Saturday

pytanie egzystencjalne

dlaczego po trzech drinkach swiat jest mniej wkurwiajacy, a i komunikacja po angielsku idzie lepiej?

Thursday

jeblszy

bo kupiwszy bilety na polish trip on april. nie wiem, co mnie jeblo, ale opcja dus - lcj via fra, ber i wro (gdzie odcinek od dus bedzie po szynach, a nie w powietrzu) nie jest sensowna. choc byla najbardziej ekonomiczna i jest dalece przygodo (i gnojo) tworcza, bo takie kombinacje kolejowo - samolotowe nie sa dobre. ale zobaczymy.

poza tym wciaz spie, nie moge sie ogarnac i ogolnie chce do cieplego kraju. przykro mi, ze tak nudze.
albo i nie.

Sunday

z pola walki


wiec lece (znaczy jak opublikowane, to lecialem i nawet dolecialem) i powinienem narzekac na kukuryznika. bo kurwa huk jak w kombajnie marki bizon w sierpniowe popoludnie gdzies na rdzennie polskim polu jeczmienia. ale nie bede narzekac, pomimo tego, ze mysli swoich nie slysze. nie bede, bo sie jaram. stewardem sie jaram. taki kurwa niby nic, ale jak sie radosnie usmiechcnal (albo z politowaniem, co swietnie ukryc mu sie udalo, gdyz mialem problem z otwarciem overhead compartment) to bylbym gotow rzucic sie na niego z miejsca. jakie metr osiemdziesiat, troche ciemnawy ze specyficznymi rysami. no kurwa, ruchalbym bez marudzenia.

ale nie porucham, to ponownie zaznacze, ze kukuryznik marki crj 200 to ladnie na zdjeciu wyglada albo jak na plycie stoi.

i jeszcze kurwa ryczacy bachor. nosz ja pierdole.
_______________________


poznan byl zobaczony. spotkania towarzyskie bez szalu. jakos w sumie ochoty nie mialem. smiem twierdzic, ze cos zaczyna sie sypac.

_______________________


lufthansa i jej embraery mnie uraczyli. co prawda na drugiego bym sie spoznil, bo mnie sie gejty pojebali (nie wiem skad mi sie ubzduralo G39, kiedy w rzeczywistosci bylo to H39, ale w ostatniej chwili zaczailem, ze cos jest nie tak).
w samolocie zas mnie mysl dopadla, ze czas cos zmienic. ze ten poznan to w sumie warto juz tak calkowicie pozostawic, ze nie ma co sie marnowac i trzeba znalezc nowa robote. i takie tam.

_______________________

kurwa.

gicz cieleca

ledwo zem gicz umoczyl we misce, co by pediciury dokonac, a juz mi sie szczac zachcialo. no wkurwic sie mozna.

a tak poza tym, to trwa akcja przygotuj trip do polszy. rezerwacje podrukowane (bo check in on line to tak nie zawsze mozna), bilety pokupowane i ogolnie wszystko (oprocz spakowania sie) wydaje sie byc ready. mily by bylo, gdyby sie do srody nic nie zesralo. bo sie fajki koncza i na serio jechac trzeba.

poza tym zadzwonil byl wlasnie Pan M, ze on w polszy bedzie i czy moze by my sie jakos nie spotkali, bo on ma stosunkowo luzny grafik. no nie powiem, nie ma to jak sie odezwac pozno w czas. no ale z drugiej strony to nie pierwszy takowy wybryk jego.

moze sie w kwietniu zobaczymy. a moze i nie. sie zobaczy.

poza tym Halinka koszulki produkuje. jak tylko wyprodukuje, to zostanie zaprzegnieta do obfotografowania ich (i bym moze mnie w nich), co by pozniej mozna bylo sie zdjeciami pucowac po necie. a koszulkami po swiecie.

i tym wesolym rymem wielce wybitnym koncze wywod.

bez odbioru.

na nowy rok

zalozenie jest takie, ze na davidoffy, chanela, samoloty i wodke ma nie brakowac. takie moje priorytety.

poza tym musze sie ogarnac wewnetrznie, egzystencjalnie i poniekad przez to zawodowo.

i po swiecie bym sobie polatal. na razie mam tylko berlin kupiony na akcje "anna w bezie". 16 czerwca animacja weselna. na razie badam tokyo. a niedlugo zaczne eksplorowac rynek pracy.