Monday

final fight

w piatek o 16:30 mialo miejsce ostateczne (bo 3) spotkanie z Ciocia Hela. zarówno ja, jak i Pan G. nie grzeszylismy za bardzo wiedza, choc nie powiem, mialem juz jakie pojecie o solverze, wiedzialem co sie gdzie wrzuca, co znaczy bin i int i takie tam.
wiec o 16:30 usiedli my do komputerkow, a Ciocia Hela byla uprzejma wyglosic male dictum, ze wiecie panowie, to ostatnie podejscie, nie ma przymusu, mozna pozniej, bo jak ktos nie zda, to bardzo mnie przykro, ale zmuszona bede wyjebac z UEPu. czy cos tam, bo w sumie nikt nie wiedzial, jakie sa konsekwencje niezdanego warunku. w zwiazku tez z tym Pan G. powiedzial "pas" i ze on jednak nie chce, nie czuje sie gotowy i takie tam gadki. ja niestety nie mialem takiej opcji, bo czas goni, krolowa Ela na wyspach czeka i w ogole.
wiec tak... pierwsze zadanie - optymalizujemy produkcje. tu zaskoczyli mnie byli solvera raporty, bo troche nie pokazywali, co trzeba. pewnie dlatego, ze cos spierdolilem. no chuj, idziemy dalej. a tam sortujemy banki. wprowadzona pierwotnie formula skutkowala wynikami w postaci samych zer. no od gory do dolu. wiec trzeba bylo dokonac malej autorskiej przerobki, co spowodowalo, ze wyniki okazali sie byc lepszymi (bo niezerowymi), co nie oznacza, ze wyniki te byli dobrzy. kolejne byly czesci zamienne, ale ze ja sie na naprawach srednio znam (moze jakby kazali detkiw  rowerze liczyc, to by sie udalo), to i zadanie w calosci spierdolilem. pozniej troche mi solver nie chcial pomoc w wyliczeniu kosztu skrocenia projektu. jakies warunki powpisywalem, ale niestety, nie pyklo. na koniec zas akcje w portfelu i reka w nocniku. tez niby cos zrobilem, ale nie do konca, a w sumie to nawet nie do polowy. summa summarum - zjebalem podejscie numer 3.
kiedym zas skonczyl, Ciocia Hela zaproponowala, ze mnie to ona sprawdzi na szybko, jeslim reflektuje na taka opcje. ja ze bardzo chetnie, dwa razy poprosze, a w tym czasie na peta se skocze. wrociwszy z peta okazalo sie, ze no bardzo nam przykro, ale punktow troche malo, wiec pytanie ratunkowe. pytanie o izokwante. w tym momencie przed oczami ujrzalem mroczki i blisko zawalu bylem, bo ni chuja nie wiedzialem dokladnie kim izokwant jest. to znaczy cos tam gdzies mnie majaczylo, ale niezbyt konkretnie. wiec po 3 minutach moich zenujacych z lekka uzewnetrznien  z dziedziny badan operacyjnych Ciocia Hela powiedziala tylko, zebym przyniosl indeks do sekretariatu, a ona mnie wpisa zmaluje.
z wrazenia az sie spocilem.

opisalbym to stresujace, acz radosne, wydarzenie wczesniej, ale niestety w piatek sie strasznie brzydko najebalem z Panem M. (uznalem, ze 0,7 to idealne wyzwanie na ow dzien) i jak na zlosc mialem jeszcze faze uzewnetrznien lirycznych z gatunku 'zenujace i przykre'. dlatego tez nastepenego dnia ukulem nowe powiedzonko: "piles -  zamknij ryja".
w sobote zas mialem kaca. strasznego. okrutnego. nie rzygalem co prawda jak kot, ale wielokrotnie tego dnia mialem ochote dokonac zywota. poza tym kac ow obalil teze, jakoby po wyborowej nie wystepowal on byl. bo kurwa wystpail.
o 17:30 wsiadlem w treni do kutna (bo Pan M jechal do WAW, wiec uznalem, ze sie kawalek przejade).
pozniej znowu bylo chlanie, ale jakos Pani J szybko odpadla i nie bylo woli wsrod pozostalyc konsumentow wodki, by dalej chlac.
dzis, w sumie juz wczoraj, wrociwszy na OWW ojebalem wino lezace w lodowce i padlem spac. przebudziwszy sie zas poczynilem ow wielce wazny wpis. i sie kurwa zmeczylem.

No comments:

Post a Comment