Thursday

bywało lepiej

na literakach target został achieved, czyli w rankingu podbiłem powyżej 1800. konkretnie mam numerek 1802 i wbijam wciąż wyżej.

niestety w innych kwestiach jest poniekąd mniej kolorowo. bo tak - praca magisterska wciąż jest jakby w polu, z którego nie chce ona ruszyć. a ja też jakoś nie zamierzam jej traktorem stamtąd holować. zapewne zrobi to mój promotor, jednakże ta opcja jest dość ryzykowna.
poza tym z kss się rozstali my byli. i to nie do końca w sposób, w jaki bym sobie życzył. bo otrzymać wypowiedzenie to raz, a dwa, że później w firmę mail poszedł, że rozstanie a i owszem nastąpiło, ale pani manager zasugerowała, że zabiłem jej pół rodziny, spaliłem ze trzy oddziały i zeżarłem całą dokumentację. cóż. bywa. płakać nie będę.
coraz poważniej się zastanawiam nad emigracją z tego dzikiego (jednak) kraju. bo nie dość, że mnie pan prezes do grona biedoty zaliczył (surowa szynka z biedry wygrywa), to jeszcze przewodnie tematy to cukier i smoleńsk. czasem coś ktoś o OFE przebąknie, ale jakoś bez przekonania i wiedzy głębszej. a jakby nie patrzeć, to sytuacja z lekka dramatyczna jest - dzieci się nie robi (bo i za co?), emerytury będą tak wielkie, że tylko zęby w ścianę i kit z okien, infrastruktura też bardziej na poziomie wschodu (ale nie dalekiego) niż zachodu. czekam tylko momentu aż ktoś łaskawie ogłosi, że to wszystko żydów, pedałów, masonów i cyklistów wina i zróbmy z jezusa króla RP.
z emigracją jest jednak ten problem, że nie wiem, jaką mańkę obrać. w grę wchodzi służba u Jej Królewskiej Mości Elizabeth II, kraj syropu klonowego i owce na New Zeland. ewentualnie skandynawia, ale tam bez worka persenu i kilkunastu skrzynek wódki mógłbym zimy nie ujechać. więc nie wiem. na razie muszę się obronić.

a na koniec złota myśl, co do mnie mailem przywędrowała - nie oglądaj się za siebie, bo ci z przodu ktoś przyjebie.

No comments:

Post a Comment