Tuesday

zemsta nie-to-kurwa-perza


ciocia lusia i jej pracownicy zalecieli w chuja. wielkiego, czarnego chuja. zaczelo sie w burminghamowie od check-inu. mila (to trzeba jej oddac) pani zaczela mnie czekowac. i padlo pytanie, gdzie spedze noc. odpowiedzialem, zgodnie z prawda, ze na lotnisku w DUS, jako ze tam overnighta mam i nie bookowalem hotelu bo na wuj? pani na to, ze ona musi sprawdzic, czy ona mozna mnie tytki do sofiji zaczekowac, bo ona nie wie, czy ja tak sobie moge po lotnisku hulac, kiedy tyty beda tam przechowywane (wtf pomyslalem, gdzie kto widzi problem, skoro w DUS mozna se walize na late night check-in wrzucic nawet, czyli ze sie wpada o 20 czy nawet 21 i nadaje bagaz na poranny lot). no i pani sie udala do fladry siedzacej na biznesowym check-inie (nawet chcialem tam podejsc i sie zaczekowac, ale fladra z kims jakies issue miala i zaproszono mnie na economy) z pytaniem cóz poczynic nalezy. a rybsko na to, ze idz w chuj, znaczy nie mozna zaczekowac tyt do SOF i musze je sobie zebrac i rano zrobic akcje check-in ponownie. kiedy próbowalem wytlumaczyc, ze niekoniecznie tak trzeba, fladra stwierdzila, ze ona wie, a ja nie i mam isc w pyre. wkurwilem sie. bo jakby nie patrzec wycieczka na peta z bambetlami jest srednio wygodna.
uznalem jednakowoz, ze chuj wam pizdy w nos i powetuje sobie strate. to znaczy zrobie ponownego claima na zofie. bo czemuzby nie? przeszla zosia przez czekin ladna, a odebralem ja niezbyt ladna. tak tez poczynilem na DUS airport.

niestety, bilans jest 2:1, bo sie okazalo, ze ta kreatura, co mnie czekowala do DUS jednoczesnie wyczekowala mnie z miejsc na dwa kolejne loty. dzieki temu do MUC mam miejsce na srodku w jakims chujowym srodkowym rzedzie. ja na serio wiele zniese, ale nie srodek. zastanawiam sie tylko ile sztuk bachorów wrzeszczacych bedzie w okolicy. bo ze lot bedzie zjebany do granic, to pewien jestem. na locie do SOF mam niby okno, ale nie jest to ostatni rzad. wiec tez wkurw.

jakby nie patrzec jestem malo uraczony. jak mi jeszcze zaczna brachac, ze znowu robie claima o walize to ich chyba zajebie. i przerzuce sie na LOT.

_____________________________________________________

update z MUC. dzieci nie bylo. i nawet czekujac sie pan postanowil mi dac miejsce przy oknie, bo 4 rzad byl dostepny. przespalem caly lot w sumie.
poza tym wzialem prysznic i jestem ready to go. chuj, ze prawdopodobnie za 5 godzin nie bede wiedzial jak sie nazywam i po co w tej sofiji sie znalazlem.

No comments:

Post a Comment