Saturday

banan



ta pania sie namietnie jaram. jest zacna, godna i w ogole fantastyczna.
ruskie piwo, co to niby szal mialo robic i byc niezwykle wspaniale zajezdza bananem. banan przechodzi w zgnilego banana. dziwny maja oni tam gust.

poza tym nic. nuda. nowej roboty jakos nie ma, w starej maja niby wiecej placic, ale jakos im w to nie wierze.

ostatnia noc byla z rodzim. co prawda liczylem sie z aktami balamutnymi, ale jak zwykle bylem grzeczny. znaczy nie oponowalem. bo i po co. pierwszy raz moge uznac za nawet calkiem niezly, choc pewne kwestie techniczne trzeba bedzie omowic.



tym tez sie jaram.

a teraz czas sie wyspac. bo trzy noce pod rzad z alkoholem plus praca plus nadgodziny mnie z lekka zmeczyli byli.

No comments:

Post a Comment