździe, więc opóźnienie wyniosło
już 90 minut. Nie wkurwiało mnie to nadmiernie, bo wygodnie sobie
siedziałem. W drodze do Krzyża uzyskałem zaś pocieszające info, iż
szynobus będzie oczekiwał na tej, jakże ważnej, węzłowej stacji.
Wysiadam w Krzyżu, biegnę jak ta rącza sarenka po leśnej polanie i co
widzę. No tak, rzeczony szynobus. Ale jakiż kurwa był on! Był on kurwa
miniaturką szynobusa. Taka mini mini, tyci tyci. I kiedym się znalazł
koło niego zauważyłem, że zostały tylko promocyjne miejsca stojące. I
to ostatnie. Prawie jak poranna pestka między Słowiańską a Teatralnym.
Więc wygodnie i komfortowo. Oczywiście nie muszę dodawać, że to nie
koniec atrakcji. Bo szynobus jest klimatyzowany. A po co włączać
jakąkolwiek maszynę, która by powietrze mieliła, skoro na dworze 10
stopni w plusie. Tak więc po 3 minutach od odjazdu zrobiło się duszno
i lepko. Oraz pojawił się On. On smród. Bo wiadomo, że z higieną i
znajomością mydła w narodzie słabo. Antyperspiranty to też raczej
wynalazek szatański. W tych, jakże uroczych okolicznościach przyrody
jadę już ponad 40 minut. Zostało jeszcze 20 i mam nadzieję, że dojade
i nie skonam od smrodu.
Życzę przyjemnych i pełnych przygód podróży z PKP IC oraz Przewozami
Regionalnymi. Troska obu spółek o pasażera jest niewykla i powinna
stać się wzorem dla wszystkich firm chcących zniechęcić do siebie
klientów.
konkretnej sprawie oddanie Pani Irenie wypożyczonego laptopa. Nic nie
zapowiadało, że ta podróż będzie w jakikolwiek sposób wyjątkowa,
niezwykła i pełna przygód. Zaczęło się od komunikatu wygłoszonego
przez sympatyczna panią, nie wiem czy Krysie i nie wiem z którego
turnusu, że mój wesoły treni jest trochę delay. Trochę to znaczy minut
60. Nie powiem, informacja ta średnio mnie uraczyła, ale co zrobić.
Poszedłem na kawę, zapaliłem, Przekrój poczytalem i jakoś godzina
minęła. Po owym czasie sympatyczna pani poinformowała, że treni a i
owszem, ale trzeba poczekać dodatkowe 20 minut. No chuj, 20 minut w te
czy nazad nie wydawało się czasem specjalnie długim. W końcu dykizans
wjechał, zająłem miejsce we ferst klasie i czekałem na odjazd. Jak na
złość odjazd nastąpił 20 minut po wjeździe, więc opóźnienie wyniosło
już 90 minut. Nie wkurwiało mnie to nadmiernie, bo wygodnie sobie
siedziałem. W drodze do Krzyża uzyskałem zaś pocieszające info, iż
szynobus będzie oczekiwał na tej, jakże ważnej, węzłowej stacji.
Wysiadam w Krzyżu, biegnę jak ta rącza sarenka po leśnej polanie i co
widzę. No tak, rzeczony szynobus. Ale jakiż kurwa był on! Był on kurwa
miniaturką szynobusa. Taka mini mini, tyci tyci. I kiedym się znalazł
koło niego zauważyłem, że zostały tylko promocyjne miejsca stojące. I
to ostatnie. Prawie jak poranna pestka między Słowiańską a Teatralnym.
Więc wygodnie i komfortowo. Oczywiście nie muszę dodawać, że to nie
koniec atrakcji. Bo szynobus jest klimatyzowany. A po co włączać
jakąkolwiek maszynę, która by powietrze mieliła, skoro na dworze 10
stopni w plusie. Tak więc po 3 minutach od odjazdu zrobiło się duszno
i lepko. Oraz pojawił się On. On smród. Bo wiadomo, że z higieną i
znajomością mydła w narodzie słabo. Antyperspiranty to też raczej
wynalazek szatański. W tych, jakże uroczych okolicznościach przyrody
jadę już ponad 40 minut. Zostało jeszcze 20 i mam nadzieję, że dojade
i nie skonam od smrodu.
Życzę przyjemnych i pełnych przygód podróży z PKP IC oraz Przewozami
Regionalnymi. Troska obu spółek o pasażera jest niewykla i powinna
stać się wzorem dla wszystkich firm chcących zniechęcić do siebie
klientów.
Thursday
kapciuszek
zeby tradycji stalo sie zadosc ela zasadzila mi buta. i mam go w dupie. a juz na pewno w glebokim powazaniu.sie pojdzie, sie napisze jeszcze raz. i tyle.
w ogole basia powrocila. zrobili jej przeszczep, wykurowala sie i bardzo ladnie wspolpracuje (odpukac w jakies puste i niemalowane, czyli se zaraz w leb strzele). plyta glowna podobno u basi troche nie ten tego byla. wkurwia mnie tylko koniecznosc przerzucania wszystkich danych, nowych konfiguracji i innych gowien. no ale coz, nie kupilo sie dysku zewnetrznego, to sie ma.
w ogole basia powrocila. zrobili jej przeszczep, wykurowala sie i bardzo ladnie wspolpracuje (odpukac w jakies puste i niemalowane, czyli se zaraz w leb strzele). plyta glowna podobno u basi troche nie ten tego byla. wkurwia mnie tylko koniecznosc przerzucania wszystkich danych, nowych konfiguracji i innych gowien. no ale coz, nie kupilo sie dysku zewnetrznego, to sie ma.
Tuesday
ku kurwa pamieci part II
kurwa, niedlugo z bloga wyjdzie mi twiter czy inne cudo. niemniej jednak jestem chyba alkoholikiem. bo chyba tacy pija na wkurwa. a ze mnie podkurwili w robocie to pije. mialo byc wino, ale piwo wygralo z uwagi na ekonomike (tak, uep zryl mi baniak).
a propos akcji "ku kurwa pamieci" to mam drugiego maila. co prawda nie byl on adresowany do mnie, ale do kolezanki marty. a nie od dzis wiadomo, ze w outlooku kazde nas ma pokonfigurowane skrzynki swoje oraz wspoltowarzysza niedoli. tak wiec napisal do marty pan derektor psia jego mac. tez bedzie wesolo. choc jak przeczytalem tego maila po raz pierwszy, to mialem ochote zadzwonic i powiedziec mu, ze te podyplomowki, co robil, to moze se w dupe wsadzic, moze jaka frajde mu to sprawi (mam dziwna awersje do facetow w rozowych polowkach). oto i mail. taaaaaaaaaaaadaaaaaaaaaaaa!
>>Marta nie chce być nieprzyjemny ale z tego co wiem to Łukasz się zdeklarował wykonanie na poziomie niższym niż 50 % także gdyby nie Kaśka i jej reakcja to znowu by to było spieprzone . Takie jest moje zdanie.<<
tak wiec znowu jestem winny. coz... surpriz jest w planach. i to taki, ze im w pizdy i dupy pojdzie. taki maly szol na koniec :D
a propos akcji "ku kurwa pamieci" to mam drugiego maila. co prawda nie byl on adresowany do mnie, ale do kolezanki marty. a nie od dzis wiadomo, ze w outlooku kazde nas ma pokonfigurowane skrzynki swoje oraz wspoltowarzysza niedoli. tak wiec napisal do marty pan derektor psia jego mac. tez bedzie wesolo. choc jak przeczytalem tego maila po raz pierwszy, to mialem ochote zadzwonic i powiedziec mu, ze te podyplomowki, co robil, to moze se w dupe wsadzic, moze jaka frajde mu to sprawi (mam dziwna awersje do facetow w rozowych polowkach). oto i mail. taaaaaaaaaaaadaaaaaaaaaaaa!
>>Marta nie chce być nieprzyjemny ale z tego co wiem to Łukasz się zdeklarował wykonanie na poziomie niższym niż 50 % także gdyby nie Kaśka i jej reakcja to znowu by to było spieprzone . Takie jest moje zdanie.<<
tak wiec znowu jestem winny. coz... surpriz jest w planach. i to taki, ze im w pizdy i dupy pojdzie. taki maly szol na koniec :D
ku kurwa pamięci.
kwestia wprowadzenia. takiego maila zajebala mnie dzis szefowa odnosnie naszej zajebiscie w chuj fajnej wspolpracy z h&mem w gadkach. uwaga, bedzie ostro
Gratuluję. Teraz trzeba liczyć, że HM-owi wzrośnie apetyt i będzie częściej do nas uderzać z zamówieniami. Zgodnie z ustaleniami realizujemy 10% nadwyżkę. Cieszę się, że relacje z HM stopniowo ulegają poprawie!
Pamiętajmy o budowaniu bazy danych (imię, nazwisko, numer telefonu - z bieżących aplikacji, nawet na inne stanowiska) tak aby móc szybciej reagować w chwilach nagłego zapotrzebowania. Możemy także zacząć podejmować niestandardowe działania przy poszukiwaniach, o których rozmawialiśmy. Pamiętajmy o tym, żeby przynajmniej raz w tygodniu kontaktować się z HM (Łukasz), czy nie mają zapotrzebowania od nas. Wychodźmy z inicjatywą, jeśli nie będzie kontaktu z ich strony. Inicjujmy pytania o frekwencję, po każdej zmianie, jeśli takie dane nie zostaną nam samoistnie przekazane przez HM.
A teraz ta mniej przyjemna część.
Łukasz, mam jedną uwagę co do Twojego zachowania.
W piątek - sprawiałeś wrażenie zrezygnowanego i nastawiłeś siebie (i firmę) na to, że nie uda ci się zrobić nikogo na poniedziałek, a na wtorek ewentualnie coś, ale niewiele. Wiem, że sytuacja nie wyglądała kolorowo w piątek o 11, ale na wstępie się poddałeś!
Twoje nastawienie do pracy, zmusiło połowę firmy (mnie, Prezesa, Pawła, Natalię, Anię i Olę) do wytężonego działania i intensywnego wpływu na twoją motywację i działanie. Efekt jest fenomenalny - 100% frekwencji! I niewątpliwie nie udałoby się go zrealizować, gdyby nie twoja wytężona praca pod presją czasu. Jestem jednak pewna, że przy odpowiednim nastawieniu, zakasaniu rękawów, natychmiastowym działaniu i własnej inicjatywie względem członków zespołu (z prośbą o pomoc) - także by się to udało. Bez niepotrzebnej nerwówki i wpadania w panikę.
Wiem, że poświęciłeś swój prywatny czas w sobotę na podpisywanie umów - doceniam to (!), ale sposób w jaki rozmawiałeś ze mną i Anią na ten temat, stawiając "ultimatum" na zasadzie - "jeśli mi zapłacicie więcej to to zrobię - jeśli nie, to nie", bardzo mnie zirytował. Ania ze Szczecina była gotowa przełożyć swoje plany, i (nie znając firmy!) przyjechać i rekrutować ludzi, bo ma na względzie dobro KSS.
Twoja prośba o wyższą stawkę w sobotę była uzasadniona, ale sposób w jaki podjąłeś ten temat już nie. Zrzucam to na twoją reakcję na sytuację stresową, ale więcej takiego zachowania nie będę tolerować.
Jesteś bardzo inteligentną osobą, która potrafi świetnie kalkulować ryzyko i jest zdolna do intensywnych i nietypowych działań. Proszę, żebyś zaestanowił się, z czego wynika twój sceptycyzm i złe nastawienie i wyeliminował je. Nie chcę sytuacji, w której twoje nastawienie i brak działań mogłoby negatywnie wpłynąć na długofalowe relacje z Kluczowym Klientem.
Jeszcze raz gratuluję sukcesu. Myślę, że przydałyby się słowa podziękowania z twojej strony w kierunku Ani, Natalii i Oli.
Przepraszam, że nie mogłam przekazać ci tych informacji osobiście.
Z pozdrowieniami,
Katarzyna P.
Gratuluję. Teraz trzeba liczyć, że HM-owi wzrośnie apetyt i będzie częściej do nas uderzać z zamówieniami. Zgodnie z ustaleniami realizujemy 10% nadwyżkę. Cieszę się, że relacje z HM stopniowo ulegają poprawie!
Pamiętajmy o budowaniu bazy danych (imię, nazwisko, numer telefonu - z bieżących aplikacji, nawet na inne stanowiska) tak aby móc szybciej reagować w chwilach nagłego zapotrzebowania. Możemy także zacząć podejmować niestandardowe działania przy poszukiwaniach, o których rozmawialiśmy. Pamiętajmy o tym, żeby przynajmniej raz w tygodniu kontaktować się z HM (Łukasz), czy nie mają zapotrzebowania od nas. Wychodźmy z inicjatywą, jeśli nie będzie kontaktu z ich strony. Inicjujmy pytania o frekwencję, po każdej zmianie, jeśli takie dane nie zostaną nam samoistnie przekazane przez HM.
A teraz ta mniej przyjemna część.
Łukasz, mam jedną uwagę co do Twojego zachowania.
W piątek - sprawiałeś wrażenie zrezygnowanego i nastawiłeś siebie (i firmę) na to, że nie uda ci się zrobić nikogo na poniedziałek, a na wtorek ewentualnie coś, ale niewiele. Wiem, że sytuacja nie wyglądała kolorowo w piątek o 11, ale na wstępie się poddałeś!
Twoje nastawienie do pracy, zmusiło połowę firmy (mnie, Prezesa, Pawła, Natalię, Anię i Olę) do wytężonego działania i intensywnego wpływu na twoją motywację i działanie. Efekt jest fenomenalny - 100% frekwencji! I niewątpliwie nie udałoby się go zrealizować, gdyby nie twoja wytężona praca pod presją czasu. Jestem jednak pewna, że przy odpowiednim nastawieniu, zakasaniu rękawów, natychmiastowym działaniu i własnej inicjatywie względem członków zespołu (z prośbą o pomoc) - także by się to udało. Bez niepotrzebnej nerwówki i wpadania w panikę.
Wiem, że poświęciłeś swój prywatny czas w sobotę na podpisywanie umów - doceniam to (!), ale sposób w jaki rozmawiałeś ze mną i Anią na ten temat, stawiając "ultimatum" na zasadzie - "jeśli mi zapłacicie więcej to to zrobię - jeśli nie, to nie", bardzo mnie zirytował. Ania ze Szczecina była gotowa przełożyć swoje plany, i (nie znając firmy!) przyjechać i rekrutować ludzi, bo ma na względzie dobro KSS.
Twoja prośba o wyższą stawkę w sobotę była uzasadniona, ale sposób w jaki podjąłeś ten temat już nie. Zrzucam to na twoją reakcję na sytuację stresową, ale więcej takiego zachowania nie będę tolerować.
Jesteś bardzo inteligentną osobą, która potrafi świetnie kalkulować ryzyko i jest zdolna do intensywnych i nietypowych działań. Proszę, żebyś zaestanowił się, z czego wynika twój sceptycyzm i złe nastawienie i wyeliminował je. Nie chcę sytuacji, w której twoje nastawienie i brak działań mogłoby negatywnie wpłynąć na długofalowe relacje z Kluczowym Klientem.
Jeszcze raz gratuluję sukcesu. Myślę, że przydałyby się słowa podziękowania z twojej strony w kierunku Ani, Natalii i Oli.
Przepraszam, że nie mogłam przekazać ci tych informacji osobiście.
Z pozdrowieniami,
Katarzyna P.
zapomnialbym dodac part II
ze mialem sen. ale nie zwykly sen. otoz we snie tym wyrwalem. albo zostalem wyrwany. cholera, nie pamietam. ale najlepsze jest kogo/przez kogo. otoz palikota janusza. i nie wiem jak to kurwa mam rozumiec.
Subscribe to:
Posts (Atom)











