Saturday

canti rosato

przyznac otwarcie musze, iz wzmiankowany winiacz na poczatku mnie nie do konca uraczyl, gdyz smak jego odebralem jako plaski. po 4 kieliszku jednakowoz walor wzrosl. prawdopodobnie za sprawa wbudowanych 12%.  w lodowie zas stacjonuje druga butelunia, tym razem czegos bialego i chilijskiego. bo sobota.

poza tym doszedlem do wsniosku, ze do czasu wylotu do PL (na razie w wersji return) postacjonuje w obecnym przybytku. bo w sumie wstawanie rano jest strasznie chujowe, ale zle nie placa, nie bija i nie gryza. co prawda admin taskow tam z lekka mniej, niz oczekiwalem, ale coz poczynic. poza tym za lekko bezsensowne uznac nalezy szukanie pracy na miesiac z kawalkiem.

chodzi za mna rzym. nie miasto, ale FCO bym obadal ponownie. czuje silny ciag i obawiam sie, ze koniecznym bedzie klepniecie jakiegos tiketa, bo moge nie przezyc. a sa oni ladni te bilety, bo za 170 funia jest 5 lotow, w wersji LX i LH, wiec nie parchaty SN, co paszy nie daje. mysle. bylebym tylko nie klepnal lota po pijaku.

Tuesday

Quando Deus fecha uma porta Ele abre uma janela!

moze i tak, nie wiem. ale tak stwierdzila wczoraj w mailu Pani Przewodnik, ktora udaje sie eksplorowac grecje z nowozapoznanym mezczyzna. zawsze to jakas opcja.

ja zas dochodze do wniosku, ze it's time i ze trzeba podjac jakies decyzje, bo moj gap year zbliza sie do konca, a ja nie bardzo wiem co i jak i gdzie i kiedy i po co. a stan tymczasowosci srednio mi sie podoba.

kurwa.

Saturday

bo to kurwy i zlodzieje sa

musze sobie znalezc inne zrodlo finansowania ekscesow. bo mnie nie raczy dalece poranne wstawanie. nie ma chuja we wsi. w nocy pracowac moge, popoludniami, ale nie kurwa rano. nie, i wuj.

zakonczylem tez (mam szczera nadzieje) walke na froncie biletow lotnicznych toczona z expedia. w sumie lepiej byloby napisac, ze ze skurwialymi gamoniami i klamcami, ale to dluzsza nazwa expedii po prostu. w piatek tydzien temu zakup biletow poczynilem - BHX - TXL, via HAM i CGN. i tak jakos kolo srody buszuje po swoim Miles and More i patrze w te rezerwacje sobie z nudy, a tam maly update. ze juz nie lece do TXL ale do MUC (skad kurwa MUC?). i ze na TXL tez sie objawie, ale na innym bilecie. czyli, ze w MUC wzmiankowanym trzeba by bagaz odebrac i ponownie zaczekowac, co przy czasie na change wynoszacym 1 godzine i minut 10 jest w chuj awykonalne. wiec napisalem maila do customer service expedii, ze wtf i zadam zmiany rezerwacji. a oni (z indii na dodatek) do mnie, ze Lufthansa mi rezerwacje zmienila, ale mam byc spokojny, bo oni to zalatwia, przebookuja i bedzie bosko. z ciekawosci postanowilem zadzwonic do Cioci Lufy i zapytac, czy cos grzebali w moim bilecie, a jezeli tak, to po co. mily pan z LH powiedzial mi, ze po pierwsze to oni nie grzebia z zalozenia, chyba, ze sie rozklad zmieni, a wtym konkretnym przypadku zmiany dokonala parchata expedia. wiec mnie wkurw chwycil, bo oklamywany byc nie nlubie, a jesli juz ktos zamierza to robic, to przynajmniej niech odbywa sie to tak, zebym faktow nie pokleil. wiec ja znowu mail do indii, ze jestescie klamcy i domagam sie telefonu i przebookowania. telefon ustawilem na 5 PM i nie powinno byc dziwnym, ze nikt nie zadzwonil. wiec znowu mail i tym razem callback request na 9 PM (bo zem sie na kolacje udawal, ale o tym zaraz). i zadzwonil pan ciapaty o 8:20 PM. co to byla za rozmowa... a raczej dwa monologi, bo ni chuja sie nie rozumielismy.  znaczy rozumialem tylko tyle, ze mi usilnie proponuje TXL via FRA (czyli jeden change, a ja chcialem dwa), na co ja usilnie odmawialem. kiedym juz sie wkurwil i powiedzial, ze mnie lekko piss off takie pierdolondo pan hindus w cudownych okolicznosciach znalazl mozliwy lot via MUC i CGN. wiec od razu powiedzialem, ze tak chce, poprosze i nie ma dyskusji. oczywiscie pan nie mogl obiecac, ze to sie uda zrobic, bo to musi jego supervisor zaakceptowac i takie tam, ale w dupie to mialem i w razie czego bylem gotowy zadzwonic tam w piatek i im zrobic jubel, uprzednio co oczywista nasmarowac im na FB, ze sa chuje, klamcy i jelopy. udalo im sie jednak tego unikac, gdyz o 14 (a dodam, ze potwierdzenia mialo byc rano - tylko w sumie nie wiem, czyje rano, bo indie to troche inna time zone) dostalem maila (na dodatek zgodnego z tym, co wyswietlilo sie na M&M i checkmy trip), ze a i owszem jest TXL i na dodatek w znacznie wyzszej taryfie. wiec sukces. jednakowoz gdyby ktos pytal, to stanowczo nie polecam expedii. bardzo stanowczo.

a co do kolacji to byla. zwolala ja pani em wu, bo jej kolezanka na mauri-kurwa-tius wraca myslec nad losem, a poza tym, to tez wypadaloby sie spotkac i popierdolic o marynie i jej dupie. wiec na kolacji rzeczonej kolezanke rzeczona z mauri-kurwa-tiusa poderwalem. tak o jak zwykle, czyli robiac nic. trzeba mi przyznac, ze mam talent. nie wiem tylko co teraz z tym fantem zrobic, bo mnie dziewoja raczej nieuzyteczna jest. ot, kleska urodzaju czy cos.


nabylem bilet do polszy. na razie return, ale kto wie, co sie wydarzy pozniej. tak wiec zgodnie z zakupionym owym biletem 7 wrzesnia o 8:15 udaje sie do Berlina, via HAM i CGN, co by 16ego tego samego miesiaca powrocic z WAW, via MUC i FRA.

zakup tegoz biletu spowodowal, iz zastanawiac sie poczalem z kimze ja chcialbym sie w PL spotkac. i lista taka troche short, bo tak w praktyce, to w sumie z jednym paxem bardzo i z czterema innymi mniej troche. POZ najchetniej w ogole wyjebal z planu, ale nie wiem, czy sie uda. bo moze koniecznym bedzie omowienie co tam w Azji i czy zbierac na singapur. bo w sumie tam mnie nie bylo, a uwazam, ze udac sie powinienem. poza tym na pewno odwiedze GDN. bo mnie kusi sobieszewo i sopot.

jednakowoz chuj dumanie nad losami ekskursji, kiedy w lodowce prosecco, a i cava czeka na konsumpcje.

Wednesday

kombinujac

projekcik motoryzacyjny, a w zwiazku tez z tym i wesole wycieczki stagecoachem do warwick, zakonczyli sie byli. wracam wiec do, prawie permanentnego, stanu poszukiwania nowego zrodla finansowania ekscesow. na razie zweksluje sobie piniadz na niewykorzystane urlopy. troche tego w sumie byc powinno.

przy czym pewne novum stanowi miejsce poszukiwania owych zrodel, bo poczynilem zem wysilki i potworzylem se kontka na serwisach polskich, a to z racji dalece skurwialej tutejszej pogody (bo na przyklad wczoraj bylo tak zajebiscie cieplo na zewnatrz, ze az w chacie ogrzewanie zostalo zalaczone) i oczywiscie niskiej urodnosci mieszkancow.

poza tym nuda, WIN8 hula (co prawda barbara czasem sie oburza, ze jak to moglem jej tak bez pytania OS zmienic i sie podwiesza na te okazje, ale szybko jej przechodzi i dalej plynnie funkcjonuje), znowu mam burdel w pokoju, a moje bilety do PL co byli w ladnych cenach owe stracili i musze szukac dalej.

ot, nuda.

Saturday

antydepresanty

otrzymalem wczoraj informacje, iz trunki na bazie piolunu i innych ziol skutecznie poprawiaja nastroj i przeciwdzialaja depresji. wiec loje martini z tejze przyczyny. co prawda nie wiem, czy cala butelka bardziej szkodzi, czy tez pomaga, ale loje. bo dobre, czerwone i wchodzi.

puscilem sie dzis bylem poza tym. na shopping. bo mnie sie ubranka robocze skonczyli i trzeba bylo zanabyc jaka nowa szmate. i sie skonfundowalem. bo mierze ja w sklepie szwedzkiej sieci h&m cwetr w rozmiarze standardowym, znaczy s, a on okazuje sie worem pokutnym mocno zbyt duzym. mysle sobie "pewnie chujowy kroj" i biore xs. a tenze cwetr w rozmiarze xs nawet lezy. ale ze mnie nie uraczyl, to sie udalem do gapa. i tam tez ladna wyprzedaz, odzien masa i biore ja sweterki w rozmiarze s, co by je przymierzyc i obadac ich ladnosc na mnie. cos mnie jednakowoz podkusilo, by wziac rowniez xs rozmiar. bo byl. okazalo sie, ze xs mnie bardziej lezy. i teraz nie wiem, czy cos przy rozmiarowce pogrzebali (znaczy dostosowali ja do potrzeb miejscowych), czy o co chodzi. bo ja wymiary mam constans i nie ma wuja, bym schudl/skurczyl sie/whatever.

back up plans creating in progress.

Thursday

toughie

Nie ma juz pytania czy spierdalac z tej parchatej wyspy, pojawilo sie za to pytanie gdzie? Bo ze spierdalac, ino szybko, mowi mi za kazdym razem pogoda (ostatnio wieje, pada, wieje, pada, pada, pada i jest 15 stopni), urodnosc ludnosci tutejszej i moje ogolne nieuraczenie sie tutaj. Jebie po prostu kiszonym sledziem z taka intensywnoscia, ze ochujec idzie i ocipiec do kompletu. Niestety problemem jest wyznaczenie miejsca, gdzie sie udac mam. Bo kurwa ni chuja nie mam wizji, co mnie nie cieszy.

Poza tym moj projekt z gatunku 'Market Researcher' sie powoli konczy i trzeba szukac nowej roboty.

Do kompletu zas zainstalowalem sobie Win8 Costam Preview. Co prawda walczylem trzy dni ze sterownikami do grafiki, ale teraz juz hula.