Monday

Za Plovdiv raz

Jak już wzmianowane było, Miś zaprosił mnie na mały tour po Plovdivie i okolicach. Było bardzo godnie.

Poniżej wątpliwej jakości materiał zdjęciowy - tak zwane rysunki poglądowe celem pobudzenia wyobraźni.

Bilet na pociąg (cena ok. 24 PLN) z fantazyjnie, ręcznie wypisaną rezerwacją.


Wnętrze wagonu klasy pierwszej.


Bachkovski Monastir. W środku biegali popi i pokrzykiwali, że zdjęć nie wolno robić.


Tu się jednemu popu zeszło.


Wodospad.


Właśnie to.


Cerkiew, która była właśnie tam.


Kalendarz z cerkwi, która była właśnie tam.


Wnętrze tam będącej właśnie cerkwi.


I flaga na szycie.


I widok ze szczytu.


I mapka przedstawiająca centrum Plovdivu.


Charakterystyczna zabudowa Plovdivu.


Urodne drzwi.


I znowu te domki.


Kucyki też byli...


... jak również damy bez głów.


Ludzie - piksele.


Bulgarski sposób na ochronę prywatności,  czyli potłuczone szkło wmurowane w ogrodzenie.


I rzymski teatr, co ponoć 30.000 sztuk mieścił.


Kot, co nie chciał podjąć współpracy przy robieniu zdjęć.


Widok na Plovdiv.


Koty mają wyjebane. Wyjebane, bo gorąco.


I to tyle, resztę pokażą google.

Ponadto spotkałem polską wycieczkę. Prawdziwą, ze skarpetami i sandałami i narzekającą. Tęskno mi było do takich klimatów.

No comments:

Post a Comment