Sunday

myśliciel

decyzja zapadla, pierdole fabryke czekolady. znaczy nie chce tam pracowac. znaczy nie wiem, czy mnie w ogole beda tam chcieli (jutro ma byc info zwrotne), ale wiem, ze nawet jesli mi zaproponuja, to ja nie chce.

za to wyslalem dzis cefal do takiej malej agencji szumnie nazwanej reklamowa, i pani po trzech godzinach oddzwonila, ze ona chce sie spotkac. a dodam, ze jest niedziela. chuj, ze to praktyki i pewnie za jakies smieszne grosze, ale lepsze to niz tworzenie jakiejs smiesznej bazy danych i uzupelnianie "ajtemow" (btw, jak ten koles z podpoznanskiej fabryki mnie wkurwial tymi templejtami, rikordami i innymi kurwa wiejskimi slowkami, co to mialy pokazac, jaki on zajebisty nie jest i robota jaka wybitna).

poza tym gorac powoduje, iz topie sie. plan ruszenia gdzie spociageim chuj strzelil, bo kurwa nie ograne temperatury w tej puszce, no bata nie ma na mariole.

obawiam sie malego kryzysu. chyba trzeba bedzie uskutecznic kreatywna ksiegowosc.

No comments:

Post a Comment