Sunday

blitzkrieg

niemcy mnie poruchali. do spolki z malymi hitlerowcami aka autriakami. bolesnie mnie poruchali. bo zem wyjebal w piatek 20 funia na dwie butelki wina bialego, ktore to butelki wlasnie z owych dwoch krajow pochodzily. do 16 w sobote mialem kaca. i to takiego kurwa konkret, ze zem w wyrze zalegal i chcial zywota dokonac wielokrotnie. teraz loje tylko martini. chuj, ze drozej, ale przynajmniej nastepnego dnia sie czuje jak czlowiek.

poza tym nabyl zem ja nowe sluchawki. i sa to sluchawki wyjatkowe i takie z gatunku specjalnie dla mnie. bo problem jaki ja zawsze mam to kabel. dokladnie rzecz biorac przerwanie tegoz w okolicy tego miejsca, gdzie sie kabel wtyka do urzadzenia. a teraz znalazlem ja sluchawki z wymiennym kablem. co prawda cena takiegoz wynalazku z lekka po chuju, bo 60 funia, ale kable wymienne juz za 3 funia kupic mozna, wiec uwazam, ze deal nawet nie najgorszy.

w robocie rowniez zapowiada sie wesoly tydzien pod znakiem ogrodnikow i wycieczki do solihull. ogrodnicy wydaja sie byc misja na marsa i to taka w wersji one way ticket. wietrze, ze gnoj jaki z tego bedzie. dodatkowo jutro musze szybciutko update'owac excela z referencjami. bo szefowa chcialaby go zobaczyc. a ostatni raz kiedym ja cos tam gmeral to ze 3 tygodnie temu bylo. kolorowo.

a za 26 dni akcja lec pan na zurich. wreszcie.

No comments:

Post a Comment