Thursday

PL - dzien trzeci

Urlop ma to do siebie, niestety, ze zdecydowanie za szybko mija. Bo juz pierwszy etap animacji mam za soba, czyli KTW pozegnane, czas na Poznan. A dodac musze, ze w KTW sie pojawilem znacznie pozniej niz to zalozone bylo, gdyz:
a) samolot z FRA przylecial ponad godzine opozniony, co oznaczalo automatycznie opoznienie samolotu z BHX,
b) ludzie zrobili boarding na zasadzie WIZZa we wloszech, czyli milion toreb, tytek i innych bambetli, wiec nim to wszystko sie dalo powtykac i pochowac to minelo 15 minut,
c) akcja upychania tobolow opoznila nasza gotowosc do startu i stracilismy slot.
We FRA odmeldowalem sie wiec o 16:50 zamiast 15:35 i chuja zobaczylem, a nawet w sumie nie, zamiast samolotu do KTW. Z automatu przebookowano mnie na wieczory lot, co oznaczalo 5 godzin czekania na lotnisku. Dobrze, ze mam FTL, bo sie skitralem sprytnie w pierwszym napotkanym lounge'u, gdzie oczekiwanie umililo mi kilka rzeczy:
- nielimitowany internet,
- zarcie (nie byla to knajpa z gwiazdkami michellin czy innien posh, ale cos mozna bylo wjebac,
- browar (generalnie serwowany alkohol), a w zasadzie 3, ktore ukoily nerwy me i wzmocnily zen.

W KTW kultura, sztuka i restauracja hotelowa sygnowana nazwiskiem pana Gesllera. Nie bardzo bylo na co narzekac (poza wczorajszym kacem, bo browar i 2 rodzaje wodki to nie jest najrozsadniejsza idea).

Zobaczymy czym mnie POZ uraczy.

No comments:

Post a Comment