Wednesday
dziwki, alfonsi i fryzjer
lodz przyniosla kilka pytan, ktore z kolei poskutkowaly paroma przemysleniami. takich wcale nie przyjemnych i milych. takich, ktore uswiadomily mi, ze jestem w dupie. z chujowa robota, praktycznie bez znajomych i bez sprecyzowanego celu w zyciu. nie bede zaprzeczac, ze takowe mysli przebijaly mi sie do swiadomosci, ale nigdy jeszcze nie tak... bolesnie tak.
kurwa, powinienem dostac jakas nagrode - na grawerze widze juz ten napis "za niezwykle umiejetnosci udawania przed wszystkimi, ze jest ok, choc tak naprawde jebie kiszonym sledziem".
ale coz, nie ma sie co rozczulac nad soba, choc to poniekad perwersyjnie przyjemne, a czas sie zaczac jakos organizowac. co prawda pojawia sie tu magiczne-slowo-klucz-wytrych "jakos", co oznacza mniej wiecej tyle, ze chuja wiem i absolutnie nie posiadam planu na siebie.
------------------------
zanim jednak pojawili sie byli owi pytania, to trzeba bylo sie przemiescic miedzy COV a Lodzia. A byla to podroz nad wyraz ciekawa. do DUS lecialo sie bardzo milo, z kultura i bula z maslem oraz kawa, co je na pokladzie dawali. jak tylko objawil zem sie na lotnisku szwabskim byl, to od razu wzrosl mi odsetek osob, co mnie racza swym wygladem. nie sadzilem, ze niemce takie ladne i z tyloma bym sie ruchac chcial. ale coz, po wyspach jakby mi wymagania spadly. no to juz wyladowalem, zebralem walizke i udalem sie na Dusseldorf Flughafen Bahnhof, co by oczekiwac tam na ICE, co mnie wiezc dalej mialo. no doczekalem sie i do Berlę jechalo sie dalece milo, choc trasa poniekad z pizdy, bo via Koeln, Frankfurt i Kassel. musze przy okazji nadmienic, iz serwis on board w klasie erste, to bardzo ladny niemcy maja i az sie wysiadac nie chce. no ale trzeba bylo, bo w Berlę byly powazny change na treni do WRO, czyli najsyfniejszy EC Europy, czyli 248 Wawel. to byl dramat. bo nie dosc, ze jedynka (szwabska) jakas taka jakby z krzakaow wyjeta, to jeszcze tlok niezmierny, brod, smrod i ogolna zenada. niemniej jednak, silnie zmotywowany dojechalem jakos do WRO, a nastepnie do LCJ.
------------------------
teraz, kiedym to koncze tworzenie notuni, urzeduje w warszawskim starbuniu, co go przy centralnym postawili, siorbajac cappucino. WAW ogolnie mnie nie uraczylo jakos wielce, choc bliny byli klasy pierwszej. zas za ponad godzine akcja "GDN" z Pania Przewodnik.
------------------------
doszedlem do wniosku, ze se jebne legitymacje pilota/przewodnika. kurs via net da sie zrobic.
------------------------
w tak zwnaym "meanwhile" padl mi byl dysk zewnetrzny. duzo rzeczy poszlo sie jebac. niestetyz.
------------------------
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment