Sunday
15:53, 17/06/2012
Wesele troche konfundujace. Bo sie mnie myslenie wlaczylo, ze jak to sie ludziom dzieje, ze sie zakochuja i decyduja sie byc ze soba przez cale zycie (przynajmniej w zalozeniu i dla lepszego brzmienia przysiegi) i takie tam inne. Gdyby nie to, byloby zajebiscie. Kultura byla, sztuka, nikt sie nie najebal, nikt w ryja nie wyhaczyl i ogolnie poziom dosc wysoki, choc nie powiem, pare osob, co oczywista, wkurwic mnie musialo. Bo jakze by inaczej. Lache jednakowoz polozylem i w pizdzie mialem. Poza tym mam nowy nickname operacyjny "Lukasz Piotr Brzeszczot, pseduo Czesc". Wszystko przez niemoznosc co poniektorych ludzi do zapamietywania imion, luzne skojarzenia i pasek z "czesc" na klamrze.
Co prawda dzis juz tak zajebiscie nie jest, bo poniekad niewyspany jestem (wrocilem po 3, a tu juz o 8 wstac nalezalo, bo samolot z Berlina) i jeszcze cole przedawkowalem. Rano myslalem, ze mnie zoladek odpadnie/wypadnie/zapadnie sie, pozniej nie bylo lepiej. Z tegoz stanu nieciekawego az sie do apteki w Kostrzynie udalem, co by pomoc fachowa otrzymac. I rzeczywiscie, pomoglo. Bo juz spoko jest, choc od rana ciagne na plynach, bo jakos zapedow do konsumpcji pokarmow stalych za bardzo nie mam.
Warunki podrozy tez generalnie niezle. Generalnie. Bo mnie TXL dalece przed chwila rozczarowal. W necie znalazlem opinie, ze lotnisko jest "cosy" i jest to jedna z tych sytuacji, kiedy ludzie jak te bure suki łżą po tych internetach. Bo Tegel psze panstwa jest tak naprawde malym kurnikiem, ktory jest w kurwe idiotyczny (na ten przyklad - otoz na kazde 2 gate'y przypada security control, ponadto po przejsciu takowej mozna sie poruszac tylko w obszarze tych dwoch gate'ow, wiec takie duty free jest zaopatrzone chujowo i martini czerwonego sie na nim nie uswiadczy. Ot, rarytas.) i wizja pojawienia sie tutaj za tydzien niecaly wcale mnie jakos nie raczy. Bo planowalem ja poczynic jakies drynkowe zakupy przed arrivalem do Zadaru, ale widze, ze chuja kupie (choc chuj tak btw bylby jakims milym akcentem).
Obserwuje wlasnie boarding LH 191 (181?) do FRA i musze przyznac, ze show dosc ciekawe. Od 15 minut pani rzuca announcement'em, ze zaraz sie zacznie i jakos sie ow nie zaczyna. Ludzi troche czeka i raczej nie sa oni z bardzo uradowani. Ale kto by sie tym przejmowal...
Swoja droga juz sie nie moge doczekac osiagniecia swojego frequent flyer status. Bo smiem przypuszczac, ze jakies cywilizowane business lounge by moglo znaczaco poprawic moja sytuacje.
Wizja pojscia jutro do pracy strasznie mnie nie raczy... Ja nie chce. Chce juz piatek i pelne ekscytacji i wkurwow pakowanie sie na event "Cwierczwiecze".
Update - 18:55, gdzies nad UK
Eurowings ma zdecydowanie lepszy service on board niz ciocia Lufa. Cabin crew tez ladniejsze. Gdyby jeszcze latali na E195 zamiast na CRJ900 byloby cudownie.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment