Krótka historyjka o tym, że świat jest mały, a ten sofisjki to już w ogóle światek.
Zaczęło się od tego, że Miś (informacja dodatkowa - Miś pracował swego czasu w jednym z ministerstw i był odpowiedziałny na sprawy młodzieży, programy unijne i takie tam, przez co wciąż ma sporo znajomych w tym biznesie siedzących) wspomniał pewnego razu, że jego koleżanka, M., ma teraz pod opieką nowych wolontariuszy, w tym K. z Polski, co strasznie dużo gada i jednego Litwina, co to jakby spedalony jest.
Ostatnio, spotykając się z P. (tym misiem, co mi się podobał, kiedym tu przybył) napomknął on, że doświadczył z lekka absurdalnej sytuacji, a mianowicie zerwania via Facebook. Z rozbawieniem (i lekkim zażenowaniem) zapytałem, czy to taka lokalna technika, na co P. powiedział, że koleś nietutejszy, a Litwin, taki jednen wolontariusz. A ja na to, że słyszałem o jednym takim, wolontariuszu. I że tam laska, z PL jest, co dużo gada strasznie. P. mówi, że tak, że K. też tam się znajduje, że napierdala ona jak z karabinu maszynowego i że lekko pusta jest.
No i jesteśmy w domu.
Ciekawe, co będzie później.
No comments:
Post a Comment