Sunday

Computer says yes.

Urlop jakby się trochę skończył i czas zacząć pracować po 8 godzin dziennie, co mnie mało raczy. Bo jakoś chwilowo odwykłem, a przywyknąć ponownie nie będzie lekko. Pociesza jednak fakt, że do końca czerwca wciąż będzie pierdolondo treningowe, więc nie ma dramatu.
Zaprezentowano nam również targety i inne KPI, co je osiągać mamy i podobnież nie są one zabójcze. Ale ja się za bardzo nie znam, więc chwilowo się nie przejmuje.

Randka numer trzy się odbyła. Nie będę jednak skreślał Młodzieńca. Znaczy nie teraz. Bo któż by się do mnie tak czarująco uśmiechał. Obawiam się jednak, że ruchania z tego nie będzie. A już na pewno nie w jakiejś krótkiej perspektywie. Nie ten typ. A szkoda. Bardzo szkoda.
Odnośnie ruchania to otrzymałem z resztą parę propozycji i zobaczę, co z tym fantem zrobić. Chwilowo mam trochę zbyt napięty terminarz. Bo jak na razie na ten tydzień mam zaplanowane 2 randki i jedno spotkanie towarzyskie. A dodam, że dopiero niedziela.

Ponadto dokonałem byłem zakupu biletu do PL, co oznacza, że mam jak wrócić po lipcowych ekscesach w Łodzi. O ile oczywiście nie utknę gdzieś po drodze, która to wiedzie z WAW, via VIE do SOF. Muszę się zaopatrzyć w duże ilości alka seltzer, bo czuję, że będzie grubo. Nawet bardzo.

No comments:

Post a Comment