Thursday

TRN - opis eventu

Jak zaplanowanym było, 28 marca roku pańskiego udałem się do Turynu. Jak wiadomo miłe złego poczatki, więc pierwszy odcinek pokonałem bez przeszkód. Lot z Ciocią Lufa do Frankfurtu był nader miły - wpadlem na lotnisko o 6:05 (bo musiałem jeszcze zapalić, to chyba jasne), o 6:15 przeszedłem przez security i o 6:20 byłem przy bramce. Dodam, że wylot był o 6:30  i nie byłem ostatnim paxem. We Frankfurcie miała nastąpić przesiadka na pociąg do Dusseldorfu, bo Ciocia Lufa współpracuje chętnie z Deutsche Bahn. Tak, miała nastąpić. Bo już byłem na peronie, już nawet widziałem pociąg. Ale... Coś mi nie grało - numer się niby zghadzał, ale skład za krótki, jedna jednostka zamiast dwóch i coś nie bardzo ten tego. Więc postanowiłem zapytać. Nie tylko ja, ale i trzy inne osoby również. Pierwsza zapytana osoba - pani konduktor - powiedziała, że ona nic nie wie i wskazała kierownika pociągu jako źródło informacji. I cała czteroosobowa grupa udała się do niego. Ów stwierdził, że o niczym nie wie, ale to na pewno nie jest ten pociąg i należy czekać na kolejny. Grupa się lekko zdziwiła, ale cóż. Nie muszę chyba dodawać, że ten kolejny pociąg to trochę widmo, bo się nie pojawił.
Udałem się więc do Ticket Desk, żeby dowiedzieć się co z tym fantem zrobić. A tam okazało się, że rozwiązanie sprawy kosztuje 240 EUR - koszt przebookowania i upgrade do economy flex. Czy muszę dodawać, że chuj mnie strzelił? Chyba nie. Rad nie rad zapłaciłem i doleciałem do TRN. A po powrocie wysmarowałem skargi do LH i DB. DB już nawet odpisało i wskazało drzewo, jako miejsce gdzie mogę się udać. Ciocia LH jeszcze procesuje mój email. Chujom nie popuszczę. Bo gdybym się spóźnił, nie pojawił czy cokolwiek innego to rozumiem. Ale zostałem zwyczajnie źle poinformowany.

Co do Turynu to miasto takie sobie. Szału nie ma, ale tragedii też. Takie typowe duże włoskie miasto, z ładną architekturą, zadbane i czyste. Parę fotek mam, na życzenie mogę podesłać. Tak więc spędziłem dwa dni szwędając się do okoła i racząc się odmiennymi walorami wizualnymi.

Powrót zaś, też z Ciocią LH, odbył się już bez żadnych scen. Wszystko prawie na czas, nikt mnie nie wkurwił i nie okłamał. I to tyle.

No comments:

Post a Comment