Monday

na zachodzie bez zmian

gwozdz wakacji, czyli praca wciaz sie nie pojawil. bo jak to pan w stwierdzil "masz kurwa wymagania". no mam. bo wole teraz wiecej czasu szukac, co co prawda jest lekko irytujace, niz sie meczyc w jakims kurwim bagnie. o dziwo ksiegowosc jakos dziala i nie musze oglaszac niewyplacalnosci.

nowa kylie mnie raczy. nowe siostry nozyczki tez. i pogoda mnie raczyc zaczela. zobaczymy, co jeszcze mnie uraduje.

w ogole balkon okazal sie zajebista sprawa. zwlaszcza do picia wodki. wizyta meserszmita o 1:30 moze nie byla konieczna, ale chyba zaskoczylo ja dwoch facetow w samych gaciach, z drinami w lapach, rozprawiajacych zaciekle o dupie maryni czy tez innej jozi.

poniewaz zrobilo sie chlodno akcja ekskursja dyliznasem staje sie coraz blizsza. tylko jakos nie wiem, jaka destynacje obrac.

No comments:

Post a Comment