Friday

myslal indor o niedzieli

czyli z mojego styczniowego urlopu nici i wielki chuj. bo sie okazalo, ze ten, co sie mnie nalezy za 2 miesiace animacji tegorocznych musze zwekslowac do konca roku. tegoz roku. wiec raczej zaplaca mi za niewykorzystany, niz ja w chacie posiedze. bo jakos potrzeby nie czuje. poza tym nie mam tu za bardzo rozrywek towarzyskich innych niz praca, a jeden dzien wolny w tygodniu mi w sumie starczy (bo zazwyczaj sobota lub niedziela jest przeze mnie spedzana, a jakzeby inaczej, w pracy, bo od wiekszej ilosci pieniazka na koncie nikt nie umarl ani tradu nie dostal).



a propos pracy, to jakies 2 tygodnie temu mialem urocza konwersacje o tym, ze moje attitude jest dalece niesatysfakcjonujace zaklad, ze jest jakis niemily i w ogole. w sumie nie wiedzialem, o co chodzi za bardzo, ale chuj w to. we wtorek zas mialem kolejna rozmowe, tym razem o tym, jaki to jest jestem zajebisty, fantastyczny i w ogole well done. a dodam, ze moje zachowanie zmianie nie uleglo. smiem twierdzic, ze sie komus cos jeblo. albo tez kogos jeblo.



z racji zas urlopu, co mial byc, ale bedzie pozniej, to sie w PL objawic planuje w marcu. choc w sumie nie wiem, czy az tak bardzo sie mnie chce. jakis taki mnie dysonans ogarnal byl.

nuda panie, nic sie nie dzieje

poniekad i tak. bo w sumie praca, spanie, praca w nadgodzinach i znowu spanie. moje zycie towarzysko-seksualne lezy i kwiczy, a ja jakos nie mam za bardzo motywacji, checi i zapalu jakkolwiek go reanimowac.

poza tym co... planuje przybookowac flajta to PL na okolice konca stycznia (bo wszyscy chca mnie zobaczyc, napic sie ze mna wodki, a niektorzy jeszcze by sie poruchali), trzaskam nadgodziny na hektary (w tym tygodniu wyjdzie jedyne 16), moja umiejetnosc rozumienia tubylcow jakby wzrosla, ale jakby nie tak bardzo, jak mozna by sie tego spodziewac.

obserwacji socjologicznych nie chce mi sie opisywac - moge jedynie powiedziec, ze jestem pod wrazeniem, jak ta banda jelopow i inbredow zawladnela spora czescia swiata. bo nacja brytyjska malo urodna i jeszcze mniej lotna. choc swojego timlidera bym z wyra nie wywalil. bo portugal.

a to ze kurier przekrecil tragicznie moje nazwisko powinno sie rozumiec samo przez siebie. bo ciapaty byl.

Thursday

kontynuujac

robota przeze mnie posiadana najambitniejsza nie jest. najbardziej oplacalna tez nie. ale przynajmniej osluchuje sie z tutejszym gulgotem. co prawda kiedy przecietny angol cos do mnie mowi, to chuja rozumiem, ale za to czaje juz maslimow i indiancow z indii.
co do maslimow (lub generalnie arabow), to jest nawet taki jeden, co bym go z wyra nie wywalil, a nawet chetnie bym go tam zatargal.
poza tym na zmianie mam jeszcze dwie ciocie - jedna mala i spasiona, ktora mysli, ze ja wszyscy lubia i druga - taka z gatunku lans i plyne w powietrzu. dramat. okrutny.

pozatym calkiem spoko. nawet lepiej niz zakladalem. na serio.

Wednesday