po niecalych szesciu tygodniach w nowej robocie moge smialo powiedziec, ze jest to dokladnie takie samo gowno jak poprzedni zaklad pracy. co prawda obecny jubel z wierzchu znacznie lepiej sie prezentuje, ale w srodku czar pryska i chuj czlowieka strzela.
zeby bylo zabawniej, to sie okazuje, ze na 5 osob (pani managjer nie wliczajc) na 6 zatrudnionych (z pania managjer wliczona) 5 poszukuje nowego zajecia. wynik niemalze stachanowski i norma na chwale imperium wyrobiona.
wiec tak sobie tam siedze i w czasie, kiedy mnie chuj nie strzela, nic mnie nie wkurwia i nie mam ochoty wyskoczyc przez okno (w sumie 10 minut dziennie) grzebie w ofertach i szukam nowego zrodla finansowania ekscesow. jak na razie niczego szalowego nie wygrzebalem, ale wszystko przede mna.
w ramach relaksacji, medytacji i lapania zen planuje urodziny. i chyba wymozdzylem. znaczy chyba, bo jeszcze jest pare innych opcji, ale ta zeby poleciec do GVA i nastepnie z tej GVA sie pociagiem udac do GDN wydaje sie byc przodujaca.
No comments:
Post a Comment