Saturday

Gdzie te gangstery

O bankowości detalicznej

Konta bankowe, wydawałoby się, we wszystkich krajach cywilizowanego świata (znaczy EU), powinny hulać na podobnych zasadach. Znaczy zakładasz, dostajesz dostęp via internet i tam sobie gmerasz z przelewami i innymi malwersacjami.
Okazuje się jednakowoż, że w Bułgarii to trochę inaczej wygląda. Trochę bardziej inaczej. Bo, jak już wcześniej smarowałem, kartę płatniczą odbiera się z banku, bo z pocztą to nigdy nie wiadomo. O dostęp do internetu też trzeba poprosić i mieć nadzieję, że się dostanie.
Nie inaczej jest z bankowością internetową. Bo konta internetowe, podobnie jak pedały, dzielą się na pasywne i aktywne. Ja do niedawna miałem pasywne, co nie do końca pokrywa się z moimi zainteresowaniami. Ja rozumiem, że czasami można, ale żeby jak permanentnie... Nuda. No, ale wracając do kont, to musiałem udać się do oddziału i poprosić o to, żeby z własnego konta pieniądze przelewać. Pani w banku była taka jakby zadziwiona, że ktoś chce w ogóle takie rzeczy robić.
Ten kraj nie przestanie mnie chyba zadziwiać.

Sunday

update

żyję, ale trochę się dzieje. chwilowo nie ogarniam tego burdelu. do kompletu mam kaca.

do końca tygodnia sytuacja powinna wrócić do normy. powinna.

Saturday

w drodze


W Sopocie byłem i sałatkę owczarską żarłem.

Teraz Veliko Tarnovo.

A w poniedziałek do pracy, freelanserka się skończyła.

Kartki niewysłane wciąż.

Monday

Tu żem był


Znaczy Rezovo. Przy granicy tureckiej. Jak widać.

Natknąłem się tam również na jakie 10 samochodów z polskimi rejestracjami. Bo czemuż by nie.

Wkurwiwszy się dalece

Zaczyna się okazywać, że wycieczka do Bułgarii była nie do końca tak świetnym pomysłem, jakby się wydawać mogło.

Bo tak się niefartownie złożyło, że w piątek się rozstałem ze swoim zakładem pracy. Po raz pierwszy w swojej dotychczasowej karierze zawodowej zostałem zwolniony. Nie żebym coś przeskrobał, co to to nie. Po prostu jebany klient zażyczył sobie redukcji zespołu. Bo jednak uznali, że 14 osób to za dużo, bo potrzebują 7, bo jednak nie zamierzają robić ekspansji na rynku europejskim. Klucz wedle jakiego dobrali osoby do wyjebania jest dalece tajemniczym i w sumie chyba sami amerykańce nie wiedzą, czym się kierowali. Bo postanowili oni zrezygnować z osób, z których w sumie rezygnować nie powinni byli.

Więc zgodnie z papierami jestem zatrudniony do 9/08, z tym, że nie muszę się trudzić chodzeniem do pracy. Taki miły akcent.

Sama procedura rozstawania się była nawet miła i cywilizowana. Znaczy czułem pismo nosem i wiedziałem, że coś jebnie, nie sądziłem jednakże, że tak szybko. Ale chuj, zdarzyło się.

I tak teraz sobie jestem gdzieś na końcu Europy, w kraju, gdzie rynek pracy jest chujowo chujowym i dumam nad dalszym postępowaniem. Gdyby nie Miś, to już prawdopodobnie bym posiadał był bilet, w wersjo one-way, na wyspy jebane kiszonym śledziem. Bo jednak tam szanse na znalezienie roboty są znacząco wyższe, niż tutaj. Ale że On tutaj jest, to mi tak trochę utrudnia działanie. Przy czym utrudnianie potrwa do końca tygodnia, bo jak nic się nie uda wyanimować (ani nic się na horyzoncie nie pojawi), to czas pakować zabawki i przenosić się w inne miejsce. Pytanie brzmi tylko gdzie i jak i po co.

Jestem, delikatnie rzec ujmując, wkurwiony, bo nie takiego rozwoju wypadków się spodziewałem. Zdecydowanie nie.


Chuj jasny zza szafy by to wszystko strzelił.