Thursday

LH 3449

dzis byl ostatni dzien akcji "Pan Lukasz w krainie kwiecia". poniekad sie ciesze, bo te niecale dwa tygodnie pracy spowodowaly, ze stracilem jakies 2 kilo na wadze i nabylem przezacnej urody poludniowo-europejskiej opalenizny. na zakladzie bylo pewne niepocieszenie z powodu mego diparczera, bo zem sie okazal nad wyraz kompetentny, ogarniety i w ogole cudowny taki. no ale mnie juz starczy i czas na akcje "jajo w polszy".

a do akcji przygotowania, jak nie trudno sie domyslec, w pizdzie. bo ubranka, to po czesci leza na podlodze w pokoju i oczekuja na ulokowanie ich w walizce, a po czesci wlasnie zostaly z pralki wyciagniete i susza sie. tak wiec jutro bedzie pokrzykiwanie, ze kurwa sie nie wyrobie, nie zdaze i takie tam.

poza tym jest 19:45, a ja juz na pysk padam. a tu trzeba jeszcze co najmniej godzine wytrzymac, by se miejsce wygodne w kukuryzniku przyklepac. o ja biedny, o ja nieszczesny.

No comments:

Post a Comment