Sunday

czas który pozostał

czyli film ozona, co zem go w nocy ogladal. o ile black swan pizgnal mnie w glowe tak zaraz po seansie, to ten zadzialal na zasadzie bomby z opoznionym zaplonem. jakby mi ktos lopata w leb przypierdolil dzien pozniej. czlowiek obejrzy i sie zastanawiac nad soba zaczyna. mysli, mysli, nakreca sie.

zrobiwszy maly risercz wiem, ze z lekka skrewilem ze studiami. bo trzeba bylo isc w ksiegowosc i bilanse plodzic. na szczescie nie jest za pozno - mozna jebnac FiR jako druga magisterke (a na pewno zlozyc na nia papiery) i do tego se w cosinusie kurs z rachunkowosci strzelic. zapytaja panstwo po co pewnie - otoz w australii i na new zeland ksiegowych biora jak leci. i chyba antypody to dobry plan jest. mam dwa lata na zorganizowanie tej imprezy.

Thursday

bywało lepiej

na literakach target został achieved, czyli w rankingu podbiłem powyżej 1800. konkretnie mam numerek 1802 i wbijam wciąż wyżej.

niestety w innych kwestiach jest poniekąd mniej kolorowo. bo tak - praca magisterska wciąż jest jakby w polu, z którego nie chce ona ruszyć. a ja też jakoś nie zamierzam jej traktorem stamtąd holować. zapewne zrobi to mój promotor, jednakże ta opcja jest dość ryzykowna.
poza tym z kss się rozstali my byli. i to nie do końca w sposób, w jaki bym sobie życzył. bo otrzymać wypowiedzenie to raz, a dwa, że później w firmę mail poszedł, że rozstanie a i owszem nastąpiło, ale pani manager zasugerowała, że zabiłem jej pół rodziny, spaliłem ze trzy oddziały i zeżarłem całą dokumentację. cóż. bywa. płakać nie będę.
coraz poważniej się zastanawiam nad emigracją z tego dzikiego (jednak) kraju. bo nie dość, że mnie pan prezes do grona biedoty zaliczył (surowa szynka z biedry wygrywa), to jeszcze przewodnie tematy to cukier i smoleńsk. czasem coś ktoś o OFE przebąknie, ale jakoś bez przekonania i wiedzy głębszej. a jakby nie patrzeć, to sytuacja z lekka dramatyczna jest - dzieci się nie robi (bo i za co?), emerytury będą tak wielkie, że tylko zęby w ścianę i kit z okien, infrastruktura też bardziej na poziomie wschodu (ale nie dalekiego) niż zachodu. czekam tylko momentu aż ktoś łaskawie ogłosi, że to wszystko żydów, pedałów, masonów i cyklistów wina i zróbmy z jezusa króla RP.
z emigracją jest jednak ten problem, że nie wiem, jaką mańkę obrać. w grę wchodzi służba u Jej Królewskiej Mości Elizabeth II, kraj syropu klonowego i owce na New Zeland. ewentualnie skandynawia, ale tam bez worka persenu i kilkunastu skrzynek wódki mógłbym zimy nie ujechać. więc nie wiem. na razie muszę się obronić.

a na koniec złota myśl, co do mnie mailem przywędrowała - nie oglądaj się za siebie, bo ci z przodu ktoś przyjebie.
w tym momencie nie ma juz pytania czy emigrowac, ale gdzie. badam kanade.

Monday

life is brutal and full of zasadzkas


niech mi ktoś wyjawi, dlaczego wszystko wydaje się ciekawsze, bardziej zajmujące i wciągające aniżeli pisanie pracy magisterskiej?

Friday

koniec

no i sie rozstalismy z ksem. pani managjer wjchala, wreczyla wypowiedzenie i po robocie. czuje sie dziwnie jakos. bo z jednej strony siana niet, co mnie martwi, ale z drugiej strony takie poczucie, ze mam luz, spokoj i ze juz nie musze sie uzerac z nimi. az sie nachleje z tego wszystkiego dzis.

Wednesday

szparagowozem do madrytu

Ryan uruchamia od maja samolot z POZ do MAD. jestem więcej niż uraczony!

Sunday

apdejt

a może jednak jest jakas nadzieja na maly wiosenny romans :D

Friday

beka.

bo mnie Pani M. dzis w robocie pyta, czy w razie czego, to ja bym sie animowac w sadzie pracy chcial. jakby ja brzydko potraktowali. oczywiscie, ze bym chcial. ja tam sady lubie.

poza tym istnieje powazna obawa, iz moge byc za pan brat z alkoholizmem. bo wczoraj wino poszlo do obiadu (w sumie sie korek zlamal, nie bardzo bylo czym zamknac, to wydudnilem, bo sie nie godzilo, zeby wietrzalo), a dzis racze sie wyborowa z tonikiem. bez towarzytswa, bo po co ktos by mnie opijac mial. no zagwozdka z lekka.

poza tym sie interes kreci, dziwki skacza i jest kolorowo.

poza tym wiosna idzie. gorzej, ze nowego ruchania nie widac.

Thursday

CRM

ryby? wrzuć im, oni lubią takie śmierdzące interesy.

Saturday

Thursday

no wkurwa mam. zjebie dzis te rozkurwione jak gnoj po polu piczki z grupy, bo przekladac to one se moga wizyte u ginekologa, a nie zajecia.

do tego szczekam kurwa jak piesek preriowy czy inny zwierz, kicham, prycham i mam wkurwa z tego powodu.

z robota tez kiep jakis dziwny, choc poniekad wyjasniony.

no i jeszcze jeden rozjeb. malusi mentalny. szlag by to.