Monday

Wkurwiwszy się dalece

Zaczyna się okazywać, że wycieczka do Bułgarii była nie do końca tak świetnym pomysłem, jakby się wydawać mogło.

Bo tak się niefartownie złożyło, że w piątek się rozstałem ze swoim zakładem pracy. Po raz pierwszy w swojej dotychczasowej karierze zawodowej zostałem zwolniony. Nie żebym coś przeskrobał, co to to nie. Po prostu jebany klient zażyczył sobie redukcji zespołu. Bo jednak uznali, że 14 osób to za dużo, bo potrzebują 7, bo jednak nie zamierzają robić ekspansji na rynku europejskim. Klucz wedle jakiego dobrali osoby do wyjebania jest dalece tajemniczym i w sumie chyba sami amerykańce nie wiedzą, czym się kierowali. Bo postanowili oni zrezygnować z osób, z których w sumie rezygnować nie powinni byli.

Więc zgodnie z papierami jestem zatrudniony do 9/08, z tym, że nie muszę się trudzić chodzeniem do pracy. Taki miły akcent.

Sama procedura rozstawania się była nawet miła i cywilizowana. Znaczy czułem pismo nosem i wiedziałem, że coś jebnie, nie sądziłem jednakże, że tak szybko. Ale chuj, zdarzyło się.

I tak teraz sobie jestem gdzieś na końcu Europy, w kraju, gdzie rynek pracy jest chujowo chujowym i dumam nad dalszym postępowaniem. Gdyby nie Miś, to już prawdopodobnie bym posiadał był bilet, w wersjo one-way, na wyspy jebane kiszonym śledziem. Bo jednak tam szanse na znalezienie roboty są znacząco wyższe, niż tutaj. Ale że On tutaj jest, to mi tak trochę utrudnia działanie. Przy czym utrudnianie potrwa do końca tygodnia, bo jak nic się nie uda wyanimować (ani nic się na horyzoncie nie pojawi), to czas pakować zabawki i przenosić się w inne miejsce. Pytanie brzmi tylko gdzie i jak i po co.

Jestem, delikatnie rzec ujmując, wkurwiony, bo nie takiego rozwoju wypadków się spodziewałem. Zdecydowanie nie.


Chuj jasny zza szafy by to wszystko strzelił.

No comments:

Post a Comment