czyli film ozona, co zem go w nocy ogladal. o ile black swan pizgnal mnie w glowe tak zaraz po seansie, to ten zadzialal na zasadzie bomby z opoznionym zaplonem. jakby mi ktos lopata w leb przypierdolil dzien pozniej. czlowiek obejrzy i sie zastanawiac nad soba zaczyna. mysli, mysli, nakreca sie.
zrobiwszy maly risercz wiem, ze z lekka skrewilem ze studiami. bo trzeba bylo isc w ksiegowosc i bilanse plodzic. na szczescie nie jest za pozno - mozna jebnac FiR jako druga magisterke (a na pewno zlozyc na nia papiery) i do tego se w cosinusie kurs z rachunkowosci strzelic. zapytaja panstwo po co pewnie - otoz w australii i na new zeland ksiegowych biora jak leci. i chyba antypody to dobry plan jest. mam dwa lata na zorganizowanie tej imprezy.
No comments:
Post a Comment