Wednesday

procent masy hamujacej

akcja "opierdol flaszke na marynarskiej" zakonczona pelnym sukcesem. 1,2 litra poszlo i generalnie nie pamietam konca imprezy. na szczescie sa zdjecia (ki chuj mnie podkusil, by aparat z torby wyjac) i wynika z nich, ze zle nie bylo. nawet kaca mordercy rano nie bylo, ale jak powszechnie wiadomo po wodzie takowy nie wystepuje.
jednakowoz zanim sie konsumpcja zaczela trzeba bylo do lodzi dojechac. a to nie bylo takie proste i oczywiste. bo tak. zaczelo sie od komunikatu, ze wszystko fajnie i milo, treni jedzie sobie, ale zbyt wolno i jest 15 minut delay. no coz, poszli my z Jadwinia na okazje te peta opalic. kiedy my wrocili, to okazalo sie, ze treni juz prawie jest, ale nie wjedzie na peron pierwszy, ale 3. co by pasazerowie troche ruchu mieli i o kondycje zadbali przy pomocy spolek z grupy pkp. kiedy dyliznas wjechal, zajeli my miejsca. pech chcial, ze wtarabanila sie tam rowniez baba z trojka bachorow. mialem juz mala palpitacje. i stan przedzawalowy. okazalo sie jednak, ze to dopiero poczatek cyklicznego programu "jazda wg rozkladu jest nudna". tak wiec stoimy sobie wesolo przy peronie 3, slonce nakurwia nieziemsko i nie ma wiatru. szybko pojawil sie maly zaduszek, ktory w postepie geometrycznym przyrastal z kazda dodatkowa minuta opoznienia.a zebraly sie one 72 (prawie nic w sumie, czyz nie?), bo procent asy hamujacej byl nie ten. i nie szlo jechac. nie wiem, co sie wydarzylo, ze ruszylismy, bo w sumie nic nie doczepili/odczepili/zmienili/wysadzili. finalnie kolo 21 zrobilismy czek in na marynarskiej.
w drodze powrotnej zas hit - wyjechalem z lodzi 12 minut po czasie, a w POZ bylem 5 minut, ale przed czasem. wot technika chcialoby sie rzec.

poza tym szalu nie ma. sa wkurwy i mala frustracja.

No comments:

Post a Comment