zacznijmy może od kontynuacji wątku z notuni poprzedniej, czyli perwersyjnych akcji z gatunku to sobie pokonferujmy na telefonie. więc był ten magiczny conference call. co to był za call. och i ach.
zaczęło się jak zwykle od wymiany uprzejmości i sprzedania mi zjeby, że co to ja niby tam robię, że kawka i pecik i tak dzień mija. więc uprzejmie wyjaśniłem, że nie kawka i pecik, ale referencje, CRB, ludzie co nie chcą pracować i chujowe stawki, co są oferowane. na to była odpowiedź, że to nie chujowe stawki, ale moja niechęć i nieumiejętność znalezienia kandydatów do tych cudownych ról. oraz lista wskazówek, co zrobić mnie należy, by bookingi były wypełnione, firma szczęśliwa i ogólnie króliczki, wiosna i ogólna euforia. niestety, po pierwszej wskazówce, co była tak debilna, że mnie się słabo zrobiło i miałem ochotę zakrzyknąć soli trzeźwiących dajcie, nie wytrzymałem i chciałem powiedzieć, że brzmi to nieźle, ale ma parę mankamentów. zdążyłem tylko powiedzieć yes, it sound good, but... i zaczęła się jazda. jazda, że ja torpeduję wszystkie pomysły, robię nic i ogólnie na chuj tam jestem. kiedy chciałem uprzejmie przeszkodzić i się wytłumaczyć, że sorry, ale kurwa trochę inne optyki mamy, usłyszałem tylko don't disturb as I'm talking. i chuj. żyłka pękła, ciśnienie skończyło i skończyło się pierdzenie na słodko. byłem uprzejmy wysłuchać całej tyrady i po jej zakończeniu powiedzieć, że trochę to wy went too far i zapytać, czy mają jeszcze jakie problemy, czy można już kończyć. jako że w callu brały udział 4 osoby, czyli ja, dwie laski z REMASa i ic h menadżer ta ostatnia wzięła na siebie ciężar łagodzenia sytuacji. że to w sumie trochę emocji, że za ostro, że porozmawiajmy. niestety, nie miałem ochoty brać w tym udziału i zapytałem, czy możemy już kończyć, bo mam trochę roboty i uważam, że ten call to nie jest najlepiej spożytkowany czas i że chciałbym już skończyć. na co usłyszałem, że ok, i że będziemy in touch. ciśnienie miałem takie, że marzyłem tylko o dwóch fajkach pod rząd i setce wódy. a jak na złość pojawił się koleś, co go miałem rejestrować do jakiejś fuchy. żeby było lepiej, to koleś zrejterował, bo uznał, że on jednak nie. i w tym momencie to już było za dużo.
zanim jednak zacząłem z nim konwersować, zdążyłem napisać maila do mej manager co bawiła była na jakimś szkoleniu czy czymś z prośbą o kontakt. urgent. po niezbyt owocnej rejestracji udałem się zaś na fajkę i spaliwszy dwie wróciłem do biura. akurat zadzwoniła szefowa i jej kulturalnie wyjaśniłem, że a) tośmy dzisiaj poszaleli na callu i że critical point has been reached, b) że w takich warunkach to ja pracować nie zamierzam, c) to nie żart i liczę na reakcję.
i się zaczęło. nie minęło 20 minut i szefowa dzwoni ponownie, że rzeczywiście, trochę nieprzyjemnie, ale mummy always protecs you i że jutro wpadnie na wizytę pani manager od tych laś i sobie będziemy mogli wszystko wyjaśnić. i chuj, wystarczało zagrozić spierdoleniem i już zaczęli trochę jakby sensowniej działać.
dzień z panią manager bardzo miły był i rzeczywiście owocny. tylko czemu nie szło tego całego gówna wyjaśnić sobie wcześniej. ot, zagadka.
następnie była sobota u Państwa Ł., a tam złowieszczy dziki ryż, łosoś i Żydzi. Żydzi spaleni, łosoś upieczony, a ryż następnego dnia połamał zęba Pani Halince (swoją drogą czekać tylko, aż złamie ona palca w dupie, bo to dość prawdopodobne). poza tym śniegiem przyjebało i było kolorowo.
a dziś w robocie najazd person ze wszystkich maniek, łącznie z panią manager pani manager od tych ww. laś. też śmy sobie pokonwersowali, że co i jak i w ogóle. ruski cyrk w tej firmie.
poza tym długi weekend się właśnie zaczął, za 8 dni Polsza i inne takie animacje.
czy wspominałem o portugalskim absztyfikancie?
Thursday
Tuesday
polej pan sete
sety mi trzeba. moze nawet dwoch. w sumie trzy nie bylyby glupim pomyslem. bo czas przestac ukrywac, ze dokonalem zawodowego upgrade'u. bardziej mozna by to opisac zamiana gowna w srednio ladnym papierku na gowno w pieknym i blyszczacym zawiniatku. bo to co sie tam wyprawia ostatnimi czasy przyprawia mnie o kurwice, chujnice i wscieklizne. i wcale nie zartuje ani tez sytuacji nie upiekrzam. jutro na ten przyklad moge nie ujechac kolejnego conference call i powiem im, jakiez wysokie mam o nich zdanie i gdzie mnie oni ucalowac moga za przyzwoleniem mem.
jasne, niby rozwoj, 17k i te sprawy. ale caly ten jubel nie jest tego wart. szkoda mojego zdrowia i nerwow. wole zapierdalac za mniejsze pieniadze, ale miec swiety spokoj i nie dealowac z idiotami tego kalibru, co ich mam pod reka.
szczerze mowiac nie wiem, czy do urlopu uciagne. a to tylko 11 dni w robocie. jebie sledziem az trzeszczy.
jasne, niby rozwoj, 17k i te sprawy. ale caly ten jubel nie jest tego wart. szkoda mojego zdrowia i nerwow. wole zapierdalac za mniejsze pieniadze, ale miec swiety spokoj i nie dealowac z idiotami tego kalibru, co ich mam pod reka.
szczerze mowiac nie wiem, czy do urlopu uciagne. a to tylko 11 dni w robocie. jebie sledziem az trzeszczy.
zamienil stryjek
po niecalych szesciu tygodniach w nowej robocie moge smialo powiedziec, ze jest to dokladnie takie samo gowno jak poprzedni zaklad pracy. co prawda obecny jubel z wierzchu znacznie lepiej sie prezentuje, ale w srodku czar pryska i chuj czlowieka strzela.
zeby bylo zabawniej, to sie okazuje, ze na 5 osob (pani managjer nie wliczajc) na 6 zatrudnionych (z pania managjer wliczona) 5 poszukuje nowego zajecia. wynik niemalze stachanowski i norma na chwale imperium wyrobiona.
wiec tak sobie tam siedze i w czasie, kiedy mnie chuj nie strzela, nic mnie nie wkurwia i nie mam ochoty wyskoczyc przez okno (w sumie 10 minut dziennie) grzebie w ofertach i szukam nowego zrodla finansowania ekscesow. jak na razie niczego szalowego nie wygrzebalem, ale wszystko przede mna.
w ramach relaksacji, medytacji i lapania zen planuje urodziny. i chyba wymozdzylem. znaczy chyba, bo jeszcze jest pare innych opcji, ale ta zeby poleciec do GVA i nastepnie z tej GVA sie pociagiem udac do GDN wydaje sie byc przodujaca.
zeby bylo zabawniej, to sie okazuje, ze na 5 osob (pani managjer nie wliczajc) na 6 zatrudnionych (z pania managjer wliczona) 5 poszukuje nowego zajecia. wynik niemalze stachanowski i norma na chwale imperium wyrobiona.
wiec tak sobie tam siedze i w czasie, kiedy mnie chuj nie strzela, nic mnie nie wkurwia i nie mam ochoty wyskoczyc przez okno (w sumie 10 minut dziennie) grzebie w ofertach i szukam nowego zrodla finansowania ekscesow. jak na razie niczego szalowego nie wygrzebalem, ale wszystko przede mna.
w ramach relaksacji, medytacji i lapania zen planuje urodziny. i chyba wymozdzylem. znaczy chyba, bo jeszcze jest pare innych opcji, ale ta zeby poleciec do GVA i nastepnie z tej GVA sie pociagiem udac do GDN wydaje sie byc przodujaca.
Sunday
blitzkrieg
niemcy mnie poruchali. do spolki z malymi hitlerowcami aka autriakami. bolesnie mnie poruchali. bo zem wyjebal w piatek 20 funia na dwie butelki wina bialego, ktore to butelki wlasnie z owych dwoch krajow pochodzily. do 16 w sobote mialem kaca. i to takiego kurwa konkret, ze zem w wyrze zalegal i chcial zywota dokonac wielokrotnie. teraz loje tylko martini. chuj, ze drozej, ale przynajmniej nastepnego dnia sie czuje jak czlowiek.
poza tym nabyl zem ja nowe sluchawki. i sa to sluchawki wyjatkowe i takie z gatunku specjalnie dla mnie. bo problem jaki ja zawsze mam to kabel. dokladnie rzecz biorac przerwanie tegoz w okolicy tego miejsca, gdzie sie kabel wtyka do urzadzenia. a teraz znalazlem ja sluchawki z wymiennym kablem. co prawda cena takiegoz wynalazku z lekka po chuju, bo 60 funia, ale kable wymienne juz za 3 funia kupic mozna, wiec uwazam, ze deal nawet nie najgorszy.
w robocie rowniez zapowiada sie wesoly tydzien pod znakiem ogrodnikow i wycieczki do solihull. ogrodnicy wydaja sie byc misja na marsa i to taka w wersji one way ticket. wietrze, ze gnoj jaki z tego bedzie. dodatkowo jutro musze szybciutko update'owac excela z referencjami. bo szefowa chcialaby go zobaczyc. a ostatni raz kiedym ja cos tam gmeral to ze 3 tygodnie temu bylo. kolorowo.
a za 26 dni akcja lec pan na zurich. wreszcie.
poza tym nabyl zem ja nowe sluchawki. i sa to sluchawki wyjatkowe i takie z gatunku specjalnie dla mnie. bo problem jaki ja zawsze mam to kabel. dokladnie rzecz biorac przerwanie tegoz w okolicy tego miejsca, gdzie sie kabel wtyka do urzadzenia. a teraz znalazlem ja sluchawki z wymiennym kablem. co prawda cena takiegoz wynalazku z lekka po chuju, bo 60 funia, ale kable wymienne juz za 3 funia kupic mozna, wiec uwazam, ze deal nawet nie najgorszy.
w robocie rowniez zapowiada sie wesoly tydzien pod znakiem ogrodnikow i wycieczki do solihull. ogrodnicy wydaja sie byc misja na marsa i to taka w wersji one way ticket. wietrze, ze gnoj jaki z tego bedzie. dodatkowo jutro musze szybciutko update'owac excela z referencjami. bo szefowa chcialaby go zobaczyc. a ostatni raz kiedym ja cos tam gmeral to ze 3 tygodnie temu bylo. kolorowo.
a za 26 dni akcja lec pan na zurich. wreszcie.
Tuesday
bylo, minelo.
byl ambitny plan, co by sie przez weekend pouzewnetrzniac, posmarowac rozne duperszwojce i takie tam atrakcje, ale srednio mi poszlo. bo w piatek sie trzema browarami zrobilem, w sobote byla kolacja, a niedziela jakos tak minela nie bardzo wiadomo kiedy.
poniewaz teraz za bardzo nie pamietam, co ja tam wiekopomnego chcialem pisac, to sie specjalnie nie popisze. bo tak jakos juz sie stalo, ze kolejny tydzien juz w polowie jest, a ja nawet nie wiem kiedy tak sie stalo. bo ostatnio po pracy to ja detka jestem i jak se kawy nie jebne i trzech zielonych herbat, to ide w kime. co prawda po konsumpcji ww. tez ide w kime, ale jakby pozniej, czyli przez jakie 4 godziny mam jeszcze czas, zeby cos tam poszturac i poanimowac.
i to by bylo tyle.
poniewaz teraz za bardzo nie pamietam, co ja tam wiekopomnego chcialem pisac, to sie specjalnie nie popisze. bo tak jakos juz sie stalo, ze kolejny tydzien juz w polowie jest, a ja nawet nie wiem kiedy tak sie stalo. bo ostatnio po pracy to ja detka jestem i jak se kawy nie jebne i trzech zielonych herbat, to ide w kime. co prawda po konsumpcji ww. tez ide w kime, ale jakby pozniej, czyli przez jakie 4 godziny mam jeszcze czas, zeby cos tam poszturac i poanimowac.
i to by bylo tyle.
Subscribe to:
Posts (Atom)