chuj wie. w sumie chyba nawet chuj w tym momencie wie wiecej niz ja. bo sie sytuacja zagmatwala i skomplikowala byla na ten czas. bo nie na inny.
na razie wiadomo tyle, ze prosiak idzie sobie. tzn ja mu powiem, ze deadline na 31.01 i sie rozchodzimy, bo dluzej ja nie zdzierze mieszkania razem. to zdecydowanie nie dla mnie.
decyzja sie skatalizowala byla po wizycie w GDN. bo jak czlowiek zobaczy, ze mozna inaczej, mozna zad w high class wjebac, to czemuz by nie sprobowac. a nuz sie wyrwie. moze nie konsula, ale kogos, przy kim bedzie mozna ladnie w zycie wystartowac. ja wiem, kurestwo, oportunizm i inne takie. ale chuj to kogo obchodzic powinno. robie to z pelna swiadomoscia ryzyka i konsekwencji, jakie to rodzic moze. zawsze warto sprobowac, zwlaszcza, ze opcja kuszaca.
poza tym nie ukrywajmy, ze prosiak to jednak nie ten poziom. ok, leki to jedno, ale komunikacja nie jest na tym poziomie, ktory lubie. ten niezmiennie mam z michalem. kurwa, dogadujemy sie, rozumiemy sie w lot, tak zwyczajnie. ale oboje wiemy tez, ze do wspolnego zycia, to my jak wol do karety pasujemy.
musze sie rowniez jakos w branze turystyczna wbic. bo jednak organizacja i logistyka, to moja dzialka i nadaje sie do tego wysmienicie. lubie to i tyle.
generalnie cos wiadomo, jakis plan jest, cos sie kombinowac bedzie. oby sie tylko udalo.
No comments:
Post a Comment