Sunday

gicz cieleca

ledwo zem gicz umoczyl we misce, co by pediciury dokonac, a juz mi sie szczac zachcialo. no wkurwic sie mozna.

a tak poza tym, to trwa akcja przygotuj trip do polszy. rezerwacje podrukowane (bo check in on line to tak nie zawsze mozna), bilety pokupowane i ogolnie wszystko (oprocz spakowania sie) wydaje sie byc ready. mily by bylo, gdyby sie do srody nic nie zesralo. bo sie fajki koncza i na serio jechac trzeba.

poza tym zadzwonil byl wlasnie Pan M, ze on w polszy bedzie i czy moze by my sie jakos nie spotkali, bo on ma stosunkowo luzny grafik. no nie powiem, nie ma to jak sie odezwac pozno w czas. no ale z drugiej strony to nie pierwszy takowy wybryk jego.

moze sie w kwietniu zobaczymy. a moze i nie. sie zobaczy.

poza tym Halinka koszulki produkuje. jak tylko wyprodukuje, to zostanie zaprzegnieta do obfotografowania ich (i bym moze mnie w nich), co by pozniej mozna bylo sie zdjeciami pucowac po necie. a koszulkami po swiecie.

i tym wesolym rymem wielce wybitnym koncze wywod.

bez odbioru.

No comments:

Post a Comment