Tuesday
i po balu
dzis, godzina 9:03 (czyli 4 minuty po tym, jak zalogowalem sie do swego sluzbowego komputera) dopadla mnie szefowa. i zaczela sie zabawa z gatunku sto pytan do oraz ogolny wyklad o tym, gdzie ja jestem, co ja jestem i co ja w zasadzie robie. nie zeby z ryjem, czy cos, tak o, po prostu, z gospodarskiej troski. dodam, ze tak zabawiala mnie konwersacja do 10:45. i coz sie okazalo? ano to, ze mi jakby obowiazkow przybylo. bo juz nie mam tylko swoich sprzataczek, kitchen assistants, ale cala galerie rekrutacji. i nie powiem, przerazilo mnie to dalece. bo nie taki byl uklad i na takie juble, to zem sie ja nie pisal. ale jakos nie mialem sposobnosci zareagowac. tak wiec dzis spedzilem jedyne 5 godzin ryjac w aplikacjach i szukajac project managera. bezskutecznie. jutro powtorka z rozrywki.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment