powiedzmy sobie szczerze - stracic lot to nie tragedia. choc gratisowe 4.5 godziny na lotnisku to nie jest najwiekszy fan, jaki miec mozna.
zaczelo sie w burminghamowie, skad wyleciec mialem godzine i 20 minut po czasie, ale zesmy slota przegapili, bo sie ludzie pobordowali z tysiacem walizek i innymi tobolami i trzeba bylo ten jubel gdzies poupychac. wiec wylecielismy godzinke i 40 minut po rozkladowym czasie. wtedy juz jasnym bylo, ze chuja zobacze, a nie samolot do KTW. i rzeczywiscie, choc chuj sie jeszcze nie objawil. mam za to board passa na lot o 21:50. fun w chuj. nie dostalem szewskiej pasji tylko dlatego, ze mam akces do business lounge'a, a tam daja alkohol i jakies podejrzane zarcie. wiec korzystam, zalujac jedynie, ze nie ma tu zadnej smoking area.
No comments:
Post a Comment