Sunday

na chwałę imperium

więc zmieniłem miejsce pracy. po raz kolejny. tym razem taki ni to upgrade, ni downgrade, bo z admina wskoczyłem na recruitment consultant, ale z CV1 spadłem do CV21, czyli +1 godzina na dojazd do roboty i -160 GBP z uwagi na koszty dojazdu.

a w tejże robocie śmierdzi jublem, wkurwami i poniekąd obornikiem. bo niestety posiadam ja telefon służbowy i niemniej służbowy laptop, co powoduje, że mogę pracować wszędzie i zawsze, co już zostało mi udowodnione w ten weekend. w sumie to powinienem właśnie zapoznawać się z formularzami i innymi kwitami, ale już mi się oczy kleją i mózg odmawia kooperacji.

w czwartek wieczorem departure na DUS, co mnie raczy dalece, gdyż bardzo pragnę powrócić choć na weekend, gdzie ludzie nie wyglądają jak skrzyżowanie gnoma z morświnem. co prawda plan wizyty napięty, ale kogóż to jeszcze dziwi. chyba tylko mnie.

AMS przybookowany na grudzień okazał się być dalece chujową ideą, gdyż zasób noclegowy tam chujowy, drogi i ludzie często piszą, że śmierdzi do kompletu. mogłem klepnąć MXP.

a na to wszystko mam czarną dziurę. na koncie. bo niby piniędzy zarabiam, ale wcale tego nie widać. wcale a wcale. pewną przyczyną co prawda może być kupno biletów do ww. AMS i zanabycie nowego telefonu, ale nie jestem pewien.

No comments:

Post a Comment