Tuesday

L quattro

Stało się. Po raz pierwszy w życiu jestem na L4. Do piątku. Bo od ponad dwóch tygodni kicham, kaszlę (przepotężnie), smarkam i czuję się jakoś tak oble. Tu pobolewa, tam strzyka, tu z kolei drapie. 
Więc po dniach ponad 14 udałem się do jednego przybytku leczniczego, co by mnie pani laryngolog obejrzała. I była ona obejrzała mnie. I się nie ucieszyła. Bo czemu tak późno się odmeldowałem u niej? Ja na to, że ja z tej grupy, co to odwiedza lekarza kiedy umiera albo w stanie innego emergency. Pani tylko westchnęła, że to jak 99% pacjentów i później problem i szalejąca grypa.

Tak więc do końca tygodnia się opierdalam. Będę siedział na chacie, bąki zbijał i w stołek popierdywał. Chociaż może też jakoś bardziej ambitnie się wezmę za szukanie pracy. Bo wypadałoby. Ale najpierw się porelaksuję.

Poza tym na odcinku sofijskim spokój i cisza. Idę skonsumować antybiotyk.

No comments:

Post a Comment