Sunday
z pola walki
wiec lece (znaczy jak opublikowane, to lecialem i nawet dolecialem) i powinienem narzekac na kukuryznika. bo kurwa huk jak w kombajnie marki bizon w sierpniowe popoludnie gdzies na rdzennie polskim polu jeczmienia. ale nie bede narzekac, pomimo tego, ze mysli swoich nie slysze. nie bede, bo sie jaram. stewardem sie jaram. taki kurwa niby nic, ale jak sie radosnie usmiechcnal (albo z politowaniem, co swietnie ukryc mu sie udalo, gdyz mialem problem z otwarciem overhead compartment) to bylbym gotow rzucic sie na niego z miejsca. jakie metr osiemdziesiat, troche ciemnawy ze specyficznymi rysami. no kurwa, ruchalbym bez marudzenia.
ale nie porucham, to ponownie zaznacze, ze kukuryznik marki crj 200 to ladnie na zdjeciu wyglada albo jak na plycie stoi.
i jeszcze kurwa ryczacy bachor. nosz ja pierdole.
_______________________
poznan byl zobaczony. spotkania towarzyskie bez szalu. jakos w sumie ochoty nie mialem. smiem twierdzic, ze cos zaczyna sie sypac.
_______________________
lufthansa i jej embraery mnie uraczyli. co prawda na drugiego bym sie spoznil, bo mnie sie gejty pojebali (nie wiem skad mi sie ubzduralo G39, kiedy w rzeczywistosci bylo to H39, ale w ostatniej chwili zaczailem, ze cos jest nie tak).
w samolocie zas mnie mysl dopadla, ze czas cos zmienic. ze ten poznan to w sumie warto juz tak calkowicie pozostawic, ze nie ma co sie marnowac i trzeba znalezc nowa robote. i takie tam.
_______________________
kurwa.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment