Monday

Przemyślenie - odsłona druga

W tym docinku będzie o komunikacji przez opakowanie i design. Trochę. Zacznijmy od przypomnienia, że FB to ja nie posiadam. Znaczy generalnie nie, ale jakbym szczątkowo miał. No matter. Więc nie mając FB zostaje mi tylko buszowanie po LinkedIn. I ostatnio się zapuściłem w tamtejsze profile.
Przyczynkiem do wycieczki była jaka podpowiedź, że tę oto lasię zna pięciu twoich znajomych, więc i ty dodaj ją do sieci. Dodać nie dodałem, ale obadałem kto zacz. Lasia okazała się być jakimś junior assistant of consultant czy coś podobnego w PwC, KPMG czy innym Deloitte. Czy jakkolwiek się to tam zwie. Bo mniejsza o nazwy, gdyż gwiździem imprezy okazały się zdjęcia. bo poskakałem sobie po tych junior consultantach i innych seniorach cośtamcośtam, co to nawet wypowiedzieć nie potrafiłem, nie wspominając o jakimś sensownym pomyśle na to, co oni mogą w tych wielce poważnych firmach robić.
Więc zdjęcia. Nie samojebki, nie wakacyjne focie z drinem na all-inclusive, ale prawdziwe, profesjonalne foteczki. Takie, że aż człowieka zaduma ogarnia.
Bo typy zdjęć są następujące:
- jestem profejsonalna (pretensjonalna) do bólu - uroczy obrazek utrzymany w szarościach; twarz (czy to jeszcze twarz) mocno obrobiona i jakaś nieobecna. Śmiem twierdzić, że focia strzelona po zamknięciu bilansu.
- zegarzmistrz światła - czyli miś z zegarkiem, co to się pucować lubi jak nieszczęsny minister, były minister. Miś-zegarmistrz ubrany w firmowy kubraczek (mdły garnitur plus nijaka koszula i bezbarwny krawat) z busolą na przegubie. Bo to nie zegarek, a co najmniej zegar słoneczny. Wielki i oczojebny. I zapewne za więcej niż jedną pensję.
- niepweni - biedactwa tak zarobione, że nawet nie wiedzą, gdzie pracę wykonują, w związku z czym mają urocze zdjęcia na tle firmowego logo. Plus 10 do przestiżu i plus 30 do orientacji w życiu.
- jestem z miasta - grupa lansująca się. Mocno. Bo zdjęcie zrobione na tle miasta. Znaczy Warszawy. Tak dla podkreślenie przestiżu i pokazaniu, że o patrzcie złamasy, tyram jak wół, ale mam dostęp do 30. piętra we firmowym wieżowcu. Pytanie tylko czy mają tam windy.

Typów jest oczywiście więcej, ale wciąż chorobą zmożon jestem i mocy nie mam by opisać.
Udałem się dziś do pani doktor laryngolog na kontrolę. Tytułem wtrącenia - wciąż kaszlę. Pani doktor stwierdziła, że gardło jest ok, nos spoko i że ona nic nie widzi. I zawezwała na konsultację internistę. Chłop rad nierad się objawił, obejrzał mnie i zaprosił do swoejgo gabinetu. A tam zaczął psioczyć na panią laryngolog, że jak gardło w porządku, kiedy czerwone i takie tam. Ale osłuchał mnie, obejrzał, wywiad przeprowadził i stwierdził, że on nie wie. Bo płuca ok, nie charczę i krwią nie pluje. Więc stwierdził, że on mnie taki fajny antybiotyk przepisze, co się go podaje po powikłaniach po świńskiej grypie. Bo w sumie nie zaszkodzi, a może pomóc. A, i dwa dodatkowe dni zwolnienia też się przydać mogą.

PS. Antybiotyk numer jeden oprócz działania na gardło służy także do walki z rzeżączką. Antybiotyk numer dwa, dziś otrzymany, dodatkowo z chlamydią. Tak o.

No comments:

Post a Comment