owsa i siana jakby kto nie wiedział. a meble są w zestawach hobby i relax.
konieczność ogarniania jakichś gównianych problemów typu rozdział zasobu i komiwojażer* nie nastrajają mnie radością. co prawda chujami jeszcze nie rzucam, ale jestem poirytowany dalece i nieuraczony. również bo ja rozumiem, że to są rzeczy przydatne i praktyczne, ale na chuj mnie znać je na pamięć.
edukacja i zagłębianie tajników badań operacyjnych ma też pewien znaczący minus zdrowotno - finansowy, gdyż pety łykam jak pelikan rybki. na paczki dosłownie. myślę, że jutro spokojnie upgrade'uję się do poziomu Pani E. muszę tylko uprzednio się w davidoffy, colę i wodę zaopatrzyć, bo sudafedu powinno starczyć. nie oszukujmy się, bez niego to ja bym za daleko nie zajechał, a z nim się świetnie bawię już którąś godzinę.
przy czym sudafed powoduje też, że ruchać się mnie chce bardziej niż zwykle, czyli w kurwę i kawałek. oczywiście z powodu warunku ruchanie dopiero w poniedziałek. uznajmy, że działa to nawet i motywująco. no dobra, chuja mnie to motywuje. mnie nic poza sianem nie motywuje i to jest problem. ale wizja niezobowiązującego wyruchu powoduje, że nawet łatwiej mi to wszystko idzie.
* tak mnie naszło, że tego komiwojażera można by na osobę prostytuującą się podmienić. bo w sumie jak ma do objechania paru klientów, to o to samo chodzi. ciekawe jakby na takie stwierdzenie zareagowała Złotowłosa Helena...
No comments:
Post a Comment