Od dłuższego czasu po głowie wątek ten mnie chodził, ale zawsze jakoś umykał później, ginął pośród innych zajęć i nic z pisania nie wychodziło. Do dziś. Bo dziś temat przewodni mnie dotknął mocno. Żywym ogniem zapiekł.
Chodzi o pewną niezwykłą umiejętność nacji bułgarskiej do blokowania. Wszystkiego. Przy czym prym wiodą schody ruchome. Tak. Wydawałoby się, że ludzie w większości krajów świata, gdzie wynalazek ten zaimplementowano, wiedzą że po prawej się idzie, a po lewej stoi. Wydawałoby się. Bo w BG mają pewne braki edukacyjne. Polegają one na tym, że na schodach ludzie zachowują się w sposób losowy, przy czym zawsze sprawiają wrażenie bezmózgich.
Losowość przedstawia się następująco (i dodam, że jest to wersja skrócona, gdyż wszystkich możliwych kombinacji opisać w stanie nie jestem):
- w uścisku pytona - znaczy stoimy wężykiem - lewo, prawo, lewo, prawo. Nie sposób ominąć, wyminąć, trzeba stać do końca.
- strzała amora - opcja ta dotyczy najczęściej osobników płci mieszanych w wieku do lat 40. Stoją oni parami, obok siebie, dla podniesienia poziomu romantyzmu trzymając się za ręce lub czule sobie do ucha romantyczne zgłoski szepcąc. Magiczne słówko izvinete nie zawsze pomaga.
- nawet klasówka nas nie rozłączy - młodzież w wieku szkolnym blokująca trakt mechaniczny parami. Bo one muszą stać koło siebie, bo nie daj bóg jedną coś porwie albo wchłonie i druga z rozpaczy uschnie. W tym wypadku pomaga basowe excuse me wyryczane zza ich pleców. Odskakują z reguły jak drzwi w ikarusie.
- grupa amortyzująca upadek - jak nazwa wskazuje jest to grupa, najczęściej w wieku szczeniackim blokująca schody w pizdu. Łatwiej byłoby skoczyć w dół niż ich ominąć. Czasem excuse me pomaga, przy czym w większości przypadków skuteczniejszy jest zestaw typu valium i seta.
- ja i moje skarby - czyli pan bądź pani i jej/jego wózek zakupowy (taka dwukółka). Bo wiadomo, że w dwukółce są rzeczy dalece cenne i nie może ona jechać przed lub za właścicielem. Ona musi jechać obok pańskim okiem tuczona. Jak dotąd próba ominięcia tegoż zjawiska nie powiodła się.
- papużki-nierozłączki - czyli dwie najlepsze psiapsiółki biorące udział w misji ratowania świata. Ponieważ misja to poważna muszą się i poważnie naradzić. A nie ma lepszego miejsca i czasu niż schody ruchome.
I tak dalej... Gdyby ktoś chciał dokonać jakiegoś bezkrwawego aktu mającego na celu paraliż dużej metropolii, to może śmiało użyć losowo wybranej gruby Bułgarów. Wystarczą ich dwie setki (byleby ich strategicznie rozlokować) i miasto leży. A raczej stoi. Oczyma wyobraźni widzę schody w londyńskim metrze... Ach... Co to by był za show...
Oprócz schodów Bułgarzy potrafią także skutecznie zatarasować chodniki (przecież chodzenie ławą nikomu nie powinno przeszkadzać), przy czym opcja chodnik jest dostępna również dla kierowców, którzy gdzieś muszą swoje wielce ważne samochody poupychać (bo kto to widział żeby do osiedlowego marketa, 300 metrów od chaty, z papcia ciągnąć. Pan/Pani samochód ma, stać jego/ją, to i pojedzie i chuj plebsowi do tego).
Do blokowania świetnie nadają się również alejki w sklepach i innych galeryjach handlowych. Tu można się nawet bardziej popisać, bo ma się do dyspozycji wózek. A wiadomo, że wózek można zostawić w poprzek i iść 20 metrów dalej szukać najtańszej kiełbasy/podpasek/kalesonów. Bo czemuż by nie. A że później inni użytkownicy muszą wykonywać slalom gigant i inne akrobacje? A cóż oni kogokolwiek interesują. Liczy się tylko mój wózek i moje w nim bambetle.
Bo Bułgar z wózkiem (czy też samochodem) to jak chłop na zagrodzie, równy wojewodzie. Albo i kmetowi.
Dziś właśnie doznałem ataku toczenia piany z pyska i wkurwobłędu w jednym z centrów handlowych. Musiałem wyglądać zjawiskowo, bo ludzie aż się rozstępowali na mój widok. Szał, czyż nie?
No comments:
Post a Comment