Wednesday

dupą, dupą myśl!

i myśli usilnie (jednocześnie dokształcając się w mańce językowej), jak się na kontynent przenieść. na razie wymóżdżył tyle, że okres swych animacji na wyspach (a planowane one są tak do końca roku, ewentualnie do momentu sensownego ogarnięcia się z niemieckim i jebnięcia legitymacji pilota) może wrzucić do kategorii "gap year". że w sumie taki research, kombinowanie i że poznawanie i w ogóle nic, ale jakby coś. i to by było na tyle z kategorii "sprawy zawodowe".

w niedzielę okazało się, że ciocia lufa jest kobietą. bo zmienna jest i niepewna swych decyzji. kiedym to 1 stycznia bookował flajta na akcję "Anna w bezie" ciocia lufa dawała samolot wieczorem z BHX (coś po 19). następnie po trzech tygodniach ciocia uznała, że ona wieczorem nie leci, a jednak w południe i zmuszony byłem zadzwonić do ichniej fligh centre i zrobić reebooking. reeboking zrobiłem w jedną stronę (na powrót znaczy), bo wylot rano w piątek nawet mnie raczył. w niedzielę zaś wchodzę na checkmytrip, a tam info, że ciocia znowu zmieniła godziny lotu i że znowu operuje wieczorem. więc znowu dzwonię do flight centre i mówię, że ja chcę rano jednak lecieć. no i pani w centre znowu mnie przerzucała po lotach. tym sposobem mam 4 loty (bo wiadomo - frequent flyer ma się zdobyć) w atrakcyjnych dla mnie godzinach za jedyne 78 funia w dwie mańki. myślę, że trzeba będzie jeszcze jakie dwa berliny do końca roku klepnąć, bo może ciocia znów postanowi coś zmienić i będzie można na tym skorzystać.


No comments:

Post a Comment